Jak to jest z marzeniami? Warto marzyć, tworzyć cele, zamierzać? Ależ oczywiście, że warto a nawet trzeba, tyle tylko, że ich spełnienie będzie wprost proporcjonalne do naszej pewności. A jak mieć pewność? Pewność, inaczej mocna wiara jest według wed jedną z cech, nad którą musimy świadomie popracować. Wszystko, co robimy w tym świecie materii podlega zawsze trzem siłom natury. Energia materialna nie jest jednolita, jak niektórzy nas przekonują.

Gdyby tak było, że wszystkie czyny mają tę samą naturę to zabijanie, przemoc i gwałt byłyby tak samo przyjemne i upragnione, jak wspieranie, pomaganie i wzajemna życzliwość. Jednak siły natury są różne. Wedy wymieniają trzy siły natury zwane gunami, które działają w każdym skrawku naszej rzeczywistości materialnej.  Od ignorancji, czyli totalnego letargu i bierności powodujących bardzo nieprzyjemne uczucia, poprzez pasję czyli działanie i ruch, wywołujący więcej satysfakcji ale też i zmęczenie, przechodzimy aż do dobroci, którą cechuje największe zrozumienie i radość, oraz możliwość osiągania tego o czym marzymy bez większego wysiłku. Wybierając odpowiednie działania w różnych siłach wchodzimy pod ich wpływ i wiara, którą zaczynamy mieć w tych gunach jest naprawdę innego rodzaju.

Będąc pod wpływem siły ignorancji wierzymy absolutnie w samo zło. Światem rządzi przemoc, gwałt, chaos i niesprawiedliwość, a jedyną pociechę możemy mieć w odcięciu się od tego zła upijając się, lub np. wielbiąc jakieś niższe siły. Przyjrzyj się obecnemu światu i zgadnij w jakiej gunie generalnie tkwi większa część społeczeństwa. Pewność i wiara są oddane w ręce bardzo niskich energii.  Odwiedzanie kościołów i świątyń nie oznacza przebywania na wyższym poziomie, ponieważ tutaj ludzie nie wierzą w Siłę Wyższą czy Boga, ale jednak w siły niższe. Tacy ludzie mają determinację, żeby długo spać, żeby nie czytać nic wartościowego, nie dowiadywać się bo i po co? Przecież wszystko i tak zakończy się śmiercią i ciemnością.  Nie mają wiary i determinacji do robienia czegoś wartościowego. Oczywiście dostrzeganie tych rzeczy wokół nie oznacza, że jesteśmy pod wpływem tej siły. Dopiero pokładanie zaufania w niższych siłach, brutalniejszych istotach i substancjach, które nam pozwolą o wszystkim zapomnieć jest już pogrążaniem się w nurcie ignorancji.

W sile pasji zauważamy, że coś możemy zrobić, ale niestety zbyt dużą moc przypisujemy ludziom. Bardzo chętnie oddajemy swoją energię politykom, bankierom, idolom muzycznym, sportowym itd. I choć wydaje nam się, że mamy z tego frajdę i przyjemność, to niestety jest to złudzenie. W transurfingu istnieje na to ciekawe określenie jak wahadło. Są to pewne siły, jak p. instytucje, idee, które wciągają nas w swoje rozhuśtane ruchy energii i tak właśnie kończymy, dając wiarę w czysto ludzkie, a nawet czysto umysłowe rozegranie potyczek zwanych życiem. Nasza pewność i wiara są tu już nieco silniejsze i stabilniejsze i fakt, z tą pewnością możemy już bardzo dużo zmienić w swoim życiu. Tyle tylko, że mało jest jeszcze osób, które są mocno osadzone w sile pasji. Dużo więcej jest tu niestety ignorancji i niewiedzy z elementami pasji, częściowego zrywu.Więc gdyby mnie ktoś się pytał, dlaczego ludzie będąc jedną nogą w sile ignorancji a drugą w sile pasji mają tak mało dobrych rezultatów magicznych to odpowiadam – właśnie dlatego. W pasji nadal boimy się, że nad nami stoją niezachwiane koncerny, że światem rządzi pieniądz, a więc takie demoniczne siły, jak bigfarma i …o nie, nie będę wymieniać bo mi stronę zamkną. 

