Ile razy już słyszeliśmy, że zima tego roku będzie wyjątkowo mroźna, a okazywała się najcieplejsza w ostatnim dziesięcioleciu? Dla zmyły jedne portale meteorologiczne grożą najgorszą, najcieplejszą, najzimniejszą i najbardziej deszczową porą roku, podczas gdy inne powołując się na badania swoich kolegów jakiegoś kraju przewidują najlepszy, najłagodniejszy – słowem całkiem przeciwny stan pogodowy. 

Jeszcze parę dziesięcioleci temu synoptycy dysponowali małą ilością informacji, z których mogliby stworzyć pewne na najbliższe dni prognozy pogody. Dzisiaj dysponujemy dużą liczbą urządzeń wspomagających, które nie tylko, że zbierają wszystkie potrzebne dane o parametrach takich jak siła i kierunek wiatru, ciśnienie atmosferyczne, opady, wilgotność, rodzaj terenu (górzysty, równinny itp.) i mnóstwo innych, to jeszcze potrafią zanalizować i stworzyć skomplikowane modele hydronynamiczne atmosfery. Z całą pewnością komputery o dużej mocy obliczeniowej są bardziej wiarygodne w opracowaniu prognoz numerycznych, niż bardziej ograniczona wiedza i intuicja jednego synoptyka, który takie badania i analizę robił niejako na pieszo.

Pomimo zastosowania wyjątkowo skomplikowanych działań do opisania atmosfery (różne odmiany równań różniczkowych) ich dokładne obliczenie nie jest możliwe i podaje się przybliżenia wyników w postaci numerycznej. Dokładne prognozowanie na ponad dwa tygodnie nie jest dzisiaj zbyt wiarygodne. Obliczenia możliwych warunków pogodowych na okres dłuższy niż tydzień opierają się w dużej mierze na zgadywaniu i często są błędne – nawet z pełnym wsparciem najnowocześniejszych technologii.   Pogoda jest generowana przez zbyt wiele sił i czynników, których poznajemy co prawda coraz więcej, ale dalej – nie jest możliwe zebranie ich wszystkich. 

A człowiek, który nie lubi przyznawać się do braku kontroli nad całym światem woli stworzyć teorię chaosu i tzw. przypadku, gdzie motyl w Chinach zaburza całą pogodę w Ameryce, niż dopuścić do świadomości fakt, że miliona rzeczy nie widzi, nie ogarnia, więc nie może ich zbadać. Jednak nie znaczy to, że światem rządzi chaos. Gdyby tak było to nie byłoby się co czymkolwiek przejmować. Po co przykładać się dzisiaj do nauki angielskiego, zarządzania, czy matematyki skoro jutro być może będę to po prostu umieć. Jeśli tylko odpowiedni motyl zamacha w odpowiednia stronę skrzydłami w Chinach. Albo w Tajlandii. Zdarzyło ci się kiedyś gotować ziemniaki i z niecierpliwością dziecka stać przy garnku w oczekiwaniu, że a nóż wyjdzie z tego piernik? Albo jakiś inna nieoczekiwana potrawa? Jedyne, co wymyka się twojej kontroli to jakość ziemniaków, więc smakiem możesz być zadziwiony, ale faktem, że z ziemniaków wyszły ziemniaki to już chyba nie. 

Co mają pogoda i ziemniaki do tego, że w gruncie rzeczy ty i tylko ty jesteś odpowiedzialny za to, co ci się aktualnie przytrafia, oraz za to, co za chwilę może przyjść i da się nawet przewidzieć w jakiej formie?  Może najpierw opowiem historię.

Przed chatką pustelnika stanął człowiek i widząc, że pustelnik jest niewidomy zapytał wyzywająco:

– Ej ty, ślepy! Widzieć to ty na pewno nie widziałeś, ale może słyszałeś, czy ktoś tędy nie przechodził?

Pustelnik odparł, że jak dotąd nikogo nie słyszał. Jakiś czas potem do pustelni zawitał kolejny wędrowiec i widząc ślepego zapytał podobnie wywyższonym tonem: 

– Ej, ty! Nie słyszałeś, czy ktoś mnie nie szukał? 

