Kiedy opublikowałam rolkę zapowiadającą naszą nową książkę Prawo przyciągania a karma, od razu pojawiły się komentarze, które na pierwszy rzut oka brzmią intelektualnie i przekonująco. O ile wiele z nich było merytorycznych i wartościowych, o tyle komentarze typowo new age’owe opierały się na złudnym przekonaniu, że każdy z nas jest wibracją, że każdy jest umysłem i że każdy ma własną prawdę, a „samopoznanie” sprowadza się do wmawiania sobie, że jesteśmy Bogiem. To tak, jakby ktoś zbudował własną matematykę i teraz próbował do tych wymyślonych równań dopasować swoją rację.
New age z uporem pomija to, co dla prawdziwej duchowości jest punktem wyjścia, czyli fakt, że umysł nie jest naszą tożsamością. Zamiast tego, z pełnym samozadowoleniem, serwuje niby wzniośle brzmiące slogany, które mają jedynie usprawiedliwić duchową ignorancję. Jeden z takich komentarzy brzmiał:
„Boski umysł wie, że ile ziemskich umysłów, tyle i ścieżek☝️ Im bliżej samopoznania, tym nie ma już potrzeby poszukiwania :)))”
Brzmi pięknie, ale tylko dla tych z nas, którzy nigdy nie zadali sobie trudu, by naprawdę zrozumieć, czym jest umysł i kim jest dusza. Problem tkwi w samych fundamentach new age. Narracja ta utożsamia naszą jaźń z umysłem, sugerując, że jesteśmy tym niestałym, kapryśnym narzędziem. Na dodatek new age przedstawia nas jako boski umysł, twierdząc, że to my jesteśmy podstawą istnienia całego wszechświata, co jest kompletną iluzją. Świadomość jest niematerialna i nie jest tym samym co umysł. Iluzja tzw. wglądu powstaje, gdy traktujemy materialne odbicia w umyśle jak samą istotę, jakby to odbicie było obiektem, a nawet Samym Absolutem.
Przytoczony wyżej komentarz, choć dla wielu może brzmieć mądrze, jest idealnym przykładem tego, jak new age, czyli globalistyczna ideologia „nowej myśli”, duchowa wersja komunizmu w sektorze tzw. duchowości, sprzedaje ludziom iluzję bycia Bogiem. Twierdzenie, że każda ścieżka jest słuszna, a przebudzenie i tzw. manifestacja świata sprowadza się do dobrego samopoczucia w swojej projekcji – jak choćby w przekonaniu, że my jako umysł manifestujemy cały wszechświat – jest kompletnie fałszywe. I dokładnie te fałszywe założenia obalam w książce Prawo przyciągania a karma.
Zacznijmy od stwierdzenia, że „boski umysł wie”. Oczywiście, że on wie, ale my nie jesteśmy boskim umysłem. Zaczynamy więc od złego założenia i od razu budujemy całą narrację o swojej racji na piasku niewiedzy. Nie jesteśmy wszechwiedzącym Absolutem, tylko małą, podporządkowaną jaźnią i nawet ona sama nie rozpoznaje siebie w pełni. Przekonanie, że „każdy ma własną prawdę”, jest w istocie klasycznym newage’owym bełkotem, który tylko utwierdza fałszywe ego w przekonaniu, że nie musi porzucać swojej iluzji. Wystarczy przecież pielęgnować własne opinie i nastroje i nazwać to duchowością.
Dla ograniczonej i uwarunkowanej świadomości stwierdzenie, że „wszystko jest energią”, „wszystko jest wibracją”, „wszyscy jesteśmy bogami” i że „każdy bóg ma swoją prawdę”, brzmi jak manifest wolności. W rzeczywistości to tylko samozachwyt i kult własnego umysłu. Umysł sam jest utkany z materii więc nie widzi hierarchii istnienia, nie dostrzega prawdy wyższej od siebie. Dla takiego umysłu wszystko jest względne, nawet sam Absolut. W jego świecie to nie my dostrajamy się do prawdy – to prawda musi dostosować się do naszych kaprysów i nastrojów.
To tak, jakbyśmy twierdzili, że statek ma utrzymać kotwicę, a nie kotwica statek – i potem dziwili się, że dryfujemy, gubimy kurs i złudnie wierzymy w kontrolę nad tym, co w rzeczywistości nas przerasta.
Ten płytki, pozbawiony głębi relatywizm to istota „nowej myśli” – duchowej wersji komunizmu, podawanej globalnie jako duchowość dla tych, którzy pragną jej bez Boga. To narzędzie manipulacji, które każe wierzyć, że każdy ma swoją prawdę, że każdy jest Bogiem, że cały świat można sprowadzić do herców i pól morfogenetycznych. W praktyce taki sposób myślenia zamyka nas w iluzorycznym więzieniu własnego umysłu, podszytym fałszywą aurą duchowej świadomości, który daje poczucie mocy, a w rzeczywistości utrwala niewiedzę i samozachwyt.