 

 

Jak sądzisz, jak mocną masz pewność, że jesteś w stanie zmienić bieg wydarzeń w twoim życiu, skoro większą część energii – czyli to jak myślisz, mówisz, działasz, jesz, w co wierzysz itd. jest w sile ignorancji i odrobinę pasji? Jeśli kierujesz się interesem własnym i twoje marzenia są tylko po to, żeby mieć samemu przyjemność – mieć dom, samochód, jacht i podziw to są to marzenia w sile pasji. Musisz włożyć dużo wysiłku w to, żeby się spełniły, ale nie to jest przeszkodą. Ponieważ twoja pewność dotyczy tylko tego, co widzisz a wierzysz w człowieka i twardą materię, to w podświadomości odzywają się równe twoim marzeniom frustracje i wątpliwości, bo przecież tego o czym marzysz nie masz. Pewność co do namacalnych rzeczy i możliwości jest tak silna, że nawet przeczytanie dziesiątek książek motywacyjnych czy o umyśle niewiele zmieni. Inteligencja się może i trochę przekonała, ale czy podjęła stanowczą decyzję, że wierzy i ma pewność? 

Nie, ponieważ zmiana całego systemu jakim jest umysł jest wielopoziomowa. Jeśli chcesz przeskoczyć na wyższy bieg i podwyższyć poziom wiary to idź dalej. Nie zatrzymuj się na pasji. Jej krótkowzroczne zachcianki i fragmentaryczne widzenie rzeczywistości zmuszają cię do “chcenia” i do coraz bardziej rozbuchanego bujania w obłokach, ale niestety wszystkie te obrazki w umyśle są rozproszone. Coś chcesz, ale nie zawsze wiesz po co, kto ci to marzenie sprzedał, i czy cię na to stać. Niby dowiadujesz się, że Big think jest w porządku, ale przecież ty nie masz wiary w siły wyższe. Podświadomość wie, jest pewna, że trzeba będzie zakasać rękawy i to  nie te wirtualne.

Tak jak marzenia w sile ignorancji są zasadniczo rzutowaniem żalu i bezsilności na przyszłość (do kitu z takim myśleniem), tak te w sile pasji są rzutowaniem twoich często nieprzemyślanych ale napompowanych zewnętrzną propagandą rzekomych potrzeb. Trochę może przesadziłam z tą krytyką. Marzenia w sile pasji są poparte ogromną determinacją i mają duże szanse na spełnienie, ponieważ są zbudowane na fundamencie pt. “korzyści własne”, a to jest bardzo poważny powód. Jednak większość ludzi wcale nie posiada w sobie tyle samozaparcia, ile jest potrzeba, żeby można było mówić o spełnianiu marzeń w pasji. Większość nie ma żadnych informacji, żadnych doświadczeń i ich poziom wiary sytuuje się w ignorancji. To nie jest poziom manifestacji, chyba że nieszczęść. Ale marzenia w czystej sile pasji w dużej mierze spełniają się, ponieważ są poparte ciężką pracą. Tylko czy to odpowiada na zadane wcześniej pytanie – czy warto marzyć i wierzyć, że coś się spełni, skoro w pasji to się spełnia po dużej szarpaninie z rzeczywistością? 

Marzenia, a może inaczej cele musisz mieć, bo jak ty ich nie będziesz mieć, to zewnętrzne okoliczności i postronne osoby zmiotą cię i zaprzęgną do realizacji ich własnych celów. Nie ma czegoś takiego jak bezmyślne wałęsanie się świadomości po bezdrożach i wąchanie kwiatków. Nie masz celów, własnych zamiarów? Super, w takim razie inni wmówią ci, że potrzebujesz tego, co oni chcą ci dać, za odpowiednią kwotę. 

Ale jak marzenia mają się do stanu zwanego uważnością, który to stan zaleca nam bycie tu i teraz, a nie bujanie w obłokach? Myślę, że dużo osób ma z tym problem, bo w pewnym stopniu się naczytali i nasłuchali, że magiczny obszar zwany “tu i teraz” jest miejscem, w którym spełniają się marzenia. 