Pustelnik odparł, że nie. Po niedługim czasie przed pustelnikiem stanął kolejny człowiek. Przywitał się, złożył pokłony przed świętą osobą i powiedział:

– Jaki jestem wdzięczny, że spotkałem dziś ciebie.  Co prawda zgubiłem się w lesie, ale dzięki temu mogłem pokłonić się tobie. Czy nie słyszałeś może, czy ktoś tędy przechodził? Jestem odpowiedzialny za dwie osoby, które tak jak ja zgubiły drogę i chcę im też pomóc.

– Tak, drogi królu, słyszałem. Najpierw przechodził tędy żołnierz, a potem minister. 

– Rzeczywiście jesteśmy w tym lesie razem z ministrem i jednym z moich żołnierzy, ale skąd wiesz, że jestem królem? Przecież mnie nie widzisz? 

– Jakiś czas temu przechodził tędy bardzo szorstki i bałwochwalczy osobnik. To był twój żołnierz. Jego nastrój był taki, że nawet nie zadał właściwego pytania. Marny jego los w poszukiwaniu wyjścia. Po nim przybył minister z równie wyzywającym nastawieniem, które również nie pozwoliło mu otrzymać właściwej rady. Po jego władczym tonie wiem, że to był ktoś, kto uważa się za bardzo ważnego. On też nie znajdzie drogi wyjścia.  

Twoje życzliwe nastawienie, mowa i troska o innych wskazują na to, że jesteś królem – panujesz nad swoimi emocjami, nad słowami i twój charakter pozwala ci zobaczyć sprawy we właściwym świetle. Zadałeś dobre pytanie i dostaniesz dobrą odpowiedź. Twoim przeznaczeniem będzie odnalezienie właściwej drogi do domu. 

Tak jak dobrze widzący, choć pozornie ślepy pustelnik był w stanie ocenić z kim rozmawia i wyciągnąć wnioski na temat najbliższej przyszłości swoich rozmówców tylko na podstawie tonu, nastroju i jakości pytania, tak my jesteśmy w stanie sami ocenić, dokąd zmierza nasza najbliższa przyszłość rozpoznając nasze intencje, obecne myśli, słowa i działania. Co prawda droga od pragnienia do spełnienia może być dłuższa lub krótsza, ale cały czas dostajemy sygnały, czy nasza cała postawa jest pozycją walczącego żołnierza, zarozumiałego ministra czy pewnego siebie i pełnego życzliwości i szacunku do innych króla. Prawdziwy król zna etykietę, potrafi się godnie zachować, otoczyć opieką innych a więc nie myśleć tylko o sobie i jednocześnie nie jest zarozumiały. Królem się jest, albo nie. Nawet w codziennym życiu. 

Czy jesteśmy w stanie prognozować, jaki będzie nasz los, stan konta, stan zdrowia, nasze relacje tylko na podstawie paru czynników, jak np. tego, że powiem sobie, że teraz tak chcę?   W pewnym sensie tak. Tak jak synoptycy są w stanie przewidzieć pogodę na najbliższy czas mając do dyspozycji ileś konkretnych parametrów, tak my możemy próbować przewidzieć swoją przyszłość mając do dyspozycji parę czynników. Do niedawna braliśmy pod uwagę kilka twardych faktów typu – wykształcenie, pieniądze, ilość posiadanych pieniędzy, wpływów a tu masz ci los – okazuje się, że liczy się coś tak dziwnego jak historia rodziny, moment narodzin, to do czego podświadomie dążę itp. Ci, którym pomogło dorzucenie tych kilku dodatkowych czynników weszli na szerszych wód oceany (jak mawiał wieszcz) z których na pewno można więcej ogarnąć. Ale żeby nie było za dobrze – dorzuciliśmy sobie więcej danych, tak jak w meteorologii mamy dodatkowe sondy, balony i komputery co podniosło poziom obliczania i przewidywania na znacznie lepszy poziom, jednak i tu musimy przyznać – pole tych informacji jest zbyt duże – po prostu nieograniczone i nigdy nie będziemy my, z naszym ograniczonym umysłem i zmysłami, które tak łatwo wywieść w pole, dysponować możliwością kontroli wszystkiego.  

