Jeśli jesteś osobą, która chce poznać najgłębszą tajemnicę zakazu jedzenia mięsa z punktu widzenia wed to zapraszam Cię do lektury. Ale uprzedzam, że jest to tekst tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Jeżeli nie jesteś na to gotowa/gotowy, albo nadal chcesz jeść mięso to proszę Cię – nie czytaj tego, bo CO SIĘ ZOBACZYŁO, TO SIĘ NIE ODZOBACZY. 

Kwestia jedzenia czy niejedzenia mięsa budzi wiele kontrowersji już choćby z tej przyczyny, że nie potrafimy odnaleźć jednoznacznych dowodów na to, że zwierzęta i ofiary z nich nie są czymś polecanym przez religię, skoro w historiach biblijnych takowe znajdujemy, ani nie możemy tego potwierdzić stuprocentowo naszą fizjologią, skoro mamy w swoim ciele mechanizmy potrafiące jednocześnie rozprawić się z mięsną i bezmięsną opcją żywienia. 

Spory, jakie rozgorzały na tym tle w ostatnich dziesięcioleciach nie znajdują rozwiązań z tej przyczyny, że posługujemy się dowodami z najniższej półki, nieuwzględniającymi uniwersalnego prawa dharmy, podanego w wedach i które rozpatruje, co jest właściwe, a co nie i wyjaśnia wszystkie właściwości działania i cechy mające charakteryzować ludzi.  

Gdybyśmy mieli zacząć nasze rozważania od budowy ciała ludzkiego, w którym mimo wszystko znajdujemy więcej dowodów na to, że powinniśmy się skłaniać ku diecie bezmięsnej, to i tak kilka aspektów dla przykładu – dwa kły, jakie mamy w wersji szczątkowej – wciąż rozpalają wątek dyskusji w kierunku potwierdzenia naszej rzekomej wszystkożerności.  

A otóż nie. Z punktu widzenia wed w formie ludzkiej, jaką wcale nie otrzymujemy tak często z tej racji, że zbytnio podążamy za zwierzęcym instynktem, naszym zadaniem jest poszukiwanie ścieżki duchowej i sposobów wyjścia z materii, do świata transcendentalnego, co wiąże się nieodłącznie z porzuceniem naszych najniższych, krwiożerczych skłonności, czyli też z porzuceniem zabijania.

Natura pozostawia nam dwie opcje trawienia, z przesunięciem akcentu na możliwość trawienia roślin, ponieważ forma ludzka stoi na rozdrożu i może sama wybierać.

W ciele człowieka będziemy popychani do podejmowania decyzji, do jakich nie są popychane zwierzęta, więc też powoływanie się na fakt, że np. wszystkie stworzenia można zmusić czy przyuczyć do jakiejś diety i skoro pies może zjeść arbuzy to my też możemy jeść tylko rośliny, nie są najlepszą formą komentowania naszej formy żywienia.

Każde zwierzę, każdy obiekt w materii, każda forma, w jakiej mogą pojawić się żywe istoty przejawia swoje skłonności i fakt, że teraz mamy ciało ludzkie z jedną i drugą opcją wyboru świadczy nie na korzyść osób z jakiejkolwiek frakcji myślenia, tylko o tym, że natura daje nam teraz wybór. 

Kolejnym kontrowersyjnym faktem są historie w wedach, których odbicie znajdziemy też w Sarym Testamencie, a które opisują ofiary religijne, co można uznać jako promowanie ofiar ze zwierząt. Z tym że Stary Testament nie wyjaśnia, dlaczego coś takiego ma miejsce ani nie podaje wiedzy transcendentalnej, opisującej duszę, Boga i świat transcendentalny, a tym samym nie podaje właściwości, jakie musimy ponownie w sobie odkryć, aby na poważnie móc mówić o miłości jeśli już nie do Boga, to przynajmniej do innych stworzeń. Do kontekstu historycznego w jakim są umieszczone historie w Starym Testamencie jeszcze powrócę, ale najpierw pokażę szerzej aspekt ofiar ze zwierząt, które również opisują wedy.  

Ofiary ze zwierząt nie były na porządku dziennym w dawnych czasach i jeśli już do nich dochodziło, to tylko w pewnym celu i przy rygorystycznym uwzględnieniu wielu zasad, które prowadziły nas do zmiany naszej świadomości.  

