Na pewno zdarzyło ci się przynajmniej raz w życiu znaleźć w miejscu, w którym poczułeś się nieswojo. Żeby jednak nie było, że chcę mówić dziś tylko o miejscach, które są nawiedzone zapytam inaczej – czy zdarzyło ci się kiedyś wejść do pomieszczenia, w którym zachciało ci się zrobić coś konkretnego, jak np. odpocząć, pomedytować, albo wykonać coś bardzo niezgodnego z tym, co przed chwilą zamierzałeś zrobić? I czułeś, że to jest silniejsze od ciebie.

W sytuacjach takich jak powyżej ludzie zastanawiają się, czy istnieje możliwość, że to co odczuwają, jest tylko ich wyobrażeniem, czy rzeczywistością i na ile my, istoty duchowe, podlegamy tego typu wpływom zwykłego otoczenia?

Oczywiście, że ulegamy wpływom wyższych sił przyrody, ale też, niestety, wydarzeń i osób o silniejszych możliwościach oddziaływania. Wystarczy pobyć dłuższy czas w bardzo stresogennym otoczeniu, zwyczajnym supermarkecie, lub w przemysłowej dzielnicy miasta pełnej hut i fabryk, żeby odczuć natłok złych emocji, pogorszenie nastroju, przypływ dołujących i irytujących myśli i stopniowo zanurzyć się w otchłani. Z kolei miejsca w naturze, jak np. las, góry, jezioro, czy morze działają pozytywnie stymulująco i nie chodzi w nich tylko o piękny widok i obecność przyrody. Może się bowiem zdarzyć, że nawet w tzw. malowniczym miejscu odbierzemy ciałem bardzo nieprzyjemne sygnały, a przecież piękno otoczenia i obecność zielonych drzew  kojarzy się nam z czymś bardzo dobrym. Generalnie rzecz ujmując każde miejsce w przyrodzie jest w dawnych tekstach o życiu, czyli w ajurwedzie klasyfikowane jako dobry stymulant do odpoczynku, np. las, jezioro, albo dobre do naładowania się energią do wysiłku – jak np. góry. Czyli już tak rzecz ujmując można stwierdzić, że miejsca wywierają na nas pewien subtelny wpływ i jest on niezaprzeczalny, ponieważ sami odczuwamy przypływ energii i dobrego humoru po zwykłym nawet parominutowym spacerze w lesie, czy nad brzegiem jeziora.

Jednak to, o czym chcę dzisiaj powiedzieć to to, że miejsce oprócz wchłaniania energii drzew, wody i odpowiednio ukształtowanego terenu gromadzi również informacje z wydarzeń, które w nim się zadziały. I czasem wysuwają się one na pierwsze miejsce przed tzw. miłe dla oka okoliczności przyrody. Każde miejsce na ziemi notuje wszystko, co działo się w danym miejscu, ale to, czy my odbierzemy je jako miłe lub nie odczujemy ich wcale, zależy od wielu czynników, jak np. kwestii tego, czy miejsce z czasem uległo oczyszczeniu, czy naszego osobistego programu. Jeśli zgromadzony w nas program nie jest zupełnie kompatybilny przykładowo z  miejscem mordu, to nawet wchodząc na teren kaźni możemy nic nie poczuć. Gdyby ktoś teraz próbował na logikę wyjaśnić dlaczego ktoś ma taki a nie inny program to jest to proste do wytłumaczenia jedynie w kontekście czasu, miejsca i okoliczności, oraz prawa przyczyny i skutku – wszystko co rozwija się w naszym polu do zaobserwowania, do odczytania dojrzewa w odpowiednim czasie i miejscu i dopiero wtedy zaczyna rezonować z konsekwencjami naszego wcześniejszego działania i wyborów. Ktoś może działać głupio, okrutnie i jednocześnie świetnie się bawić, aż do momentu, w którym czas miejsce i okoliczności ustawią się tak, że ten sam program okrucieństwa  zarezonuje z nim w odwrotny sposób. Dlatego zdarza się, że osoby, które mieszkają, lub przebywają na terenie byłych miejsc walki, cmentarza, rzeźni czy w pobliżu obozów koncentracyjnych nie odczuwają większych niepokojów. Inna sprawa, że ludzie przywykają do nieszczęść i niepokojów, więc przebywając dłuższy czas w tak niekorzystnych miejscach nie zdają sobie nawet sprawy, jak wyglądałoby ich życie, gdyby przebywali w znacznie pomyślniejszym otoczeniu.

Mam znajomych, którzy twierdzą, że bardzo ich uspokaja przebywanie na cmentarzu i dobrze się tam czują. Czasami pytają mnie dlaczego upieram się, że to nie jest zbyt korzystne miejsce. Cóż, temat jest rozległy jak ocean, ale z grubsza odpowiem tak – cmentarz nigdy nie był miejscem czystym i korzystnym do pozbywania się problemów. Jedyne co pozwala nam tak myśleć i odczuwać to nasz aktualny program jaki przejawia się w naszym odcinku życia i który jest kompatybilny z takiego rodzaju myśleniem i przekonaniem. Rzeczownik cmentarz  wywodzi się z języka greckiego, w którym koimēterion oznaczał ‘miejsce pochówku zmarłych’ (dosłownie „miejsce pochówku snów”od koimēō‘ ” układam do snu” i terēō „ochraniam”). Zdecydowanie jest to więc miejsce, w którym kogoś sen w tym ciele już się zakończył, a przynajmniej powinien. Dobrze wiemy, że bardzo wiele osób, które już dawno powinny ten fakt odnotować dalej ciągnie swój sen w tym wymiarze, w związku z czym może nie rozumieć, że nie należy zaczepiać tych, którzy  się przypadkowo przechadzają po okolicy.   Komu wyświetla się jednak  taki dosyć dobrze uziemiający program o przemijalności tego ciała, ten być może odczuje potrzebę przebywania w tego typu miejscach, ale takie refleksje niekoniecznie trzeba przerabiać wciąż i wciąż od początku, czyli przechodząc przez fazę ziemskiego urealniania. Kwestii zrozumienia swojej duchowości nie trzeba uczyć się odczuwając pociąg do miejsc pochówków.

Zrozumienie duchowe lepiej jest zdobywać w miejscach bardziej pomyślnych, ponieważ one nie tylko, że zabierają od człowieka złe programy karmiczne to jeszcze obdarzają dobrymi. Nie możemy dostać takiej gwarancji na cmentarzu czy w byłym obozie zagłady. Już sama nazwa może wywoływać w tobie nieprzyjemne uczucia, a co dopiero miejsce w konkretnej przestrzeni, w której dawka emocji i rozpaczy wyrażona w chwili umierania niesie ze sobą przerażająco silną energię nieszczęścia. Zawsze mnie dziwiły osoby, które z taką ochotą i wręcz poczuciem obowiązku dobrowolnie pchają się w zwiedzanie tak przesiąkniętym cierpieniem miejsc. Wynika to z ignorowania wiedzy o programowaniu i odnotowywaniu wszystkiego co zrobiliśmy my i co wydarzyło się w poszczególnych miejscach i z głupiego chojractwa, które popycha nas w stronę działania na własną niekorzyść. Bo to, że nasze oczy nie widzą, co kiedyś się gdzieś rozegrało, nie oznacza, że to coś nie istnieje tam nadal w formie subtelnego nagrania. Ponadto to, że inni tam przebywali i nie rzucało nimi po ścianach nie oznacza, że ten program nie wywarł na nich subtelnego, nieuświadomionego wrażenia. Wszystkie te niewidoczne dla zmysłów nagrania są w mniejszym lub większym stopniu nadal odtwarzane i na swój sposób wpływają na dalsze życie osób, które weszły z nimi w kontakt. Jeśli nasz osobisty zapis w dużym stopniu rezonuje z wydarzeniami danego miejsca to odczujemy go nie tylko jako ciarki na ciele, ale odnotujemy duże zmiany w życiu i nie zawsze będą to dobre zmiany.