Wspomnę tylko, że tak jak życie przeszłością jest w sile ignorancji, a życie w przyszłości jest w sile pasji, tak bycie tu i teraz jest w sile dobroci. I teraz pytanie za sto punktów: ile to teraz trwa? Przecież niemożliwym jest, żebym cały czas miała stać w miejscu i nie mogła nigdzie postawić nogi ani w tył ani do przodu, bo mi się marzenia nie spełnią.  

Jest taka piękna myśl, którą wyjaśniają wedy a propos karmy i naszego przeznaczenia. Otóż w dużym uproszczeniu ta myśl wygląda tak, że nasza przyszłość buduje się z naszej przeszłości przepuszczonej przez działanie obecne. To, co zgromadziliśmy w subtelnym zapisie karmicznym albo pozostaje niezmienne i idzie niejako z grafika, dopóki nie wejdziemy świadomie pod wpływ siły dobroci, ponieważ dopiero tutaj uważnie możemy zmierzyć się z tym, co naprawdę myślimy, jakie przekonania i emocje nami kierują. W tej sile pragnienia, które mamy w głowie wygłaszane są zasadniczo nie jako plan, ale jako zamiar, który jest już w zasięgu ręki bez względu na jego zasięg i tzw. “możliwość” realizacji. Cała uwaga osoby, która działa przynajmniej pod dużym wpływem tej siły jest skierowana na obowiązek, albo inaczej czynność do wykonania, którą należy wykonać, żeby to osiągnąć, ale ta czynność jest z innej półki niż ta w sile pasji. 

Podam przykłady. Kiedy na świecie dzieje się niezbyt dobrze i zewsząd dochodzą wieści o nieszczęściach, jak np. zagrożeniach wojną, wyzyskiem ekonomicznym, o programowaniu nas i zniewalaniu to jak dzieli się społeczeństwo będące po wpływem tych trzech sił natury? Wyjaśnię to   w dużym uproszczeniu, ponieważ nikt z nas nie jest pod wpływem jednej siły, tylko pod ich mieszanką.  

Ludzie w sile ignorancji popadają w marazm. Włączają telewizję, upijają się, uciekają w nadmierny seks, a wszystko po to, żeby zagłuszyć ból. Planu awaryjnego na przeciwdziałanie katastrofom nie mają żadnego. A jeśli inni go mają, to też ich zniechęcą. Przecież tu się nic nie da zrobić. 

Ludzie w sile pasji będą szukali rozwiązań, ale widzianych jako zysków własnych. To jest całkiem kreatywny poziom rzeczywistości, ale rozwiązania problemów w sile pasji są niestety bardzo ograniczone, ponieważ każdy widzi tylko swój zysk i swoje racje, z wykluczeniem drugiej strony. Tu jest dużo przemocy, krzyku w mediach społecznościowych, narzucania swoich przekonań i zrzucania błota na tych, którzy widzą to z innej strony. Niby chcemy żyć lepiej, ale według “naszego” lepiej. Jakoś nie wierzymy w siły wyższe i w wyższe, duchowe rozwiązania, stąd tyle strachu i oporu. 

Tymczasem w sile dobroci zatrzymujemy się, zadajemy sobie naprawdę duchowe pytania o sens ludzkiej egzystencji i czy te wszystkie problemy są rzeczywiście możliwe do przeskoczenia dzięki zmianie świadomości. I okazuje się, że są. A teraz jakie czynności czy obowiązki mamy wykonać na tym poziomie? Zatrzymanie się i zadanie transformujących pytań, medytacja, mantra – to są czynności, które dla człowieka w sile pasji są stratą czasu.

Ale tak jak w tej historii o człowieku, który odmawiał sobie przerwy na naostrzenie piły, bo mu się śpieszy, żeby ściąć drzewo, tak samo społeczeństwo będące w dużej mierze w sile ignorancji i pasji nie wierzy, nie ma pewności, że ich cele, marzenia o lepszym życiu mogą się spełnić kiedy się zatrzymają i zmienią świadomość. A to jest warunek, żeby przyszłość uległa już w subtelnym zapisie przeobrażeniu. Jaki rodzaj przyszłości kreujemy, jeśli wciąż tylko biegniemy do pracy i z pracy bez przerwy na momenty w sile dobroci, które nas mogą zmienić?  