Zacznijmy od najbardziej mistycznego rytuału zwanego “aśwamedhajagja”, w którym bramini ofiarowywali w ogniu konia, a który to rytuał miał na celu pomyślność całego królestwa. Już sam fakt poświęcenia konia w ogniu brzmi złowieszczo i wydaje się, że ten rytuał jest potwierdzeniem na pozwolenie zabijania zwierząt ale nic bardziej mylnego.

Konie ofiarowane w jagjach wedyjskich odzyskiwały młodość i siły i wychodziły z ognia w stanie lepszym, niż ten, w którym do niego wchodziły. Zasadniczo poświęcenie zwierząt w ogniu było tylko testem, probierzem dla kapłanów wykonujących ofiarę, czy wymawianie mantr było poprawne. Jeśli nie – zwierzę ginęło w płomieniach, a konsekwencję za ich uśmiercenie ponosili kapłani, którzy niezbyt ściśle podeszli do subtelnej technologii wymawiania mantr.  

Aśwamedha jagje odbywały się niezwykle rzadko. Aby je móc przeprowadzić król musiał spełnić setki norm, które odstręczały osoby nieprzygotowane do tak trudnych procesów. Kiedy więc w kali judze królowie beztrosko chcieli przeprowadzać ofiary, w których ofiarowywano zwierzęta, ale ze skutkiem śmiertelnym, na świecie pojawiła się ateistyczna, ale hamująca te zapędy ideologia buddyzmu, którą zresztą zapowiadają Purany , takie jak Bhavishya Purana czy Bhagawata Purana, z wyjaśnieniem, z jakich powodów do tego dojdzie. 

Inną wersję ofiar ze zwierząt znajdziemy w sekcji wed, ogólnie określanych jako karma khanda, które to pisma są przeznaczone dla ludzi pogrążonych w niższych gunach, w niższych energiach. W części poświęconej tego typu ciemnym rytuałom znajdziemy opisy ofiarowywaniu zwierzęcia, aby móc je potem spożyć. Możemy się oczywiście dziwić, że wedy podają tak mroczny proces, więc aby to zrozumieć musimy wziąć pod lupę całość wiedzy duchowej. Na podstawie tylko małych fragmentów z wed możemy dojść do fałszywego wniosku, że są to procesy polecane i wręcz promujące rytualny ubój zwierząt i przemoc. Nic nie może być bardziej dalekie od prawdy.  

Wedy, jako pisma odsłaniające wiedzę o wszystkim, podają zasady odnośnie wszystkiego, nawet rzeczy zakazanych i niepolecanych. To, że czynności zakazane są jednak opisywane jako dopuszczalne dla osób nie potrafiących się od nich powstrzymać, ale jednocześnie ujęte w pewne ramy zawężające ich nieograniczone krwiożercze zapędy, nie oznacza, że rytuały te są instrukcją i zaleceniem do działania w ten straszny sposób. Wszelkie opisy ofiar podawanych w wedach, a których ślady znajdziemy również w Starym Testamencie, znajdują swoje wyjaśnienie w jakim powinny być one rozpatrywane.  

Opisy tych rytuałów są jedynie koncesją, pozwoleniem i jednocześnie wyjaśnieniem, jak robić coś nawet niepolecanego w miarę poprawny, czyli jak najbardziej zgodny z prawem uniwersalnym, czyli w dharmiczny sposób.  

Czy to oznacza, że zabijanie jest dharmiczne? Zabijanie nigdy nie jest polecanym działaniem na załatwienie czegokolwiek i wedy skrupulatnie naprowadzają nas na dążenie do rozwiązywania wszelkich sporów w jak najbardziej przyjazny i życzliwy sposób. Jeśli już jednak musi do dojść do zabicia, to w wedach znajdziemy metody dharmiczne, czyli dopuszczające do aktu zabicia przy uwzględnieniu wielu warunków, aby wszystkie strony i tak poniosły jak najmniejsze straty na wszelkich poziomach egzystencji – nie tylko tym cielesnym.  

