Czasami mówimy, że najważniejsze są dobre intencje. Co mamy na myśli mówiąc o dobrych intencjach? Używając ogólnych, niezrozumiałych pojęć nie wiemy co one dokładnie znaczą i dokąd nas zaprowadzą. W czymś takim jak intencja, która kieruje żagiel naszego statku w odpowiednią stronę nie możemy sobie pozwolić na jakąkolwiek przypadkowość i niedopowiedzenie.  

Zamiar z jakim wychodzimy wobec świata zależy od wielu czynników i dlatego warto, żeby wszystkie one były na jak najwyższym poziomie. Od nich przecież będzie zależał skutek, jaki stworzą nasze intencje i podążające za nimi działanie. 

Wiedza duchowa, do jakiej należy nauka karmy pozwalają przygotować się do kierowania się intencjami, które zaprowadzą nas do zaplanowanego słusznego celu, a nie do celu przypadkowego. Prawdziwa wiedza, nie ta stworzona na potrzeby głodnego bogactwa ludu, pozwala nam przygotować się do formułowania naszych planów na trzech poziomach: na poziomie intencji, sposobów działania i na poziomie celu. Żaden z nich potraktowany osobno i tak nie da nam właściwego rezultatu, a już na pewno nie dostaniemy tego , czego chcemy, gdy wszystkie trzy poziomy bazują na kiepskiej wiedzy.

Przede wszystkim oczyszczamy nasze intencje. Działając w zgodzie z wiedzą duchową nasze intencje stają się czystsze i głębsze. Kierując się większymi ideałami sami stajemy się mniej egoistyczni, potrafimy spojrzeć bardziej dalekowzrocznie przez co nasze działanie jest pozbawione błędów, na które jesteśmy skazani kierując się własnym, ograniczonym interesem. 

Po drugie poszerzają się zasoby naszej wiedzy i umiejętności. Żyjąc w nowoczesnym, z punktu widzenia wed – w krótkowzrocznym- społeczeństwie, nie bierzemy pod uwagę wielu czynników. Mamy bardzo pomieszane normy etyczne – nie wiemy co jest dobre a co złe i z tego powodu często kierujemy się np. swoim chwilowym odczuwaniem. Mówimy: “Czuję, że to jest dobre, a to złe” i według tych odczuć działamy. Żyjemy według własnego widzimisię powołując się na relatywizm moralny, na swobodę i tolerancję. 

Zastanówmy się jednak, czy są na świecie ludzie, którzy według nas robią straszne rzeczy, za które powinni zostać ukarani? Jak zapatrujemy się na skorumpowanych polityków, gwałcicieli, terrorystów i morderców? Co czujemy wobec osoby, która nas okradła czy obraziła? Naprawdę uważamy wtedy, że mają prawo robić to, co uważają za dobre ich zdaniem?  

Nasze przekonania i odczucia same w sobie nie mogą stanowić o jakości czynu. Nikt z nas nie może ustanowić absolutnej moralności, ale też nikt nie może promować całkowitego relatywizmu. Na podstawie pism wedyjskich, a nie na podstawie własnych odczuć mamy nauczyć się oceniać co jest dobre a co złe. 

Gdy żyjemy w coraz wyższych siłach natury, co ludzie często pojmują jako życie w wyższych wibracjach, choć jest to pojęcie zawężone, nasze zmysły subtelne są rozświetlone wiedzą. Im jaśniejszy staje się nasz umysł, tym dalej widzimy i tym lepszych dokonujemy wyborów. 

Działając pod wpływem niższych gun działamy impulsywnie i nieharmonijnie, a będąc pod większym wpływem satwa guny – guny dobroci – zestrajamy się z wyższymi prawami umysłu, natury i ducha. Działając bez wiedzy duchowej dostajemy efekty częściowe – pełne błędów i wypaczeń, które znów musimy korygować. 

Poznając nauki duchowe wed o właściwym działaniu dostajemy wraz z nimi siłę do ich właściwego przeprowadzenia. Nasze intencje są więc nie tylko czyste, wzniosłe i optymalnie korzystne dla wszystkich w krótkiej i dalszej perspektywie, ale też mamy w ogóle siłę wprowadzić je w życie.

Materialistycznie pojmowane prawo karmy jako “prawo przyciągania” tej siły odgórnej nam nie daje. Owszem, pokazuje nam, jak starać się zaangażować w przyciąganie naszą wolę, naszą podświadomość, ale nie wiemy, że zanieczyszczony umysł, czyli podświadomość sama z siebie nie jest w stanie się transformować. Potrzebujemy pomocy większego ducha niż my sami, tak jak zagubieni w sprawach np. prawnych udajemy się do prawnika.  