Wszystkie fundamenty new age’u są fałszywe. „Samopoznanie” w tym kontekście to jedynie wmawianie sobie, że jesteśmy Bogiem, a właściwie że nasz umysł jest Bogiem. Prawdziwe poznanie wymaga odwagi, by zobaczyć własną niewiedzę, własną uwarunkowaną jaźń i własne ograniczenia. Gdybyśmy naprawdę znali wiedzę o jaźni, wiedzielibyśmy, że umysł sam z siebie nie jest w stanie rozpoznać wszystkiego wokół, a tym bardziej naszej prawdziwej jaźni, a sama jaźń bez sankcji i prowadzenia od Boga nie jest w stanie odkryć siebie. Dopiero uzyskanie tego wglądu przez łaskę wyższej świadomości otwiera przed nami drogę do oczyszczenia, które zawsze boli nasze ahankara, fałszywą tożsamość bycia tym ciałem i tym umysłem.
Dziś pseudo-jogini i samozwańczy duchowi nauczyciele żerują na naszej niewiedzy i zrozumiałej niechęci do religijnych instytucji, które wielu z nas rzeczywiście zraniły dogmatyzmem, hipokryzją i duchowym nadużyciem. Wykorzystując naszą niedojrzałość i brak chęci do jakiegokolwiek wysiłku, pseudo-guru podają nam produkt, którego sami pragniemy. Nie prowadzą nas ku prawdzie, a jedynie oferują tanią pociechę i duchowe placebo. New age’owe bajki o byciu umysłem i energią są skierowane do tych z nas, którzy chcą poczuć się wyjątkowi, „świadomi bycia bogiem” i „energetyczni”, ale wciąż działają z poziomu bólu, lęku i frustracji.
Niższe guny nie mają narzędzi wglądu, które pokazałyby im, że ich duchowość jest w gunie tamasu i nie jest karmiona transcendencją, tylko gniewem i frustracją wobec przeszłości. Ludziom pragnącym jedynie iluzji bycia Bogiem wystarczy podać bajkę o tym, że nic nie muszą robić poza głębszym oddechem, afirmacją miłości i medytacją o byciu boską świetlistą istotą. W rzeczywistości doświadczenie bycia Bogiem jest tylko iluzoryczną pokusą, która sama w sobie wystarcza, by tłumy dały się wciągnąć w tę subtelną hipnozę władzy nad światem i sobą samym. Współczesna duchowość stała się kolorowym widowiskiem ego, a nie drogą wyzwolenia duszy.
Jeżeli chcemy dyskutować o prawdziwej duchowości, np. o prawie przyciągania, musimy zacząć od fundamentów – od uznania, że nie jesteśmy umysłem, nie posiadamy pełnej wiedzy i nie mamy kompetencji, by ogłaszać własne prawdy o Absolucie. Każda dyskusja oparta na fałszywych założeniach prowadzi wyłącznie do samozachwytu, złudnego poczucia mocy i fałszywej duchowej wyższości.
Dyskusja na podstawie fałszywych założeń nie prowadzi do niczego poza samozachwytem i złudnym poczuciem duchowej mądrości i nieograniczonej zdolności do manifestacji. To właśnie na takich założeniach new age zbudował swoje fantazje i własne więzienie. New age wmówił ludziom, że są umysłem, że są Bogiem i że wystarczy poczuć prawdę w sobie, by nią być, ignorując przy tym oczywisty fakt, że nie mamy nieograniczonych zdolności tworzenia ani władzy nad wszechświatem. I dokładnie te fałszywe założenia obalam w mojej książce Prawo przyciągania a karma.
Jeżeli naprawdę chcemy wziąć odpowiedzialność za swoje życie i wprowadzać w nim prawdziwe zmiany, musimy zacząć od nieuniknionego wstrząsu, jaki jest wiedza o tym, że nie jesteśmy umysłem, nie posiadamy pełni wiedzy i żadna nasza „własna prawda” nie uprawnia nas do ogłaszania sądów o Absolucie i zasad manifestacji po swojemu. Każda próba budowania życia na tym, że „wiemy lepiej”, to fundament z piasku, który wcześniej czy później zawiedzie. Każde samopoznanie oparte na założeniu bycia umysłem i wibracją nie jest oświeceniem, tylko egotycznym spektaklem, w którym umysł gra Boga i sam sobie bije brawo.

Wedy nie dają przepustki oszustom, którzy żerują na emocjach, na pragnieniu poczucia się wielkim, na chęci szybkich cudów i na braku prawdziwych procesów oczyszczających świadomość. One uczą nas rozróżniać między tym, co materialne, a tym, co duchowe. Umysł jest tylko narzędziem z materii, które samo siebie przekroczyć nie może.
Oczyszczenie zawsze boli, bo każde prawdziwe przebudzenie zaczyna się tam, gdzie kończy się kult umysłu. Fałszywe założenia, które mają dawać moc, poczucie kontroli i obietnicę poprawy losu, w rzeczywistości prowadzą jedynie do frustracji, iluzorycznego triumfu ego i bolesnego rozczarowania. Nie da się w ogóle poprawić swojego losu ani manifestować czegokolwiek trwałego, jeśli fundament, na którym opiera się nasze działanie, jest błędny – a właśnie tak skonstruowane są założenia tzw. prawa przyciągania. Jeśli naprawdę chcemy zmienić życie, musimy skonfrontować się z prawdziwą wiedzą, która odsłania nasze ograniczenia, weryfikuje iluzje i prowadzi ku realnemu oczyszczeniu. Dopiero wtedy pojawia się możliwość prawdziwej przemiany. Dopóki żyjemy w samozachwycie i wierze we wszechmoc naszego umysłu, każdy wysiłek pozostaje jedynie w sferze złudzeń.