W bardzo starym piśmie zwanym Taitreya Aranyaka sprzed tysięcy lat  istnieje stwierdzenie, które często w internecie króluje jako wypowiedź Lao Tse, albo Gandhiego, albo jakiegoś Amerykanina:

„Zważaj na swoje pragnienia, ponieważ one zasiewają ziarna Twoich myśli. Zważaj na swoje myśli, bo one kiełkują potem w twoje słowa. Uważaj na swoje słowa, bo one przeradzają się w czyn. Uważaj na swoje czyny, bo często powtarzane przybierają formy nawyków.I zważ na swoje nawyki bo one staja się twoich charakterem, a twój charakter tworzy twój los.”

Kiedy na horyzoncie pojawia się opcja natychmiastowego zmieniania rzeczywistości wydaje się, że jest to zaprzeczeniem naszego powolnego formowania się przeznaczenia. Nic bardziej mylnego. Jeśli pielęgnujemy całe lata (żeby tylko) wiarę w coś, to przesunięcie jej na inny tor będzie kosztowało nas sporo pracy, a więc to też jest czynnik, który albo przyśpieszy, albo opóźni nasze możliwości.

Tak ostatnio modne pojęcie jak prawo przyciągania jest niczym innym, jak już mocno ustabilizowanym „przeznaczeniem”, które sami sobie wyprodukowaliśmy. Z grubsza prawo przyciągania jest dla nas rozumiane jako wewnętrzna pewność, że to co moje samo mnie odnajdzie. I tak jest. Jedynie warto dodać punkt, że całokształt wibracji, tzw. wzoru, zapisu, jaki mamy teraz w polu nie zależy tylko i wyłącznie od jednego czy dwóch czynników. Czasem wystarczy kontemplacja rezultatu, a czasem to za mało. Jeśli ktoś zachowuje się jak agresywny wojownik czy niepewny swej pozycji urzędnik króla, ale jeszcze nie król to całość jego myśli, słów, zachowania będzie przyciągać w pole jego nadchodzących zdarzeń coś, co nie do końca odpowiada jego wyobrażeniom. Na to, co naprawdę jest sumą jego przeznaczenia ten ktoś pracuje od dawna.

Prawie wszystko można zmienić, ale zapis tych subtelnych informacji, zwanych też w sanskrycie karmą (bo to nie jest coś tylko w formie nieszczęścia zwalającego nam się na głowę) musi uwzględniać wszystkie poziomy działania. Czasem wystarczy robienie prostych rzeczy i zapis naszych poprzednich doświadczeń prowadzi nas prostą drogą ku naszemu zaplanowanemu celowi. Ale nie wszystko jest takie proste. Jest wiele ukrytych zmiennych, które dotąd nie uwzględnialiśmy a jak się okazało – zauważenie ich odblokowało wiele ukrytych opcji. Do nich należą choćby praca z podświadomością, zaufanie do Siły Wyższej, do pola nieograniczonych możliwości ( wolę do Boga), odpuszczanie, wybaczanie, czy zwyczajne ćwiczenie codziennej wdzięczności już transformuje to problem w cuda. I wszystko to uwzględnione jest w nauce o karmie.

Karma to działanie i jego konsekwencje. Jeśli się uczysz pilnie to konsekwencją będzie np. dobra praca. Oczywiście pracy możesz nie dostać, bo są pewne ukryte zmienne, o których nie wiesz, ponieważ nie widzisz ich  gołym okiem. Ale to nie znaczy, że nie możesz ich zmienić. Jeśli zakładasz, że los zwyczajne się na ciebie uwziął to jest to obecny stan twojego przyciągania. Nie bójmy się nazwać rzeczy po imieniu. To jest obecny stan twojej karmy – wiara w przypadkowość i w bycie ofiarą. Sam ciężko sobie na to zapracowałeś. Trudno to będzie zmienić, bo wszystko co nasze jest przez nas skrupulatnie pilnowane. Ale pozwól, że podam ci kilka z sanskryckich określeń na stan twojego obecnego przyciągania, czyli obecnej karmy.

Jednym z określeń na obecnie zachodzące wydarzenia czyli karmę jest przymiotnik „bhavita” – co m.in. oznacza: wytworzony, wyprodukowany, uzyskany, nasączony, poświęcony, przesiąknięty zapachem, uczuciem, kierujący się ku, przeznaczony do spełnienia. Dokładnie oznacza to, że to co się dzieje teraz jest wytworzone przez ciebie, nasiąknięte twoim nastrojem, zapachem twoich myśli, i jest tzw. koniecznością tzn. dąży do spełnienia się.

Karma bhavita oznacza tylko tyle, że jeśli np. pracowałeś przez miesiąc w firmie to wypłata w postaci 4.000 zł dąży do spełnienia się.  Jeśli twoje myśli są nasączone jadem wobec szefa, to nie dziw się, że szef nie jest chętny dać ci podwyżki. Twoje myśli, emocję dążą ku…nienawiści więc prawo przyciągania w formie subtelnego zapisu karmy pędzi w stronę kiepskich stosunków z szefem. I nie jest istotne, że zewnętrznie starasz się uśmiechać. Karma, pole informacji wokół ciebie jest bhavita – nasączone jadem.

Kolejne określenie karmy to – vidhi – co oznacza przeznaczenie, ale w sensie – program, wiara, metoda. Co prawda tysiące lat temu nie istniało coś takiego jak obecnie istniejące komputery, ale nie znaczy to, że język sanskrycki nie jest w stanie opisać urządzeń technologicznych nawet tych używanych obecnie. Określenie „vidhikalpa” oznacza algorytm, czyli coś składające się z kodów. To ty sam napisałeś sobie taki program, stał się twoją metodą, twoją wiarą, twoim algorytmem, według którego teraz działasz. Ktoś może wierzyć, że dzieci bez bicia się nie wychowa. To jego vidhi, jego karma i trudno to będzie zmienić, bo czuje się niekomfortowo zmieniając program.

Inne określenie na karmę w sanskrycie to „bhogya” co dosłownie oznacza – do użytku, dla zadowolenia, przydatne, zysk, radość, opłacalny i używany jest w kontekstach, w którym mówimy o dobrym, opłacalnym rodzaju zapisu karmicznego. Jak ktoś rodzi się ze srebrną łyżeczką w buzi to ma rzeczywiście „bhogya” rezultaty. Oczywiście takie dobre rezultaty mogą pojawić się w każdej chwili – w zależności czy jesteśmy na nie gotowi.
Następne określenie karmy  „niyati” oznacza – kod, wewnętrzny porządek rzeczy, konieczność, przeznaczenie. To przeznaczenie nie oznacza tu bynajmniej chęci przywalenia nam przez zazdrosnych bogów, ale konieczność odebrania owoców czegoś co się kiedyś zrobiło. To pojęcie jest neutralne. Możemy przecież mieć czas, kiedy koniecznie musimy zarobić miliony, albo czas, kiedy musimy je stracić.

Pojęcie”distha” wobec zapisów informacyjnych oznacza fakt, że zostało wyznaczone miejsce, cel, czas, w którym dane jest nam coś odebrać. Właśnie teraz, w tym czasie nasz daleki kuzyn postanowi nam zapisać coś w testamencie po czym odejdzie z tego świata nie powiadomiwszy nas nawet o swoim istnieniu. Nie musi. Dla nas nadszedł czas i miejsce na odebranie zapłaty np. w postaci starego  dworu, czyli dostajemy swoją „distha”‚.

I wreszcie „daiva” w formie przymiotnika lub rzeczownika oznacza – szansę, wiarę, ofiarowany przez bogów (Boga), szansa na zysk, schodzenie, spadanie – oznacza to nic innego, jak zwyczajny spadek z nieba, kiedy to nagle bez zapowiedzi dostajemy z rąk losu coś, co jest naszą szansą, dobrym przeznaczeniem i na co sobie oczywiście zasłużyliśmy. Określenie daiva często pada przy słowie karma i oznacza tylko tyle, że my co prawda wykonujemy swoje obowiązki, działamy, ale czas, miejsce, forma i tak zostanie wykonane nie przez nas, a z woli losu (wolę mówić o Bogu),ale jeśli ktoś woli bezosobową energię – to też.

Jest takie powiedzenie – człowiek strzela Pan Bóg kule nosi i dosłownie to oznacza pojęcie daiva karma- my działamy, mamy intencje, ale ostateczny rezultat i tak przyjdzie w wyliczonej dla nas i odpowiednio zasłużonej formie.

Myślę, że wystarczy tych określeń, które robią z tego wpisu notkę naukową. Ale nie mogłam się powstrzymać, żeby choć trochę nie nakreślić rysu wedyjskiej nauki o ZMIANIE KARMY, którą wszyscy, którzy się z tym nie zapoznali uznają za wiarę w fatalizm. Niniejszym oświadczam, że wszelkie psychologie, prace z umysłem, kwantowe przemiany nie istnieją ponad wiedzą o karmie. To jest wyjaśnienie wszelkich transformacji, które mogą w naszym życiu zachodzić wolniej lub szybciej w zależności jakie urządzenia pomiarowe włączymy w nasze zrozumienie rzeczywistości.

Kiedy meteorolodzy nie mieli wielu urządzeń pomiarowych i komputerów to ich przewidywanie przyszłości było pełne błędów. Dzisiaj mają większy zasięg działania i mogą zanalizować więcej parametrów. Znajomość nauki o karmie pozwala zrozumieć, że jest ona jak najbardziej nastawiona na prognozę naszego najbliższego i dalszego przeznaczenia i pozwala radykalnie i szybko zmienić cały wewnętrzny sposób postrzegania rzeczywistości. To wręcz ułatwia a nie utrudnia uwierzyć i dokonać olbrzymich zmian.

Natychmiastowa transformacja? Jak najbardziej? Przeszkody, brak rezultatów? Sprawdź, których parametrów nie uwzględniasz i nie analizujesz, a które tak jak w obliczeniach meteorologów – zaokręglenie do piątej cyfry po przecinku już rodzi inny wynik. Wydaje się zbyt dużo do sprawdzania? No właśnie o to chodzi, żeby pojąć, że te nieznane dane sprawiają to, że pomimo świadomie wysyłanych pragnień jest w nas coś, co blokuje ścieżkę. Kiedy pisałam o technice hoopoonopono, podałam dobry, w miarę przystępny sposób  czyszczeniu pola informacji, czyli zapisów w kwantowym, albo inaczej karmicznym polu. Osobiście wolę intonowanie i słuchanie dźwięku mantr, o których pisałam ostatnio. Wprawdzie nie obyło się bez komentarzy o mocach nieczystych, ale cóż…Taki brak zaufania do polecanego procesu też jest jakimś wytworzonym przez nas programem i mnie nic do tego. Jak to się mówi – można przyprowadzić konia do wodopoju ale nie można zmusić go, żeby się napił. To, co starałam się wyjaśnić w artykule o oczyszczającej mocy dźwięku mantry to to, że jest ona  w stanie wykasować miliony niekorzystnych zapisów w polu informacyjnym i zmienić kierunek naszego przeznaczenia w sposób, którego nikt z nas świadomie nie jest w stanie „przypilnować” i spowodować. Słuchanie odpowiednich! mantr jest w stanie nasączyć nasze pole karmy, nową „bhavą” nowym, nieznanym dotąd uczuciem, co sprawi, że korzystny dla nas cel sam nas odnajdzie. To, co robimy świadomie jest znikomą częścią działania i osiągania zamierzonego rezultatu. Końcowa forma będzie sumą kilku świadomych czynów i miliona nieuświadomionych, niewidzialnych informacji. I wierz mi lub nie – z zamkniętymi oczami powierzamy nasz los w ręce  wyprodukowanego już przez nas  i rozpędzonego algorytmu (vidhi), który zniekształca nasz wymarzony obraz. A wystarczyłoby czasami zaufać i spróbować. Mantra z definicji jest dźwiękiem, który oczyszcza umysł i sprawia, że staje się on przejrzysty i jasno wytycza ścieżkę na to, co chcemy osiągnąć. 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Karma

Dogadajmy się!

Czy pamiętacie czasy komunizmu, gdy tysiące działaczy partyjnych oklaskiwało w geście absolutnego uwielbienia i poparcia wystąpienie jakiegoś innego działacza, czy przewodniczącego miłościwie panującej partii? Wielu z nich rzeczywiście wierzyło, że ten system działa i jest Czytaj więcej…

Karma

Pamięć miejsca, czyli tu się coś wydarzyło

Na pewno zdarzyło ci się przynajmniej raz w życiu znaleźć w miejscu, w którym poczułeś się nieswojo. Żeby jednak nie było, że chcę mówić dziś tylko o miejscach, które są nawiedzone zapytam inaczej – czy Czytaj więcej…

Karma

Co da się zmienić?

Czy nie zastanawiasz się czasem, co w naszym życiu nie podlega żadnej zmianie choćbyśmy nie wiem jak bardzo byli przekonani, że jesteśmy panami istnienia? Podpowiem ci szybciutko, że to co się już wydarzyło, a więc Czytaj więcej…