Ile osób po zachłyśnięciu się poradami z nauk sukcesu stwierdza po intensywnych próbach „przyciągania”, że oprócz drobnych zmian kosmetycznych, typu zdobycie miejsca na zatłoczonym parkingu, cała reszta życia pozostawia wiele do życzenia? Ludzie bardzo często widzą, że na większe, poważniejsze zmiany w ich życiu nie są w stanie wpłynąć, ale pocieszają się, że te drobne koicydencje, które zaszły pod wpływem zmiany myślenia są gwarancją olbrzymich zmian, jakie ich czekają za rogiem.

Fakt, że umysł jest bardzo podatny na każde drgnienie w naszym sercu to dla nas jednocześnie dobra i zła wiadomość. Dobra, bo rzeczywiście mała korekta myśli może wywołać zdarzenie, do którego by nigdy nie doszło w naszym umysłowym marazmie. Zła, bo niestety w sercu mamy zbyt wiele brudu, chaotycznych i niezbyt korzystnych dla nas i dla innych intencji, co ostatecznie zanurza nas w niskich siłach natury (piszę o nich np. tutaj:http://kwantowyzapis.pl/2020/10/17/idz-w-strone-swiatla/.

Niskie siły natury, które psychologowie starają się określić setkami określeń typu: gnuśność, prokrastynacja, brak wiary w siebie itp. nie są energią pozwalającą otrzymać wymarzony pozytywny rezultat. Do ich przekroczenia nie wystarczą nasze dobre chęci i podniecenie po przeczytaniu różnego typu poradników. Szkoda, że ludzie z taką samą łatwością wierzą w zwykłe zalecenia doradców sukcesu, z jaką nie wierzą w duchowe zalecenia wed, z których notabene te porady pochodzą. Tyle tylko, że wedy podają wiedzę w szerokim kontekście i wyjaśniają, jaki jest cel tzw. „pozytywnego myślenia”, czy weryfikacji intencji. Gdy bowiem ustalimy cel na trochę wyższy niż własne korzyści, lub na ten najwyższy z możliwych – nasza duchowa wola i determinacja wzrośnie. Wychodzenie poza krąg własnych interesów, czy jeszcze lepiej – zadbanie o zadowolenie Absolutu – daje nam nie zniewolenie, ale możliwie największą wolę, siłę duchową i energię przemiany. To jest coś, na co nie stać nas tylko po intelektualnym zaakceptowaniu wiedzy o korzyściach ze zmiany myślenia.

Prawdziwa rewolucja przyjdzie do nas wtedy, gdzy zrozumiemy, że duchowść, to coś więcej, niż materialnie pojmowana religia i nie możemy odrzucać autorytetów, tylko dlatego, że te, których teraz słuchamy są złe. Jakoś nikt nie zauważa, że negując insytytucję autorytetu ustawia siebie w dokładnie takiej samej pozycji.

Współczesna cywilizacja wylewa dziecko z kąpielą i bezmyślnie szarżuje hasłami typu”religia to zniewolenie!”. Serio? Ale czy wiemy, co oznacza naprawdę religia? Dharma w sanskrycie oznacza „właściwe działanie, albo działanie zgodne z właściwością czegoś” ale na angielski przetłumaczone jest jako „religia”. Niewiele osób wie, co naprawdę kryje się pod tym hasłem, a już nikt z tzw. guru sukcesu (bo ci guru są dobrzy, tylko ci religijni są źli). Otóż prawidłowe obchodzenie się z umysłem jest dharmą. Jego niewłaściwe używanie prowadzi do pesymizmu, nienawiści i chciwości, a właściwe do najwyższego wyzwolenia.

Te drobne sztuczki, które pozwalają nam się natychmiast uzdrowić, poprawiają jakość życia i przyciągają obiekty w materii to naprawdę tylko produkt uboczny właściwego posugiwania się umysłem. Gdy znamy naukę o umyśle, która jest w wedach, a której wypaczone, odarte z kontekstu fragmenty, używają dzisiaj wyznawcy jedynej dopuszczalnej religii jaką jest „sukces materialny”, to nie przyjdzie nam do głowy używać instrukcji tam zawartych do tak kiepskich celów, jak przyciąganie pieniędzy. Za to ustawimy azymut naszego życia na coś, co te wieczne łatanie dziur pieniędzmi zakończy. Tak się dziwnie składa, dążenie do wyższych celów nie pozbawia nas tych pomniejszych, za to dążenie do małych nie daje korzyści z większego. Nasza „mądra inaczej” cywilizacja wyabstrahowała sobie nauki z wed, których używa do zamiatania życia z kłopotów, które tak czy siak się mnożą.

Pozbawieni wiedzy duchowej widzimy tylko zewnętrzne ramy czegoś – nawet czegoś takiego, jak nauka o umyśle. Wyodrębniony z wed dział tej nauki jest pozbawiony większego kontekstu i służy nam do wiecznego gaszenia pożarów, które sami wciąż rozniecami, zamiast do ułożenia życia tak, żeby tych pożarów nie wzniecać.

Temat intencji, które nami kierują jest niezwykle istotny, ale dalej nie będzie on wystarczająco dobrze potraktowany, jesli nie zapoznamy się z wedami, które nasze cele życiowe ustawiają w hierarchii i wskazują jasno, jak ważne jest kierowanie się najwyższą duchową, a nie tylko i wyłącznie krótkotrwałą potrzebą.

To, z jakim zasobem wiedzy, z jaką świadomością przystąpimy do działania wpłynie na to, co osiągniemy na wielu poziomach – fizycznym, psychicznym i duchowym. Intencja zadowolenia siebie i swoich zmysłów jest w świetle nauk wed intencją na najnżiszym poziomie świadomości.

Tak, wiem, że niejaki pan Hawkins też starał się zinterpretować jakość naszej świadomości i podzielił ją na poziomy kierując się oceną zewnętrznych zachowań. I tu bym polemizowła, ponieważ wszystkie nasze zachowania – strach, złość czy odwaga występują na każdym poziomie, ale przechodzą w inną – lepszą, lub gorszą jakość – a o ich poziomie świadczą jedynie intencje, z jakimi są stosowane. Możemy być nawet gniewni, jeśli walczymy o prawdę i być na najwyższym poziomie świadomości, albo radośni i weseli z powodu sprzyjających okoliczności zewnętrznych, ale mimo to być w ignorancji. A więc chwilowy spokój czy odwaga i determinacja w zdobywaniu olimpijskich medali nie są żadnym miernikiem naszej świadomości. To jest zupełnie inna klasyfikacja, o której kiedyś napiszę, ale dziś tylko powiem, że ważna jest intencja, z jaką coś robimy.

Chcesz zdobyć szczyt ponieważ…będziesz znany, udowodnisz sobie, że potrafisz ciężko pracować. Świetnie – kto, oprócz ciebie odniesie korzyści z twojej ciężkiej wspinaczki? Tego typu osiągnięcia klasyfikowane są w wedach jako działanie z pierwszego i drugiego poziomu świadomości. Pierwszy poziom, zwany „anna maya kośa” to działanie, w którym bezpośrednio zadowlamy swoje zmysły – np. zjem czekoladę, wyśpię się, czy będę mieć seks. To jest poziom pierwszy w całej hierarchii świadomości. Jeśli ktoś dąży do różnych celów, żeby spełnić swoje zachcianki z tego poziomu niech przynajmniej zda sobie sprawę, jak niskie są intencje kierujące jego działaniem.

Drugi poziom świadomści, prana maya kośa zadowala również nasze zmysły, ale trochę okrężną drogą – poprzez interakcje społeczne. Wyżej podany przykład ze zdobywaniem szczytu jest tego dobrym obrazem. Osiągnięcia społeczne przydają nam glorii, blasku, czesto też i pieniędzy i gwarantują uznanie ludzi, którzy oczywiście pogłaszczą nasze zmysły.

Wedy podają więcej wyższych poziomów świadomości, których cele są lepsze od tych, które podałam, i które gwarantują lepszy rezultat końcowy naszych starań. Niestety ludzie odrzucają działanie z poziomu wyższych intencji, ponieważ mają negatywne „religijne” oprogramowanie.

O wyższych celach i wychodzeniu od lepszych intencji jeszcze napiszę, ale tutaj tylko wspomnę, że intencji, które nam przyświecają nie widać, ale subtelny, podświadomy strumień naszych myśli idzie jak laser w kierunku, w którym popychają nas wewnętrzne intencje.Liczy się więc nie tylko to, co robimy na zewnątrz. Nauka o karmie wyraźnie stopniuje poziomy, do jakich zbliża nas umysł, gdy kierują nami egoistyczne intencje, a do jakich, gdy uwzględniamy dobro innych.

Pomoc humanitarna, choć stoi na wyższym poziomie, niż tylko korzyść własna, wcale nie jest czymś bardzo wzniosłym i wielkim w porównaniu z pomocą duchową, a więc pomimo niezwykłego blasku, jaki od niej bije, jest to działanie z intencją z drugiego poziomu świadomości. Ta pomoc nie uwzględnia wiedzy o tymczasowości tego świata i stara się wiecznie naprawiać jego błędy. Jeśli jednak ktoś nie zmieni świadomości, to żadna pomoc nie będzie dobra – dawanie pijakowi pienędzy jest wydawaniem pieniędzy na powiększenie jego iluzji. tym samym i my nie odnosimy korzyści, tylko w konsekwencji takiej głupiej „pomocy” powiększamy jego i swoje straty.

Czy więc warto pomagać iluzji i czy warto kierować się dobrą intencją, jesli ona też jest w sile tamas, czyli w niewiedzy i ciemności?

Czasem lepiej powstrzymać się od zrobienia czegoś, co zwykle byśmy zrobili, bo przecież chcemy, by inni wiedzieli, jacy jesteśmy dobrzy. Prawo przyciągania, okrojone o tysiące ważnych dodatkowych paragrafów uczy nas np., że warto pomagać innym, bo wtedy los się nam odwdzięczy. Tak, pod warunkiem, że pomożemy właściwej osobie. Pomaganie w kapryśny sposób, bez uwzględnianie wielu czynników, np. co ta osoba z naszą pomocą zrobi, czy wyda je na sprawy degradujące jej świadomość, czy na dobre, czy chcemy, żeby nas dobrze postrzegano, czy oczekujemy za tę pomoc poklasku itp. To są bardzo subtelne, ale właśnie najważniejsze czynniki, które składają się na hasło pt. „intencja”. To ona, nie zewnętrzne działanie nadaje kierunek naszego przeznaczenia. O wielu kwantowych informacjach, o których nie mówi prawo przyciągania, mówi prawo karmy.

Możemy spełniać wiele „dobrych” uczynków, które ludzie obserwujący zewnętrznie pewne zachowania uznają za słuszne. Ale nie mając pojęcia co jest dobre a co nie możemy dać choremu na jakąś chorobę coś bardzo dla niego szkodliwego, przez co ten ktoś umrze.

Dokładnie takimi „dobrymi” intencjami kieruje się praktycznie cała nasz obecna cywilizacja, która rzekomo chce naszego dobra i robi to wbrew naszym oczekiwaniom.

Zmuszanie wszystkich do tzw. jedynie słusznej „terapii”, jaką jest wymyślana w gunie tamas, bo nie stworzona na bazie wiedzy medycyny holistycznej, szczypawka to doskonały przykład pomocy z powodu „dobrych” intencji. Na własnej skórze wszyscy ludzie na świecie mają okazję przekonać się, jak intencje w gunie radźas (chęć zysku, władzy, kontroli i manipulacja danymi, w celu osiągnięcia korzyści własnych) i tamas (brak wiedzy o proaktywnym stylu zdrowego życia, strach, zamknięcie się na alternatywne rozwiązania, lenistwo i brak chęci poszukiwania innych danych) potrafią sprawić, że życie staje się piekłem.

Ani intencje sterujących całym tym zamieszaniem nie sa wcale dobre, choć tak nas zapewniają, ani metody i cele, do których dążą nie są czyste. Skąd w ludziach takie zaufanie do oprawców? Brak wiedzy duchowej kończy się katastrofą na skalę globalną i osobistą. Niech chociaż światowa plan…(wiadomo co) będzie wzorcowym przykładem tego, co w skali mikro dzieje się z naszym życiem, gdy myślimy, że kierują nami dobre intencje, a tymczasem w głowie mamy plany zapanowania nad innymi.

Prawo przyciągania nie zajmuje się tymi „drobiazgami”, stojącymi w tle naszego działania i nie zna szczegółów rezonowania z każdym najmniejszym odchyleniem od czystej intencji. Prawo karmy jest niezwykle precyzyjne i jak laser kieruje nas w stronę odbierania skutków, jakie wynikają z egoistycznych pobudek. Dzisiaj to my cierpimy na skalę światową z powodu błędnych założeń, nieczystych intencji i bardzo złych środków działania, ale w istocie nie dzieje się w naszym życiu nic, na co sobie kiedyś solidnie nie zasłużyliśmy naszymi „dobrymi intencjami”.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane Posty

Karma

Prawo przyciągania a karma

Pewnego razu schorowana staruszka uginając się pod ciężarem chrustu niesionego do skromnej wyziębionej chatki spotkała w lesie czarodzieja. Kiedy ten spytał się, czy ma pragnienie, które mógłby jej spełnić, usłyszał: ”Zanieś mi synu ten chrust do Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Cierpienie uszlachetnia?

I tak i nie. Diament np. nie byłby diamentem, gdyby nie ogromne napięcia wewnątrz ziemi, którym wcześniej jako węgiel został poddany. My też, gdy tylko odzyskujemy na dłuższą chwilę wygodę i komfort to prawie zawsze Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Rezultat nie zależy od ciebie.

Jakiś czas temu na rynku pojawiła się książka, która w szybkim czasie stała się bestsellerem. Mówiła o zaginionym, ale teraz na nowo odkrytym sekrecie, jakim jest prawo przyciągania. Zachwyt czytelników trwał jakiś czas a sprzedaż Czytaj więcej…