Jest taka ciekawa historia o mleczarzu, któremu krowa zaczęła dawać dużo mleka i ten ze szczęścia napełnił dzban mlekiem i udał się do miasta, żeby to mleko sprzedać. A po drodze cały czas marzył ile sobie kupi rzeczy za uzyskane pieniądze, jak się będzie cieszył, co powie żonie, która go ostatnio wyzywała od nieudaczników, jak się zmienią stosunki we wsi, gdy już stanie się bogaty, ile z tego przeznaczy na kształcenie dzieci, ile nowych krów sobie kupi…itd. I tak szedł i szedł bujając w obłokach, nie będąc uważnym i nie patrząc pod nagi, aż zahaczył nogą o kamień i upadł. Mleko się oczywiście wylało i to by było na tyle, jeśli chodzi o marzenia. 

Czy z tej historii wniosek jest taki, że nie można marzyć? Zwróć uwagę, że nazwałam marzenia planami, albo zamiarami, które zwyczajnie wykonujemy, tzn. idziemy na targ sprzedać mleko. Po to jest czynność A, żeby osiągnąć cel B. Po drodze jesteśmy bardzo uważni, patrzymy pod nogi, sprawdzamy co czujemy, bo może jesteśmy pełni wątpliwości idąc w jakimś kierunku. Bycie świadomym swoich obaw nie jest złe. To właśnie afirmowanie w sile pasji, pozornie pełne zapału i wiary daje kiepskie rezultaty, jeśli nie przyjrzymy się uważnie kajdankom, które nas ciągną do tyłu.

W sile dobroci cokolwiek robimy jest już tak przesiąknięte naszym zamiarem, że cel jest już pewny. Jak sięgasz ręką po kubek z herbatą, to nie masz wątpliwości, że się zaraz napijesz. A więc cel nie musi być jeszcze w naszej fizycznej ręce, albo przed naszymi fizycznymi oczyma, ale na pewno jest w polu naszych emocji jako pewność i rzeczywistość. Dawniej bramini byli braminami nie dlatego, że się urodzili w takiej rodzinie, z czego w naszych czasach Kali jugi ludziom zrodził się system tzw. pozycji, czyli kastowości, zresztą obecny również na Zachodzie, tylko pod inną nazwą, ale dlatego, że jeśli był jakiś problem, nawet na skalę państwa, bramin wykonywał rytuał, który transformował niechciany stan w ten stanowczo zaplanowany. 

Czyli marzenia warto mieć, ale bez mocnej wiary rzucamy nasiona w piach.Wedy polecają nam, żebyśmy dążyli do siły dobroci, bo nasze wszystkie dążenia i duchowe i materialne spełnią się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zwyczajnie dlatego, że nasza wiara jest lepiej ukierunkowana – wierzymy w duchową technologię, w pomagające nam siły wyższe, tudzież tę najwyższą, i nie musimy osiągać swoich celów w sposób, jaki propaguje siła pasji – poprzez niszczenie życia i zdrowia innych i zabijanie konkurencji. Nasza wiara w to, że jesteśmy wyższą, duchową istotą i że podlegamy też wyższym prawom, nie tylko tym dotyczących materii staje się niezachwiana. 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Umysł

Zamierzam mieć wspaniały dzień

Ostatnimi czasy trochę padało i chociaż był maj i kwitły bzy, konwalie, a drzewa otuliły się bujną zielenią to wiele, naprawdę wiele osób, z którymi rozmawiałam, zaczynały wypowiedź mniej więcej tak: “znowu pada, aż się Czytaj więcej…

Umysł

Głową w dół

Moje dzieci, skądinąd dorosłe, słyszą nietoperze. Netopyrki, po czesku. Czeski jest fajniejszy od łaciny, dlatego podaję po czesku. Podobno słychać je już tuż po zmierzchu i tam gdzie mieszkam lata ich całkiem sporo, bynajmniej nie Czytaj więcej…

Umysł

Światy równoległe

Jakiś czas temu mój osobisty brat postanowił zbudować sobie porządną bibliotekę zdolną pomieścić i utrzymać jego ogromny księgozbiór. W tym celu zatrudnił stolarza, który z solidnych, dębowych desek miał mu zmontować regały. Pierwszego dnia z Czytaj więcej…