„Pieniądze nie są ważne” – to dosyć często nadużywane stwierdzenie, które wypowiadają najczęściej ci, którzy już te pieniądze mają. Będąc u szczytu bogactwa i sławy niejeden znudzony sensem życia celebryta powiedział taką oto wielką myśl, która mu tym samym przydała do jego majątku status zrealizowanego filozofa. A biedna gawiedź, która tak czy siak nie miała tylu winogron zadowala się tą sentencją, z której wyciąga niepoprawny wniosek, że zapewne nie są one zbyt słodkie i być może nie warto się o nie starać.  Jak widać bogaci też nie są z nich zadowoleni. I tak powstają elaboraty na temat duchowości, która rzekomo nie idzie w parze z bogactwem, albo idzie i jest wręcz oznaką postępu.

Nawet ludzie, którzy wykonują magiczne procesy mogą się o ten jakże wrażliwy temat potknąć – pieniądze bowiem są jak woda – lubią się rozlać, a gdy gleba nie jest  odpowiednio nawilżona– po prostu w nią wsiąkną. Dla osób nieprzygotowanych  do tematu otrzymywania i przede wszystkim do WYDAWANIA pieniędzy, temat bogactwa będzie wciąż i wciąż odbijał się czkawką pt. „pieniądze i tak szczęścia nie dają”, tyle, że będzie się to dziać na bardzo już podświadomym poziomie, w formie cytatów zmęczonych bogactwem krezusów.

Temat przyciągania do życia fortuny wcale nie jest tak czysto techniczny, jak by się to mogło wydawać. W pewnym sensie jest, ale nie jest to sposób widziany z jednego poziomu, który by można zamknąć w kilku poprawnie wykonanych sztuczkach. Te tzw. magiczne triki wykonuje bowiem miliony osób i pozwól, że to powiem – niewielki procent ludzi, naprawdę niewielki odczuwa, że jego proces zadziałał. A żeby sprawę pokomplikować – nie da się tego procesu zawsze powtórzyć. Czynników, które wpływają na nasze obecne życie jest zbyt wiele i zbyt wiele jest w nich ukrytych zmiennych, żeby w oczywisty sposób zawrzeć formułę przyciągania bogactwa do prostego rachunku a + b = c. Wiele osób spełnia absolutnie wszystkie wymagania, jakimi są a i b, a jednak c jakoś się nie chce pojawić.

Wydaje mi się, że już wystarczająco dużo wypowiedziałam się na temat umysłu, który z punktu widzenia jogi jest mechanizmem bardzo złożonym i wcale nie jest tak łatwo zastosować sztuczkę czy nawet dwie, żeby ten mechanizm przechytrzyć. Czasami, naprawdę czasami zastosowany chwyt był akurat tym, czego należało dokonać, żeby powtarzającą się w głowie negatywną frazę skasować i otrzymać natychmiastowy niemożliwy jak dotąd rezultat. Czasami rzeczywiście wystarczy, że ktoś zaryzykuje, albo dobrze zainwestuje. Ale jeśli dobrze się zastanowisz, to zobaczysz potężną lukę w tym systemie doradczym – większość ludzi i tak nie wie, gdzie i co ma zaryzykować, albo już zaryzykowało i niekoniecznie z dobrym skutkiem, a inwestycje, dobre dla jednych, dla innych okazały  się stratą.  Za niejedną dobrą radą bogatego wujka wcale nie poszło bogactwo. Po kilku nieudanych akcjach i inwestycjach umysł zacina się bardziej niż dotąd i odnotowuje, że podawane przez innych sztuczki w ogóle nie działają. Czyli nie tylko, że wracamy do punktu wyjścia zwanego „nic nie mam”. Jest nawet gorzej – dochodzimy do przekonania, że te wszystkie sposoby są zwykłą stratą czasu.

Pomińmy dzisiaj sztuczki i metody. Zapewne posądzisz mnie o herezję i działanie wbrew temu, co mówię o polu kwantowym. Nic bardziej mylnego. Chcę dzisiaj pokazać, że informacje zapisujące się w naszym polu nie ograniczają się tylko do tego, co mówimy, myślimy, jakie rytuały wykonamy, ale są wypadkową całego naszego systemu nastawienia i zamiaru. Zamiar i chęć zrobienia czegoś są tym, co kieruje całym naszym życiem. Jeśli chcesz zrobić krok do przodu to całe ciało, a przede wszystkim nogi zrobi to, co jest konieczne, żeby ci w tym pomóc.