Nawet wojny w starożytnych czasach były toczone w dharmiczny sposób i np. jednym z nich jest zasada, że w wojnie walczyli tylko wyszkoleni żołnierze, w uzgodniony przepisami sposób i bez naruszania przestrzeni cywilów. Żadna kobieta, dziecko, starzec i nikt nie biorący świadomie udziału w wojnie, np. pomocnik wojownika donoszący broń, ranny czy śpiący nie mógł zostać zabity nie tylko w wojnie ale i poza nią. Te i wiele innych przepisów dharmicznych miały sprawić, że kwestię zabijania traktowano bardzo poważnie i jako ostateczność a i tak sam akt zabijania odbywał się z zachowaniem wszelkich norm dharmicznych.

Jedną z nich jest np. fakt, że przeciwnik nie mógł posiadać mniejszych umiejętności i broni innej od naszej i walczący ze sobą wojownicy układali się do walki na zasadach równego z równym. Zapobiegało to niepotrzebnym nadużyciom i niesprawiedliwym układom i przede wszystkim uczyło nas odpowiedzialności za swoje czyny. Dzisiaj bowiem rządzący lubią walczyć cudzymi rękoma i wysyłają biednych i nieuwikłanych w ich konflikty ludzi, którzy muszą ginąć z rąk przeciwnika, który też walczy tylko w swojej obronie.  

Gdyby politycy i wielcy biznesmeni stojący na czele wszystkich światowych konfliktów mieli sami stanąć oko w oko z godnym ich przeciwnikiem to bardzo szybko chcieliby dążyć do pokojowego rozwiązywania swoich konfliktów. Niestety zasada dharmiczna zmuszająca do osobistego stawienia się do walki każdego króla i mierzenie się tylko z równymi sobie w kwestii posiadanych kompetencji i broni dzisiaj już nie obowiązuje.

Analogicznie – załatwianie sobie wygodnego posiłku, który został stworzony poprzez uśmiercenie zwierząt cudzymi rękami jest dziś na porządku dziennym, a takie wyizolowanie obszarów żywieniowych i rzeźniczych od nas samych jako konsumentów, mocno zaburza percepcję energii związujących nas za ten akt z cierpieniem i śmiercią.  

Zauważmy, że jeszcze nie tak dawno, nasi pradziadkowie musieli sami wyhodować sobie zwierzę, które potem własnoręcznie zabijali. 

To sprawiało, że mieli oni większy kontakt ze zwierzęciem i z jego cierpieniem, co też trochę temperowało bezmyślne i ponadnormatywne zabijanie i spożywanie zwierząt. Ostatnie tysiąclecia, a szczególnie ostatnie dwieście lat, które szalenie przyspieszyło w dehumanizacji i mechanizacji nie mogą być dla nas dowodem na to, że jednak wszyscy i zawsze jedli mięso, a wcześniej to już byli tylko jaskiniowcy, którzy mięso jedli tym bardziej.

Widać, że kłamstwo powtórzone wielokrotnie staje się prawdą i historia o naszym pochodzeniu od małpy stała się synonimem “mądrości i przynależności do inteligencji”, gdy tymczasem świadczy o naszym najgłębszym zwiedzeniu. Jeśli poszukujemy prawdziwych dowodów musimy sięgnąć po wedy. Wbrew pozorom, że nie mamy do nich żadnego dostępu, znajdziemy ich na rynku tysiące. Wedy się przed nami nie ukrywają, ale to my ich nie znajdujemy, ponieważ boimy się prawdy o nas samych i o procesie duchowym, który wymaga od nas wysiłku, jak choćby porzucenia jedzenia mięsa. 

Nasza cywilizacja jest osadzona w bardzo niskich energiach, zwanych tamoguną i zwyczajnie nie rozróżnia zła od dobra, dopóki sama nie doświadczy okrucieństwa na własnym ciele a i to nie przybliża jej do zrozumienia, skąd ono wynika i jak mu zapobiec.

W pewnym sensie nie jesteśmy winni swojej niewiedzy, ponieważ już od bardzo długiego czasu, jakim są tysiąclecia, jesteśmy odcięci od wiedzy, która nam to zagadnienie wyjaśnia.

Niebagatelną rolę w naszym pogubieniu odgrywa fakt, że energie tamoguny, jakim podlegamy, nie współgrają z wiedzą popychającą nas do czystości, empatii i wyrzeczenia. Empatię uznajemy tylko w kontekście prawego, współczującego postępowania z nami, ale już nie jest nam z nią po drodze, gdy musimy wyrazić ją sami.

Dlatego nie dziwmy się, że jakimś szóstym zmysłem znajdujemy tylko dowody na to, że zabijanie jest dobre, dozwolone, poparte przez tysiącletnie tradycje religijne i jak najbardziej polecane nawet w wedach. A otóż nie jest polecane, ani nawet ociupinkę tolerowane jako coś dobrego. To, co znajdujemy w pismach wedyjskich, dodajmy, że w dziale wed dla ludzi na poziomie tamoguny, to pewnego rodzaju autoryzacja zabijania, ale tylko dla tych koniecznie chcących zabijać i sformułowana w rytuał, który przemówi do nas swoją energią grozy.   

Wedyjska koncesja na zabijanie zawiera przepis na zrobienie czegoś w taki sposób, żeby dotarły do nas konsekwencje, jakie nas spotkają za tego rodzaju działanie.  Aktu mordu musimy dokonać w bezksiężycową noc, z dala od siedlisk ludzi i sami musimy poderżnąć gardło zwierzęciu, aby widzieć strach w jego oczach i czuć potworność całej sytuacji. Następnie należało ofiarować zabite zwierzę strasznie wyglądającej bogini Kali, która w wielu rękach trzyma bronie i ucięte głowy i na której twarzy maluje się upiorny uśmiech.  Żeby jeszcze przypieczętować fakt, że oto pozbawiamy kogoś życia i tym samym dobrowolnie przyjmujemy na siebie odpowiedzialność i podpisujemy kontrakt na otrzymanie takiej samej dozy cierpienia, musimy wymówić mantrę, której treść ma przemówić nam do rozsądku i być może powstrzymać od przemocy.  

Mantra, którą należy wypowiadać przy zabijaniu zwierząt brzmi: “mam sa khadati iti mamsah”, co znaczy “jem teraz mięso zwierzęcia, które pewnego dnia w przyszłości będzie mogło zjeść mnie”.  Już samo to powinno zmusić nas do refleksj, czy zjedzenie kawałeczka mięsa jest warte naszego przyszłego cierpienia. Cierpienia, które odnajdzie nas w najmniej spodziewanym momencie i którego nigdy nie powiążemy z zabiciem kiedyś kogoś przez nas. 

Przy okazji – fraza “mamsa” która oznacza mniej więcej “ty możesz zabić mnie” jest źródłem do słowa mięso w językach słowiańskich. W sanskrycie „ma” oznacza “mnie” a “sa” “ty”, co oczywiście brzmi podobnie w naszych językach.  Etymologia słowa „meat”w języku angielskim też wskazuje na możliwość ponownego spotkania się kiedyś ofiary z ich katem, kiedy ofiara będzie mogła zjeść kata (me eat) w zamian za spożycie swojej ofiary teraz.  

Jeśli więc chcemy znaleźć dowody na to, że jednak mięso nie jest polecane jako pokarm dla ludzi, to szukajmy potwierdzenia na to w wedach, które obszernie wyjaśniają, dlaczego czegoś nie rekomendują a jednocześnie ustanawiają dla tego zakazanego czynu pewną formę mrocznego procesu. Ofiarowywanie zwierząt to tylko pozwolenie, nie instrukcja. Bóg nie przyjmuje ofiar ze zwierząt. Jeśli pociąga cię okrucieństwo i przemoc możesz zbliżać się do wyższych autorytetów, ale poprzez bogini Kali, która jest aspektem Boga akceptującego te ciemne i zaniżające świadomość cechy. W pismach wedyjskich bogini Kali jest opisana jako ta, która lubi czerwień, co oczywiście możemy przełożyć na odpowiadający czerwieni kolor krwi, ale w rzeczywistości chodzi o rodzaj energii, której częstotliwość ona ujarzmia. Krew oczywiście też podlega pod tę częstotliwość.

Ludzie podążający ścieżką zadowalania zmysłów błędnie interpretują wszystko, co podają pisma karma khanda, czyli te podające opis subtelnych mechanizmów rządzących materią na wielu poziomach i pozwalające nam się nią cieszyć. Ci, których po prostu pociągają widoki krwi i cierpienia nie są w stanie pojąć głębszych znaczeń stojących za tymi krwawymi rytuałami. Kali, bogini zarządzająca energią śmierci i okrucieństwa, sama nie jest okrutna.  Żaden z dewów kontrolujących różne jakości energii nie wymyka się spod praw Absolutu, który tylko obsadza stanowiska dowodzące światem materii istotami potrafiącymi zarządzać wszelkiego rodzaju energią, nawet tą bardzo niską. 

