Dlaczego leki nie działają?

 
Leki są substancją działającą na ciało fizyczne. Mogą one zmieniać jego chemiczną strukturę i o ile postrzegamy problemy zdrowotne tylko jako zjawisko na odcinku od punktu A do punktu B to wszystko jest w porządku. Co jednak w przypadku, kiedy leki nie wywołują zamierzonego skutku? Czy mamy pogrążyć się w fatalizmie, ponieważ zawiodła jedyna naszym zdaniem możliwa terapia?  

Jakie alternatywy stoją przed nami otworem, jeśli dowiemy się, że nie jesteśmy odcinkiem płaskiej rzeczywistości, gdzie działanie przebiega tylko w jednym wymiarze? Jesteśmy istotami duchowymi, które mają teraz to materialne doświadczenie, to materialne fizyczne ciało i ….parę innych ciał niedostrzegalnych gołym okiem. Liczne pisma wedyjskie, jak np. Taittriya Upaniszad, opisują bardzo szczegółowo te inne, niedostrzegalne wymiary naszego ciała, po to, żebyśmy sobie z tym życiem poradzili.  

Zgodnie z ujęciem wed jesteśmy ubrani w całkiem sporą ilość ubrań i lepiej o nich wiedzieć, ponieważ nasze życie toczy się nie na odcinku i płaszczyźnie jak u płaszczaka, a na wielu poziomach. Otóż my jako prawdziwi my, jako duchowa jaźń przebywamy w kilku wymiarach i nie będąc ich świadomi ograniczamy swoje życie do bardzo wąskich i znikomych wyborów, pogrążając się tym samym w apatii i rozpaczy.  

Pierwszy i główny wymiar naszej egzystencji stanowi powłoka skrywająca nas samych, duchową jaźń, czyli atmę. Niektórzy wolą tę niezmienną cząstkę nazywać świadomością i to też jest dobrze, ponieważ świadomość jest energią wypływającą z duszy.  

Tak właściwie to jesteśmy jaźnią, atmą, a nie ciałem, którego ewentualną składową jest dusza. To my jako dusza obserwujemy wszystko wokół, a nie umysł. Nasz indywidualny umysł również może obserwować, dekodować i montować po swojemu energię manas, ale on jest tylko narzędziem w rękach naszej duchowej świadomości, która przecież może śledzić jego działanie. Istotą, która zawsze się cofa obserwując poczynania ciała i umysłu jest bowiem nasza dusza, a nie umysł. 

Energia duszy jest wieczna, niezmienna, pełna wiedzy i błogości, ale z racji swoich maleńkich rozmiarów wobec najwyższego ducha, jej cechy są mimo wszystko ograniczone i podlegają okryciu, kiedy tylko zechce ona wejść pod władanie zewnętrznej energii Absolutu. Jeśli nie odczuwamy cech duszy to znaczy, że nie mamy połączenia z nią i nie jesteśmy świadomi swojego duchowego wymiaru. Dostęp do cech duszy mamy z zupełnie innego poziomu świadomości. Na razie podlegamy jakościom energii materialnej i odzyskanie dostępu do wiedzy, wieczności i szczęścia z poziomu duszy wymaga procesu i naszego zaangażowania. 

Dusza znajduje się w naszym sercu, ale nie tym fizycznym. Nie znajdziemy jej w klatce piersiowej. Dusza, inaczej – atma zanurzona jest w niezwykłej przestrzeni serca zwanej „ananda”,  co w sanskrycie znaczy szczęście.  Przestrzeń, w której się znajduje, nazywa się w sanskrycie kosza. Zupełnie tak jak kosz po polsku. Czyli inaczej dusza jest w koszyku i to jest koszyk nr 1. W sanskrycie ten koszyk to po prostu anandamaya kosza.

Blisko niej przebywa zawsze milczący świadek, Dusza Najwyższa i nasz umysł, który znajduje się w osobnym wymiarze, w przestrzeni citta. To właśnie obecność naszej duchowej jaźni i Jaźni Najwyższej czyni z pola naszego serca coś wyjątkowego. Bynajmniej nie jest tym umysł, który pełni tylko rolę pośrednika pomiędzy naszą jaźnią a materią. Kiedy mówimy o pragnieniach wypływających z serca mamy na myśli to, że nasze pragnienia rzeczywiście pochodzą z tej strefy, ale nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że pierwszą barierą wypaczającą przesłanie od duszy jest nasz umysł, który bez wiedzy duchowej wszystko wypacza. 

Drugim wymiarem, w którym przebywa dusza jest poziom inteligencji i fałszywego ego, albo inaczej fałszywego utożsamienia się z materią. Zachodnia psychologia się tutaj mocno pogubiła i traktuje ego, czyli duchową jaźń na równi z energią błędnego utożsamiania się z materią.   