Wiem, że to proste i oczywiste, więc zanim przystąpisz do kontrargumentacji, że nie każdy może chodzić powiem tak – zgadza się i nie każdy może teraz posiadać umiejętność zdobywania wystarczającej ilości pieniędzy. Tak jak istnieje widoczny problem w tym, że ludzie zapisali sobie w polu kwantowym problem np. choroby, tak różne nieodkryte dzisiaj czynniki przyczyniły się do tego, że nie mamy umiejętności przyciągania pieniędzy. Co nie znaczy, że problem ten musi pozostać nierozwiązywalny. Czasami tak jest, ponieważ zapis, który ktoś sam sobie zrobił jest chwilowo zbyt mocny. W takim przypadku żadne ilości pieniędzy, czarodziejskich i medycznych terapii nie są w stanie pomóc. Być może, a nawet na pewno, chwilowe przeszkody w czyimś wyleczeniu czy wzbogaceniu mają się przyczynić do zdobycia większej ilości odpowiedzi, o co mu w życiu chodzi. Bo niewątpliwie w życiu nie chodzi tylko o to, żeby się przemieszczać z punktu A do punktu B. I nie chodzi też o to, żeby mieć pieniądze. Nawet nie chodzi o to, żeby je mieć i bezsensownie wydawać. Nie będę dzisiaj zahaczać o filozofię głębi i rozważać faktu, że niejeden już te pieniądze ma i ewidentnie je trwoni, więc ta gadka szmatka, że pieniądze należy wydawać na zbożny cel jest o kant tyłka potłuc. Przecież na własne oczy widać, że pieniądze można mieć  i trwonić na wszelkie zbytki a  prawo przyciągania i tak przyciąga więcej, skoro ja w głowie mam hasło, że potrzebuję więcej.

Z tak zewnętrznie obserwowanych symptomów wyciągamy różnorodne wnioski, które właśnie są tym, co poważnie BLOKUJE dopływ środków. Obserwując krótki wycinek życia ludzi, na dodatek bez ich prawdziwych historii (błagam, przecież nie wierzysz w to, co ludzie produkują na potrzeby mediów?) budujemy we własnych głowach grafik, według którego też ma mi się tak spełnić. Że co ma mi się spełnić?

Tak, jak nogi potrzebne są do chodzenia,  ręce do robienia a usta do jedzenia i komunikowania się, tak przeznaczeniem środków, które dostajemy w życiu z niewidzialnego źródła jest ich sensowne użycie. Nie powiedziałam nic odkrywczego? Oczywiście, że nie. Pozwólcie, że zdradzę, skąd jest ten sekret – z wed. Są całe tomiszcza napisane w formie ciężkiej, niestrawnej filozofii, którą potem wielcy doradcy sukcesu przekładają na język prosty, ale są też historie, które ja uwielbiam najbardziej, bo przekładają to, co jest zbyt analityczne na życiową formułkę.

Powiem to w prostych żołnierskich słowach – życiowe cele, zwane w wedach jako kluczowe dążenia ludzi można podzielić na 4 główne kategorie – jako dążenie do samorealizacji i sensu życia, jako dążenie do posiadania bogactwa, umiejętności i talentów, jako dążenie do cieszenia się życiem i wyzwolenia z cierpienia. Żaden z tych celów nie jest lepszy i gorszy i żadnego nie można wykluczać i twierdzić, że na bogactwie to mi nie zależy. Jest to zwyczajne kłamstwo i oszukiwanie siebie, które właśnie odbija się na poziomie świadomym tym, że nijak nie przyciągasz bogactwa. To jest najczęstszy i czasem jedyny powód, który staje się powodem naszych materialnych kłopotów – nieświadome zrzeczenie się jednego z życiowych celów, do których dąży i tak każdy człowiek. Z takich nieporozumień rodzi się potem niewłaściwe, wręcz potępiające podejście do pieniędzy, bo przecież jestem kimś, komu zależy bardziej na celach duchowych, więc po co mi pieniądze?

Z takiego właśnie rozumowania rodzą się teorie i historie uduchowionej i przymusowej biedy, które potem są często cytowane jako przykładne i godne naśladowania. Historie o wyrzeczonych mnichach są bardzo fajne na „memy”, które głoszą myśli o odwiązaniu, ale na boga – nie mieszajmy historii o stylu życia, jaki wybierają nieliczni z nauką o sensownym i wartościowym życiu, w którym pieniądze stanowią – nie bójmy się tego powiedzieć – kluczowy element .  Nigdzie w wedach nie było mowy o tym, żeby wieść życie pozbawione pieniędzy, albo o tym, że są one źródłem wszelkiego zła. To jest jedno wielkie nieporozumienie a śmiem twierdzić, że wręcz stworzony z premedytacją przekaz programujący  ludzi  do powszechnego ubóstwa.

To co jest w pismach jogi przekazywane i wręcz zalecane jako lek na wszelkie finansowe problemy, to zrozumienie duchowej natury bogactwa i celu jego użycia. W języku sanksryckim bogactwo i zdolności określane są jako artha, natomiast nasze dążenia, obowiązki do wypełnienia (w postaci pracy, i  co niezwykle ważne  pracy zgodnej z naturą, zobowiązań rodzinnych, społecznych i tych bardziej duchowych) jako dharma. To wcale nie jest takie trudne do zrozumienia, jak przełoży się język poradników z sanskrytu na polski. Dharma, oznacza właściwości nieodłączne od danego obiektu i związanego z nim użycia. Dajmy na to sól jest po prostu słona i najlepsze jej użycie to posolenie czegoś a nie dodawanie jej do kremu do tortu. Z kolei dobrym zastosowaniem cukru jest dodanie go do słodyczy, ale już nie do potraw słonych. A więc dharma oznacza – używanie czegoś zgodne z jego właściwością, czyli zgodnie z najlepszym przeznaczeniem czyli też z dobrym skutkiem. Używanie pieniędzy zgodnie z dharmą, zgodnie z ich przeznaczeniem w celu utrzymania siebie i rodziny, pomagania innym, w celach słusznych, dobrych sprawiedliwych są zastosowaniem zgodnym z ich właściwością.

Nie dajmy się zwieść instytucjom religijnym, które bardzo chętnie interpretują ten punkt zgodnie ze swoim ukrytym celem.Cel religijny może być jednym z wybranych celów, ale nie znaczy, że jedyny słuszny.  Chodzi o to, że łączenie pieniędzy z sensownymi życiowymi celami przyczynia się do ich pomnażania, ponieważ dharma jest celem, do którego one zostały stworzone. Dharmą jest działanie zgodne z tym, co nam w duszy gra i do czego czujemy się stworzeni. Wszelkie inne zajęcia podejmowane niezgodnie z naturą, z obecnymi zdolnościami będą niestety obciążać naszą psychikę i powodować wewnętrzne konflikty, poczucie przymusu pracy, niepokój i zmęczenie. Temat jest głęboki jak ocean i wcale nie taki prosty do  uchwycenia, bo większość osób wcale nie wie, co tak naprawdę chciałoby robić. A nawet jeśli chciałaby to uważa, że życie zmusza ją do czegoś innego. Przykro mi to mówić, ale zrozumienie własnej natury i odwaga użycia jej pomimo zewnętrznych, przeciwnych naszej naturze ofert tzw. szybkiego i fantastycznego zarobku jest właśnie działaniem zgodnym z dharmą. Trwanie w znienawidzonych okolicznościach i robienie czegoś wbrew sobie tworzy w naszym umyśle bardzo nieciekawy zapis, który z czasem przybiera formę  kodu, jakim jest np.  przekonanie, że praca to ciężka, nieprzynosząca pieniędzy i satysfakcji tyrka. A więc szukanie arthy, czyli bogactwa w niezgodzie ze swoją naturą jest jak  usiłowanie posolenia tortu, co naprawdę nie może się dobrze skończyć.Spróbuj pracować jako urzędnik w banku, kiedy wszystko w tobie pragnie artystycznej wolności a zrozumiesz jak bardzo umysł przesiąka wzajemnie wykluczającymi się przekazami i ostatecznie blokuje się na dopływ. Po co mi taki dopływ, skoro muszę się tak narobić?

Używanie pieniędzy w celu pomagania innym, czyli w słusznych i dobrych według nas sprawach jest również działaniem  dobrym i zgodnym z przeznaczeniem bogactwa. Pomaganie jest tak dobre, jak włożenie ich na wysoko oprocentowane konto bankowe – zawsze możemy spodziewać się z niego zysków, ale jak to w bankach bywa – na procenty trzeba trochę poczekać.

Najważniejszym zyskiem jest jednak fakt, że właściwe używanie pieniędzy daje olbrzymie spełnienie i poczucie satysfakcji, co na wielu poziomach zapisuje się w umyśle i całym otaczającym nas polu, jako poczucie spełnienia, satysfakcji oraz, co najważniejsze, jako potwierdzone doświadczeniem przekonanie, że pieniądze jak najbardziej szczęście dają. I o to chodzi w nauce sekretnego używania energii pieniądza – o  zestawienie go z właściwym celem.

Pozostałe dwa cele, do których wszyscy dążymy – wyzwolenie (w sanskrycie moksza) i cieszenie się życiem (w sanskrycie kama), które niezbyt dobrze działają jako cele zestawione z bogactwem, połączone ze sobą dają najlepszy z możliwych efektów.

Możemy wybierać  przez jakiś czas przyjemności płynące z rzeczy jako nasze nadrzędne cele, ale bardzo szybko zasilimy szeregi tych, którzy z powodu wcześniejszych wyborów czegoś się dorobili i w bardzo szybkim czasie albo to roztrwonili, albo poczuli wypalenie i niezadowolenie i teraz mówią w wywiadach do gazet, że pieniądze szczęścia nie dają. Zwyczajne wydawanie pieniędzy na kolejną torebkę, albo na kolejny samochód wydaje się na początku bardzo podniecające, ale szybko przeradza się w niepohamowaną obsesję zaspokojenia dziury, jaką jest brak poczucia dobrego celu. A to jest cel, do którego większość ludzi pragnie przykleić pieniądze. Cel większości osób pogubionych w swoich emocjach pragnie zaspokoić wielgachną dziurę w sercu zakupem kolejnych zabawek. I właśnie to jest tym błędem, przed jakim przestrzegają wedy – o nieumiejętnie połączony cel spożytkowania pieniędzy, które są tylko środkiem do sensownego życia, a nie spełnianiem niekończących się pragnień. Pragnienia nie mogą się łączyć z pieniędzmi, bo one się nigdy nie kończą. Nie ma takiej studni, którą dałoby się zasypać pieniędzmi.W przypadku ich błędnego łączenia z celem, jaki jest kama, czyli zadowolenie –  w umyśle z czasem rodzi się frustracja, która owocuje tym, że w kwantowym polu zapisujemy sobie myśl – miałem pieniądze i nie zaspokoiły one moich pragnień, a więc nie chcę pieniędzy. I jak chcesz to potem odwołać?

Łączenie przyjemności i zadowolenia z życia z poszukiwaniem duchowym, a więc z szukaniem wiedzy o wychodzeniu z cierpienia daje największe spełnienie. Sensowne wydawanie pieniędzy daje nam gwarancję ich niewidzialnego pomnażania, a satysfakcja i zadowolenie z poszukiwań duchowych to kombinacje najlepsze z możliwych, dające gwarancję  materialnego zaspokojenia i poczucia zadowolenia i sensu życia. Zamienianie tych czynników miejscami prowadzi do frustracji, strat, poczucia braku wsparcia i do wytworzenia się na przyszłość bardzo mocnych przekonań w umyśle, że pieniądze są źródłem problemów. Tyle tylko, że kiedyś przyjdzie nam to błędne przekonanie zweryfikować.

Być może już przechodzisz przez etap weryfikacji. Nie jest ważne, czy wierzysz w kolejne życia czy w subtelne pole informacji po przodkach. Z zapisem traum i błędnych koncepcji odnośnie bogactwa przyjdzie ci się jeszcze nieraz spotkać. Przechowując w umyśle tak błędnie podjęte decyzje o pozostawianiu  biednym możemy stać się żebrakiem i  jednocześnie odczuwać silną podświadomą potrzebę posiadania pieniędzy. Tyle tylko, że samo świadome pragnienie ich posiadania nie zapewni nam sprowadzenia ich w obszar naszych doświadczeń. Być może razem z tym pożądaniem mamy też przeświadczenie, że źródło ich otrzymania leży tylko w danym biznesie,  albo w rękach jakichś osób, bez których tracimy podstawy poczucia bezpieczeństwa. I nie możemy później winić nikogo poza nami, że tak się zaprogramowaliśmy, skoro nie wiemy jak działa recepta duchowego i materialnego sukcesu. Źródło naszego utrzymania rzeczywiście nie leży w rękach jakichkolwiek osób, ale puszczenie tych przekonań wcale nie jest takie proste, jeśli tak długo działaliśmy w poprzek zasad i łączyliśmy ze sobą nie te klocki. Jeśli chcesz spełnić jedną z głównych zasad skutecznego działania to być może przyjdzie ci się zmierzyć z lękiem, że jeśli stracisz tę pracę, albo nie przyłączysz się do jakiegoś wyjątkowo dochodowego biznesu, który wykonuje osoba do tego predysponowana to życie nie zaoferuje ci niczego lepszego. Na szczęście życie dostarcza nam niejednokrotnie możliwości sprawdzenia swoich ukrytych przekonań i obaw, które po wyjściu na światło dzienne mogą być w miarę łatwo zmienione. Ale najpierw trzeba coś stracić, np. pracę, żeby zobaczyć jak usilnie trzymamy się harmonogramu, według którego życie ma zaspokoić nasze potrzeby, tak jak w poniższej historii o żebraku, który co tydzień stawał pod pewnym kościołem. Od kilku lat właśnie w tym miejscu ów żebrak dostawał co niedzielę całkiem poważny zastrzyk gotówki w postaci 20 zł, które jakiś mężczyzna wrzucał mu zawsze wychodząc z kościoła. Aż pewnego dnia żebrak zobaczył na dnie kapelusza nie 20 a marne 5 zł wrzucone przez swojego już wieloletniego sponsora i nie ukrywając złości zapytał  dlaczego tym razem tak mało? Kiedy usłyszał prostą odpowiedź, że jego sponsor właśnie wysłał swojego syna na studia do innego miasta otworzył ze zdumienia oczy i spytał:  – W porządku, ale dlaczego na mój koszt?

 


2 Comments

Ajoanna · 1 marca 2018 o 19:52

Dziękuję za tak uproszczoną, w miarę zrozumiałą, wersję zasad rządzących tak ważnym aspektem naszego życia. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z takim ujęciem tematu. Bardzo mi przypadł do gustu. Brawo! Jestem pod wrażeniem. Na pewno to wykorzystam w swoim życiu.

Beata Herbata · 10 kwietnia 2018 o 21:40

Z dużym zainteresowaniem przeczytałam i sądzę, że jeszcze przeczytam bo Wedy są mi praktycznie obce i potrzebuję oswoić się z przekazem. Brzmi to wszystko bardzo sensownie i może to jest sposób na przyciąganie pieniędzy do siebie. Bo niby człowiek taki oświecony, tyle niby wie, doświadczył, naczytał, a tego psychicznego ubóstwa nie przełamał do końca. Że się nie zasługuje na dobrobyt, nie wierzy w swoje możliwości itp. Wskakuje się na właściwy tor i dobrze się wszystko kręci, a później coś się nagle zacina i przepływ się blokuje. Czyli te myśli błądzą nie tam gdzie trzeba chyba, hmm pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Sukces w życiu

Dźwięk uwalniający umysł – mantra

Żyjemy w czasach, w których niedawne mity i bajki stają się sensacjami z pierwszych stron gazet. Chociaż może jeszcze nie wszystkie  naraz. Większość z nas musi sobie stopniować wrażenia, więc odkrycia, o których dzisiaj opowiem Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Zatańcz w zgodzie z życiem

Jestem bardzo ciekawa, jak reagujesz na naukowy żargon wplątany w teksty o uzdrawianiu życia. Wiele osób dostaje wręcz wysypki na samo używanie pojęcia „kwantowy” w kontekście przywracania natychmiastowej koherencji…no właśnie koherencji. Z tym słówkiem też  się pewnie Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Jak kwantowo obliczyć sukces?

      Czy zdarzyło ci się kiedyś wstać rano, czegoś zapragnąć i to po prostu mieć? Powiedzmy zachciało ci się pysznego śniadanka i spaceru brzegiem pięknego jeziora, a może nawet kąpieli w nim i Czytaj więcej…