Bogini Kali jest tylko pośrednikiem, który stara się transformować krwawe zapędy zwyrodniałych osób w coś, co przynajmniej trochę pomoże ofierze i ich katowi. Poprzez nietypową formę rytuału, który wyciąga na wierzch mrok i gęstą energię stara się ona uwidocznić pozbawionym empatii ludziom cierpienie stojące za tego typu obrzędami i pokazać, że ta sama jakość energii zbliży się kiedyś do nich. Dopiero, gdy to zrozumieją i zrezygnują z demonicznych skłonności mogą zbliżyć się do najwyższego aspektu Boga, który nie akceptuje niepotrzebnego cierpienia.  

Rytuały w tamogunie mają nami potrząsnąć i uświadomić mrok ignorancji, jaka nas po nich czeka. Aranżacje stojące za rytuałem zabicia i złożenia zwierzęcia w ofierze nie służą rozmiłowywaniu się w ich nietypowej mistyce. Ich obrzydliwość i atmosfera strachu mają wywołać w nas lęk i niechęć do zabijania. Mają też obudzić w nas strach przed konsekwencjami i wzbudzić empatię do zwierząt. Ostatecznie mają też zapewnić w miarę bezpieczny i szybki postęp w transmigracji żywej istoty z ciała zwierzęcia do formy ludzkiej.

Zwykle gwałtowna śmierć przez zabicie sprawia, że oszołomiona dusza zamieszkująca ciało zwierzęcia przyjmuje z powrotem tę samą formę, aby dokończyć podróż przez dane ciało.

Rytuał ofiarowania nie był więc formą pozwalającą zjadaczom mięsa cieszyć się nieograniczonym spożyciem mięsa w imię religii, ale pozwalał duszy zamieszkującej ciało zwierzęcia odnieść mimo wszystko jakąś korzyść, a osobie dopełniającej tego czynu uświadomić sobie jakość energii, którą się właśnie okrył. 

 My oczywiście uważamy się za dużo bardziej cywilizowanych, ponieważ nie mamy do czynienia bezpośrednio z czymś tak brutalnym jak rytualne zabijanie zwierząt.

Nie wiemy jednak, że dokonując tego mordu czyimiś rękami, za to pozostając z dala od widoku cierpienia zwierząt tak naprawdę stajemy się dużo bardziej nieczuli, otępiali i bez mrugnięcia okiem uznajemy mięso jako stały i wręcz zdrowy i korzystny składnik naszej diety.

Udając obrzydzenie, gdy dzieje się krzywda pieskom, ale negując cierpienie miliardów innych zwierząt, których rocznie zabija się od siedemdziesięciu do stu MILIARDÓW, zamykamy się na energie wznoszące nas do satwa guny i pozostajemy w otępiających, zaciemniających i ściągających w dół energiach tamoguny. Tym samym nigdy nie dotrze do nas prawda o naszym okrucieństwie, hipokryzji i skali zjawiska, jakim jest mord wykonywany na miliardach zwierząt w imię naszych “potrzeb” kulinarnych. Nie dotrze też do nas prawda o karmie, którą to część wiedzy z wielką beztroską używamy w celach “przyciągnięcia sobie sukcesu” nie wiedząc, że to prawo działa wielowymiarowo i pod każdym względem. Nasza bezmyślność przyciągnie nam i coś dobrego i okrutnego zarazem, gdyż świat nie działa na zasadzie “wybiorę sobie tylko coś korzystnego dla siebie”.    

Dzisiaj nie mamy pojęcia, że wedy i rytuały w nich opisane są hierarchiczne i przeznaczone dla ludzi w różnych gunach. Czyli możemy sięgnąć po wedy opisujące rzeczywistość z perspektywy najniższej energii – tamoguny, z perspektywy guny radźas i z poziomu satwy oraz najwyższej, wyrywającej nas ponad materię energii czystej satwy.  

Wiek, w którym żyjemy a pod nazwą wiek mam na myśli ostatnie kilka tysięcy lat a nie stuleci, odpowiada w świetle wed świadomości z najniższego poziomu, a więc nasza perspektywa widzenia jest mocno ograniczona i niestety osadzona w energii ciemności, niewiedzy i cierpienia.

W naturalny sposób ciągnie nas więc do tej części wed, która opisuje rzeczywistość w wymiarze tamoguny i nie rozpoznajemy wiedzy z najwyższego pułapu, ponieważ nie czujemy do niej smaku.

Nie urzekają nas pisma i duchowość z wyższego poziomu, ponieważ z nimi zwyczajnie nie rezonujemy. Za to doskonale wkomponujemy się w religie i obrzędy, które przyzwalają na różne formy okrucieństwa, jak choćby takie, które pod pozorem ofiary ku czci Boga aprobują zabijanie zwierząt. Oczywiście po tym stwierdzeniu usłyszę wiele protestów, ponieważ emocjonalnie nie radzimy sobie z jedyną tożsamością, jaką są niezrozumiałe i nieuświadomione dla nas religie, za które jesteśmy w stanie zabić, ale dla których nie potrafimy zacząć myśleć.  

Świat wymaga od nas uważności i wprowadzania w czyn tylko tego, co jest zgodne z uniwersalnym prawem miłości na wszystkich poziomach.  Jeśli nie chcemy tego dostrzec, to będziemy prowadzeni na rzeź wraz z istotami, które świadomie zabijamy w przekonaniu, że mamy prawo szafować ich życiem. Nie powiążemy oczywiście różnego rodzaju chorób, morderstw, wojen i szaleństwa na masową skalę z naszym stylem życia, ponieważ wraz z brakiem miłosierdzia i czystości gasimy wokół siebie wszelkie światło rozjaśniające mroki niewiedzy.  

Chętnie posądzimy o zwyrodnienie i brak empatii wszystkich innych, szczególnie tych, którzy dzisiaj silną ręką rządzą na scenie politycznej i wpędzają nas w wielkie kłopoty, ale punkt widzenia nauk duchowych jest taki, że nie spotyka nas nic, na co nie zasłużyliśmy. Sam fakt przebywania pod wpływem niższych gun, które utrzymują nasze życie na poziomie ciągłych zmartwień, chorób i problemów powinien skłonić nas do refleksji, ale nie takich, które zrzucą winę na innych, tylko takich, które każą się przyjrzeć sobie.  
Jeśli już poszukujemy dowodów na to, że zabijanie jest procesem religijnym, opisanym w Starym Testamencie to zadajmy sobie pytanie, jakiego rodzaju wiara i cywilizacja za nimi stoi?  W świetle pism takich jak Bhagawata Purana jest to cywilizacja niższej klasy ludzi, których nie interesuje prawdziwa duchowość, ale którą przynajmniej należy ujarzmić regulacjami moralnymi, aby się nie zdegradowała jeszcze bardziej. Wedy podają liczne dowody na to, że zabijaniem parali się co najwyżej ludzie uznawani za tych, którzy odstępują od zasad dharmy. Niskie normy, których przestrzegali, sytuowały ich automatycznie w niższych gunach czyniąc z nich tzw. mleccha i yawana, czyli osoby nieprzestrzegające pism świętych i zjadaczy mięsa.  

Wedy zawsze podają jakieś reguły i obrzędy, gdyż rytuały miały na celu zestrajanie nas z najlepszym z możliwych dla nas celów. Skoro jednak jako zjadacze mięsa nie pragniemy synchronizacji z najwyższą energią, bo automatycznie tracimy nią zainteresowanie, to co można nam zaproponować, żebyśmy mogli zrobić choć mały krok ku czemuś większemu? Nigdy nie będziemy w stanie wykonać poprawnie rytuału, do którego nie czujemy pociągu i który prowadzi nas do zbyt wielkiego i niechcianego przez nas celu. Nawet jeśli wykonamy go dobrze zewnętrznie, to nasz wewnętrzny nastrój i sprzeciw będą siłą niwelującą wysiłki zewnętrzne, a rytuały są działaniem mającymi za zadanie synchronizować nas we wszystkich płaszczyznach z obranym celem.  

Jeśli więc nie mamy smaku do czegoś wyższego, do duchowości przez duże “D”, bo się od nas wtedy za dużo wymaga, to jak można nakierować nas do wykonania rytuału, który jest naszym zdaniem zbyt “religijny, ckliwy i nudny”? Trudno będzie np. powiedzieć ludziom, których nie interesuje spokojna muzyka, ale pociąga haevy metal, aby usiedli w ciszy i spokoju i pomedytowali. Wewnętrzny chaos i niepokój rozerwie ich psychikę na strzępy. Ale i z tym radzą sobie nauki duchowe wed dając środki i obrzędy pośrednie, które wprawdzie nie należą do zbyt wysokich, a czasem wręcz zahaczają o perwersję, ale jak inaczej mają nas zmusić do zaniechania czegoś w niskich energiach? 

Gdy nie mamy smaku do wyższych energii satwy, a zasadniczo nie mamy, gdyż pod tzw. duchowością kryje się chęć zadowalania najniższych instynktów, polecane nam są rytuały naprowadzające, czyli takie, których często już sama struktura może budzić grozę i obrzydzenie.

Skoro serce ma być tym, co prowadzi nas we właściwym kierunku, to jak się czujemy widząc strach i cierpienie istot, którym zadajemy ból rzekomo w imię Boga? Wedy podają nam więc rytuały uświadamiające nam coś, włączające serce i myślenie, nie po to, żeby pogrążyć nas w tego typu obrzędach, ale żebyśmy szybko od nich odeszli.  

Nie musimy i nawet nie powinniśmy składać ofiar ze zwierząt. Opis autoryzowanego rytuału był tylko ukłonem w stronę osoby w niższej gunie, ale nie zaleceniem dla kogoś w wyższej.  

Nawet jeśli w pismach są wskazówki jak wykonywać ofiary ze zwierząt należy rozumieć, że to nie są instrukcje dla wszystkich, tylko dla tych, którzy są bardzo przywiązani do jedzenia mięsa. W hierarchii instrukcji karmicznych stoją one najniżej i należy je porzucić natychmiast, gdy zrozumie się cel stojący poza nimi, a jest nim oczyszczenie się z okrutnych skłonności i wejście na bardziej wzniosły poziom myślenia. 

W wielu poprzedzających epokach problem powstania takiej klasy ludzi właściwie nie istniał i społeczeństwo praktycznie w większości podążało za najwyższym standardem myślenia. Sytuacja według historii podanej w itihasach, takich jak Mahabharata, czy w Puranach, jak np. w Bhaviśhya Puranie, zmieniała się stopniowo już od kilkunastu tysięcy lat, kiedy to wraz z historią zadziwiająco podobną do historii Adama i Ewy, a śmiem twierdzić, że jest to ta sama historia pojawiająca się w Starym Testamencie, opisana jest historia dwóch ludzi – Adama i Hemawati, po hebrajsku wymawianej jako “Ewa”, w której podstępny Kali, rządzący  obecną epoką Kaliyugi, czyli epoki przeznaczonej dla istot w niższej świadomości, namówił Hemawati do zjedzenia owocu, o właściwościach afrodyzjakalnych, których nie spożywali ludzie w wyższej kulturze. Tym samym Kali zapoczątkował ród mleccha i yavana, osób, które jeszcze na początku w miarę podążały za zaleceniami wed, ale z powodu wielu nieścisłości i ustępstw, szybko pogrążyły się w mroku niewiedzy i niezrozumienia. Gdy prześledzimy rody wywodzące się od Adama i Ewy podane przez Bhavisya Puranę to znajdziemy dokładnie te same imiona osób, jakie występują w historii Starego Testamentu, z niewielkimi zmianami fonetycznymi, ale nie zapominajmy, że wszelkie odstępstwa od dźwięku wed, które podane są w boskim sanskrycie, spowodowały powstanie innych, coraz bardziej oddalonych od ich pierwotnego dźwięku języka. Każdy następny twór językowy, jaki zniekształca dźwięki wedyjskie, pozbawia nas możliwości twórczych na większą skalę, a jedzenie mięsa jest tylko jednym z czynników się do tego przyczyniających.  