Korzenie współczesnej psychologii, ale też i zachodnich religii sięgają co najwyżej Grecji i Bliskiego Wschodu, gdzie parę tysięcy lat temu nastąpiło odcięcie się od duchowych przekazów wed o transcendencji. Do nauk religijnych obecnych czasów przedostały się więc spekulacje na temat duszy, którą sprowadzono na poziom subtelnej energii umysłu, czyli do poziomów niższych niż transcendentalny. Tym samym powierzyliśmy naszą jaźń w ręce materialnych terapii, które z duszą nie mają nic wspólnego.   Stwierdzenia typu “porzucenie ego” są więc z racji błędnego założenia tego kim jesteśmy wadliwe, gdyż my jako wieczna duchowa indywidualna jaźń nigdy nie porzucamy samych siebie. Możemy porzucić energię fałszywego utożsamiania się, czyli fałszywe ego, w sanskrycie określa się tę energię jako ahankara, ale nie swoją duszę. Jak na razie na rynku duchowości promowany jest trend rezygnacji z ego, co wprowadza zamieszanie poznawcze odnośnie nas samych.   

Energia ahankary, czyli “fałszywego ego” jest w świetle wed energią scalającą nas z materią i pod jej wpływ weszliśmy z własnego wyboru. Jako duchowe istoty nie mamy żadnej styczności z materialną energią, dlatego chcąc jej zasmakować, do czego zawsze mamy prawo z racji wolnej woli, musieliśmy zaakceptować sprzęt, który nam to umożliwi. I jest nim m.in. okrywa energii fałszywego ego i wszystkie kolejne okrywy jak choćby energia buddhi. Ta jeszcze subtelniejsza od umysłu energia inteligencji ma funkcję rozróżniania, dokonywania wyborów i podejmowania decyzji. Z poziomu vigjany, czyli zrealizowanej, a nie teoretycznej wiedzy, pochodzi nasze wewnętrzne poczucie najwyższej moralności i coś w rodzaju sumienia. To inteligencja potrafi odróżniać dobro od zła i ducha od materii, ale jeśli wypieramy się tego wymiaru, to nasza moralność pozostaje na niższych, zwierzęcych poziomach.  

Uświadomienie sobie tego poziomu naszej egzystencji, tej okrywy duszy, pozwoli nam zrozumieć siebie jako istoty duchowe uwikłane w materii i podjąć decyzję o nieutożsamianiu się z nią. Sama decyzja jest jednak dopiero pierwszym krokiem ku wolności, gdyż poprzez wyrzeczenie musimy się jeszcze nauczyć, na jakich zasadach funkcjonuje energia duszy. Na razie jesteśmy przekonani, że utrata czegokolwiek w tym świecie jest katastrofą na skalę kosmosu. Uczciwie mówiąc jesteśmy w stanie szaleństwa.  

Trzeci wymiar, którego jesteśmy do pewnego stopnia świadomi i o którym rozprawiamy od niedawana z dużym zachwytem to jest energia umysłu.   

Ostatnimi czasy dobraliśmy się do strefy mentalnej, niedostępnej nam do niedawna jako rzekomo strefy duchowej i próbujemy oszacować jego możliwości według naszej skali poznawczej, czyli tej z najniższego poziomu. Mierząc umysł, olbrzymi i nieuchwytny dla naszych zmysłów zbiornik energii mentalnej, linijką z poziomu materii wulgarnej, pozostajemy i tak na granicy jego poznania i niestety nie będziemy mogli go kontrolować tak, jak umożliwiłaby nam to wiedza duchowa wed z wyższego poziomu.  

Czwarty poziom naszej egzystencji to już bardzo nam znajomy teren – poziom energii. O energii wszyscy słyszeli, przynajmniej tej elektrycznej i nawet każdy głupi wie, że jak ciało ma mało energii, to się tak jakoś „bez energii czuje”. A to jest po prostu koszyk pełen prany, chi, many, czy jak kto woli tę energię nazwać. W sanskrycie poziom ten nazywa się pranamayakośa i jest to coraz lepiej już rozpoznawalny obszar ciała energetycznego, albo inaczej witalnego. 

I wreszcie jesteśmy osłonięci ostatnim, najbardziej widocznym, mierzalnym i namacalnym okryciem, którego istnienia jesteśmy wszyscy świadomi.  Tutaj powinniśmy zacząć naszą wyliczankę, bo ten koszyk, w którym umieszczona jest nasza jaźń jest znany wszystkim i nikt nawet nie dyskutuje czy on jest czy go nie ma. Ten kosz nazywa się anna maya kosza (prawie jak polskie imiona Anna Maja) i obejmuje on przestrzeń, którą możemy wymacać palcami, tzn. przestrzeń składającą się z bardzo wulgarnych cząsteczek. Energią budulcową tego wymiaru są znane nam cząsteczki chemiczne pochodzące z jedzenia.  

Jak już się pewnie orientujesz, to piątym koszem okrywającym duszę jest ciało fizyczne. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *