Jak się czujecie dzisiaj podliczając wydarzenia minionego roku 2020? Czy macie wrażenie, że wiele rzeczy wymknęło się spod kontroli? Chcieliśmy wyjechać na urlop, ale się nie dało. Chcieliśmy wyjść na trawkę, ale zagrozili mandatem. Chcieliśmy zrobić zakupy, ale okazało się, że wiek nieodpowiedni na możliwość wejścia do sklepu o jedenastej. No a przecież mówią nam, że tylko wystarczy powtarzać, że jestem wysoka/i i będę, albo świat jest wolny od …..(wiadomo od czego) i wszystko się ułoży. 

Niezupełnie tak się rzeczy mają. Jak wiadomo od powtarzania, że jest się królem jeszcze nikomu korona na głowie nie wyrosła, ani nie pojawił się kot prezesa. Chociaż kot to może się jakiś przybłąkać. Ale nie to jest ważne. Afirmacje, nawet te powtarzane miliony razy, same w sobie nie są wszechmocne i nie tworzą rzeczywistości. Dlaczego o tym mówię? Bo nie wiadomo skąd się ludziom wzięło takie przekonanie, że jak będziemy mówić o tym co się dookoła dzieje, to tak się nam stanie. Wszak informowanie się o ….wzmacnia to coś. Nie do końca jest to prawda. Częściowo ważne jest, czemu poświęcamy uwagę, o czym mówimy i myślimy, ale nie każda myśl, którą myślimy i nie każda informacja, którą się dzielimy tworzy rzeczywistość. Sprawa jest dużo bardziej złożona niż zakładamy. Przede wszystkim świat, w którym żyjemy zamieszkują inne osoby i one też mają swoje myśli i przekonania. Jeśli jest tak, jak wynika z sytuacji, że duża część społeczeństwa naprawdę wierzy w tę geobbelsowską propagandę niesamowitego zagrożenia, przed którym ochroni nas tylko i wyłącznie szczepionka, to moja osobista świadomość, że to jest ściema nie wystarczy, żeby zjawisko samo z siebie ucichło i rozproszyło się niczym mgła nad poranną łąką. 

Niektórzy lubią sobie skomentować uświadamiające o oszustwie posty zdaniem typu “ach, nie mówmy o tym, bo jesteśmy kreatorami i jeszcze tak się stanie!”  

Ależ nie! To właśnie dzięki ofiarnej pracy wielu takich powtarzaczy możemy zapoznać się z faktami, które pokazują nam, jak jakieś ciemne macki poprzez naszych rządzących robią nas dosłownie w balona. I zobaczenie tego, a nie zamykanie oczu, oraz poinformowanie o tym innych, żeby może zmienili swoje przekonanie o “miłości i trosce” rządzących wobec nas, jest wyrazem bycia uważnym i świadomym, a nie “pesymistycznym kreatorem”. 

Co do tego kreowania mam osobiście inne zdanie, bo nigdzie w wedyjskiej nauce o świadomości nie znalazłam zdania, że jesteśmy jedynym i najwyższym kreatorem. Jesteśmy takimi tyci tyci kreatorkami, więc zamiast martwić się, że jako wielki kreator powiem za dużo razy “robią nas w trąbę!” i jutro rano zobaczę trąbę na progu własnego domu. 

A wracając do afirmacji, czyli do powtarzania sobie czegoś w celu stworzenia tego we własnym życiu – afirmacje, czyli powtarzanie pewnych zdań same z siebie tego nie robią. Dopiero usunięcie wątpliwości i blokujących emocji, jakie odczuwamy przy ich powtarzaniu, sprawi, że ścieżka do naszego celu stanie otworem. Nie sama goła informacja. 

Zwykłe przyglądanie się jakiemuś problemowi niekoniecznie go zaraz pogłębi. Zwróćmy uwagę na punkt ciężkości naszych obserwacji – czy uwaga jest skupiona na samym problemie i poczuciu o jego nierozwiązywalności, czy na czymś wyższym, co wykracza poza skalę problemu i go przemienia. Musimy zobaczyć naszym wewnętrznym okiem, że problem wręcz popycha nas do szukania wyjścia, że stymuluje nas do dobrego działania, a nie pogrąża w letargu i całkowicie wypala.

Afirmacje, czyli konkretnie sformułowane stwierdzenia, mają nas połączyć z czymś wyższym, tzn. najpierw z jakąś wyższą, lepszą emocją, a potem z jakimś wyższym planem. Dla mnie sam mechanizm jest kontrolowany przez osobę, ale nawet jeśli nie wierzycie w kogoś, kto tym wszystkim zarządza to i tak zauważycie, że w celu osiągnięcia czegoś, czego na razie przed oczami nie ma i tak musimy zdać się całymi sobą na pewność, przekonanie, że to już jest. Żeby do tego doszło musimy rozwiać chociażby swój lęk o to, że jeśli cała Polska, ba! cała planeta, wierzy w tę bajkę, to czy aby na pewno nie idziemy w paszczę rekina? Starania o poinformowanie innych i zainspirowanie ich do zmiany myślenia, do koniecznego buntu, być może zbiorowego przeciwstawienia się czemuś jest bardzo dobrym krokiem do rozwiania swoich wątpliwości, czy uda się nam wszystkim uwolnić spod wpływu czegoś bardzo paskudnie nam życzącego. Na pewno nie poinformujemy większości, ale czasem taki drobiazg, jak podzielenie się “pesymistyczną informacją” usuwa w nas lęk, że być może za mało ludzi wokół nas wie, co kryje się za tą szopką. 

Wymuszanie na rzeczywistości tego, czego się chce poprzez zamieszczanie memów z różowymi serduszkami i tak się nie uda. Za każdą naszą myślą są intencje, których nie widzi nikt poza nami, a często i my sami nie jesteśmy ich świadomi. Ale to właśnie one kierują nas albo w stronę przepaści “O Boże, zabiją nas wszystkich!” albo w stronę wyzwolenia “Mówię jak jest, żeby pokazać innym co widzę, chociaż sam/a wiem, że przyszłość niesie ze sobą wiele dobrych opcji”.  

Rozejrzyjmy się wokół i zobaczmy ile osób wprawdzie mówi o tym, co negatywnego się dzieje wokół, ale energia idąca od nich, od ich czynów jest wysoce energetyzująca. Te osoby, które podejmują różnego rodzaju działania naprawcze są dowodem na to, że problem jako taki ich nie przytłacza, a wręcz popycha do konstruktywnego wysiłku. I afirmacje, które powtarzają nie są fantazją, gołosłownym marzeniem, o jakim większość zwolenników „prawa przyciągania” myśli jako jedynym, wystarczającym czynniku potrzebnym do zmiany niechcianego w chciane. Jednak, żeby problem przemienić w rozwiązanie, trzeba go najpierw przyjąć do wiadomości, a nie odrzucać go jako coś, czego nie należy dotykać bo śmierdzi.

I to są moje przemyślenia odnośnie komentarzy typu „nie mówmy o tym, bo to się nam zamanifestuje”. Wiecie co? Jakoś mam wrażenie, że rok 2020 zamanifestował nam w pełnym wymiarze coś, o czym rzekomo nie wypada mówić, więc może przyszedł czas, żeby nie chować g…. pod dywan, tylko ze świadomie wybraną intencją zmiany opisać to, co widzimy i afirmować skutecznie to chciane?

Z Nowym Rokiem życzymy sobie oczywiście roku lepszego niż poprzedni, czyli powtarzamy sobie i innym co byśmy chcieli przeżyć, a nie to, czego nie chcemy. Chcąc nie chcąc musimy zgłębić swoje przekonania i afirmować w zgodzie z najlepszymi intencjami i nastawieniem, pomimo tzw. “faktów”. Fakty oczywiście są, nie możemy im przeczyć, ale myślenie, że mamy wszystko pod kontrolą zostało nam w tym roku zabrane. I bardzo dobrze. Nie jesteśmy najwyższym kontrolerem rzeczywistości. To, że coś wydaje się wymykać spod kontroli nie oznacza, że pod nią nie jest. Pytanie brzmi: “Kogo ustawiamy na piedestale jako kontrolującego władcę – tyranów spod ciemnej gwiazdy czy jednak kogoś dobrego?” 

To właśnie ta interpretacja rzeczywistości jest naszą jedyną możliwością odkręcenia złego. Jeśli jest jakaś lekcja, którą możemy wziąć z poprzedniego roku, to niech będzie to ta, że nie jesteśmy ostatecznymi kontrolerami. Dla kogoś w trybie ignorancji to może być zła wiadomość, bo dla niego oznacza ona, że kontrolują nas jakieś wielce potężne demony. Ale to tylko część prawdy – widziana smutnymi oczami. Dobra wiadomość jest inna – nad demonami stoi ktoś, kto zarządza całą rzeczywistością. Afirmowanie z nastawieniem na zwycięstwo oznacza – skierowanie swojego zaufania we właściwą stronę. A więc obserwowanie pewnych zjawisk i opisywanie ich nie jest sprawą braku optymizmu. Brakiem optymizmu jest uważanie, że osoby za nimi stojące mają absolutną kontrolę nad światem. Choćby nie wiadomo jak strasznie by to nie wyglądało ich moc się kończy, a raczej może się skończyć, jeśli odpowiednia ilość ludzi zbudzi się ze snu o “dobrze życzącym nam politykom i bigfarmie”. Życzę wszystkim i sobie dużo optymizmu i realizmu. Prawdziwy duchowy optymizm zasadza się na obserwacji wszystkich zjawisk – tych negatywnych też. Negowanie i ucieczka od czegoś niekoniecznie świadczy o optymistycznym nastawieniu, ale szukanie schronienia w czymś większym niż sam problem i demony już jest.  

Znowu przypomnę, że zasadniczo to ja Nowy Rok świętuję z nadejściem wiosny, bo nie jest czymś naturalnym rozpoczynanie nowego w środku zimy, ale trudno, dostosowuję się.  Nawet zimą możemy sobie przecież życzyć duchowego optymizmu, który przetransformuje na lepsze obecną sytuację i niech tak się stanie! 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Umysł

Umysł ponad materią?

Ostatnimi czasy z upodobaniem nazywa się wszelkie techniki rozwoju osobistego „duchowymi”, mimo iż dotyczą one umysłu. Długo nie zauważano tego niewidzialnego bytu, ale w końcu postawiono go na piedestale. Umysł w rozumieniu mistrzów mentalnego doskonalenia Czytaj więcej…

Umysł

Czy podświadomość ciągnie mnie w krzaki?

Czasami coś sobie postanowimy i chcemy się tego trzymać. Np. od Nowego Roku będziemy ćwiczyć. Mijają dwa miesiące i jak na razie to naszym największym ćwiczeniem była gimnastyka palców rozpakowujących cukierki z papierków, ale i Czytaj więcej…

Umysł

Nie każda wiara czyni cuda

Jak to jest z marzeniami? Warto marzyć, tworzyć cele, zamierzać? Ależ oczywiście, że warto a nawet trzeba, tyle tylko, że ich spełnienie będzie wprost proporcjonalne do naszej pewności. A jak mieć pewność? Pewność, inaczej mocna Czytaj więcej…