Wyżej opisana historia nie jest bynajmniej historią stworzenia człowieka, ale jak twierdzi Bhavishya Purana – jest to historia powstania rasy ludzkiej odstępującej od norm prawa uniwersalnego, od dharmy, co tym samym odrywa ją od możliwości prowadzenia szczęśliwego, pełnego dostatku i spokoju życia. Jednym słowem – odrzucenie wed i zaniechanie norm przez nie zalecanych, choćby w sprawie niezabijania, pozbawiło nas możliwości twórczych w tak dużym stopniu, że nawet nie mamy pojęcia, jak wspaniałe, wygodne i spełnione życie było naszym udziałem, gdy przestrzegaliśmy dharmy. Jednym słowem – wyszliśmy z raju, jakim były czasy podążania za prawem dharmy.

Bhavishya Purana podaje oprócz korzeni naszej chrześcijańskiej religii dokładne opisy innych trendów religijnych i ateistycznych, jak choćby buddyzm, jakie pojawią się w Kaliyudze i jakie będą odpowiadać mentalności i poziomowi świadomości ludzi, i które częściowo zezwalają na zabijanie zwierząt. Zaznacza też, że trend ten będzie utrzymywał ludzi w kole samksary, z której nie będą się w stanie wyrwać. Jednocześnie Bhavishya Purana zapowiada wielki powrót do duchowości i wraz z nią Złotego Wieku na około 10 000lat. Powrót do duchowości i odejście od zwykłej religijności, ma nastąpić mniej więcej 5000 lat po rozpoczęciu Kalijugi i czas ten powoli rozpoczyna się właśnie teraz.  Ale Złoty Wiek oznacza m.in brak rzeźni, których jest na świecie miliony, a więc nadszedł czas drastycznych zmian w świadomości, którą musimy przebudzić jeśli naprawdę pragniemy szybkiego wejścia w inną epokę.

Brak chęci zarzucenia zabijania zwierząt jest tylko jednym z wielu czynników, które utrzymują nasze życie w ciemności i w wielu problemach, gdyż pozbawia nas empatii i miłosierdzia za to przesuwa w stronę okrucieństwa i niewyczerpanej agresji. Gdybyśmy tylko zdawali sobie sprawę z krzywdy, jaką robimy sami sobie, zabijając zwierzęta i utrzymując się w tak niskich gunach, to bardzo szybko odstąpilibyśmy od tego, co nam tak bardzo nie służy.  


2 Comments

Rk D · 15 kwietnia 2022 o 12:54

Czy mogę prosić o wyjaśnienie sprawy nie zabijania zwierząt w świetle faktu, że kszatriowie/wojownicy chodzili na polowania w czasach wedyjskich. Historia ze Śrimad Bhagavatam, o Maharaju Pariksicie, zaczyna się od tego, że ów święty król, wyrusza na polowanie, zanim potem spotyka mędrca pogrążonego w transie. Nie jest jest to oczywiście odosobniony przypadek polowania przez kszatriów – spotykamy je w Mahabharacie czy Ramajanie tu i ówdzie.

    Ida Smela · 18 kwietnia 2022 o 12:12

    Bardzo dobre pytanie, a odpowiedź na tyle długa, że postanowiłam zrobić z tego post, a nie krótki komentarz. Zapraszam do zobaczenia najnowszego wpisu pt.:”Licencja na zabijanie”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane Posty

Sukces w życiu

Zaufaj prawu miłości

W podróży życia stoimy na styku dwóch ścieżek. Pierwszy to ścieżka prejas, która promuje materialną, horyzontalnie ustawioną siłę działania, a druga to śrejas, która promuje duchową, czyli pionowo ustawioną perspektywę działania.   Jakość naszego życia zależy od tego, Czytaj więcej…

Karma

Prawo przyciągania a karma

Pewnego razu schorowana staruszka uginając się pod ciężarem chrustu niesionego do skromnej wyziębionej chatki spotkała w lesie czarodzieja. Kiedy ten spytał się, czy ma pragnienie, które mógłby jej spełnić, usłyszał: ”Zanieś mi synu ten chrust do Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane

Czasami mówimy, że najważniejsze są dobre intencje. Co mamy na myśli mówiąc o dobrych intencjach? Używając ogólnych, niezrozumiałych pojęć nie wiemy co one dokładnie znaczą i dokąd nas zaprowadzą. W czymś takim jak intencja, która Czytaj więcej…