Właściwie nie chciałam straszyć, ale chyba czasami muszę, ponieważ też spotykam się z tego typu miejscami i w pewnym stopniu sama czuję, jak okoliczności i miejsce zupełnie mnie obezwładniają, jak przytłaczają mnie tak namacalnie, że nie potrafię poradzić sobie w jakimś pomieszczeniu, by już po chwili, po wyjściu z jakiegoś pola odczuć spokój i nabrać przekonania, że teraz mogę coś zrobić. Dlaczego więc dwa metry dalej czułam, że nic nie mogę?

Może nie wiedziałabym jak sobie poradzić z tym tematem, ale jest kilka wskazówek pism jogicznych, które wyraźnie mówią, że kiedy w danym miejscu ktoś długo robił coś dobrego, to staje się ono pomyślne i jest w stanie oddać nam swoją dobrą energię. Niestety dzisiaj napotykamy wiele miejsc, które nie wchłonęły dobrej energii więc nie powinno nas dziwić to, że przebywając w biurze pełnym strachu, rywalizacji i niepokoju, w sklepach, czy nawet we własnym domu, o ile nie zadbamy o jego dobrą aurę (tak często, jak tylko możliwe), to z czasem poczujemy się w nich okropnie i nie będziemy wiedzieć dlaczego. Zanim zadamy sobie pytanie „dlaczego coś mi w danym miejscu nie wychodzi?” i zrzucimy winę na tzw. okoliczności, lepiej weźmy sprawy w swoje ręce i codziennie zadbajmy o lepszą atmosferę, o oczyszczenie miejsca, w którym przebywamy.

Oczywiście będzie nam bardzo trudno pamiętać o tym zawsze, ale myślę, że historia z Mahabharaty, którą opisuje Vyasadewa może nam uzmysłowić, jak bardzo energia miejsca wpływa na nasze życie.

Kiedy Pandawowie, pięciu królewskich braci, przebywali na wygnaniu w lesie przybyli do miejsca, w którym przepływał mały strumyk. Pierwszy z braci Bhima natychmiast przeskoczył niezbyt szerokie koryto rzeki i zawołał pozostałych, żeby poszli za nim. Ale ku zdumieniu wszystkich zaczął wołać resztę w sposób, w jaki nigdy dotąd tego nie robił. Bhima zaczął używać niewybrednych słów i bardzo wulgarnego języka. Zdziwiło to Pandawów, którzy znali Bhimę jako bardzo porządnego i wyrażającego się w miły dla ucha sposób. Na szczęście Judisztira, najstarszy z braci, doskonale orientował się w zawiłościach karmicznych miejsc i natychmiast skojarzył, że to nienaturalne dla Bhimy zachowanie nie pochodzi od niego a wynika z programu miejsca, w które niechcący wszedł. Zaproponował Bhimie przeskoczenie z powrotem na brzeg rzeki, na którym oni stoją i poprosił o wypowiedzenie na próbę paru zdań.

Ku zadowoleniu braci Bhimie wróciła słodka i pozbawiona wulgaryzmów mowa, ale dla upewnienia się Judisztira poprosił go o ponowne przeskoczenie strumienia. Kiedy Bhima ponownie zaczął kląć i wyzywać wszystkich Judisztira już z całym przekonaniem zawołał go z powrotem i stwierdził, że po przetestowaniu zdecydował, aby nie iść w tamtą stronę, bo miejsce jest ewidentnie niesprzyjające.

Ta historia nie jest po to, żeby zyskać wymówki, że robimy coś, lub czegoś nie robimy z powodu miejsca, które nas do czegoś zmusza. To by mogło być cudownym usprawiedliwieniem na wszelkie nasze nieskuteczne działania, ale to nie jest takie proste. Po pierwsze nikt, kto nie ma w sobie programu rezonującego z danym miejscem albo się w nim nie znajdzie, albo to miejsce nie wpłynie znacząco na jego zachowanie. A to, że w jakimś miejscu chce nam się płakać, lub wciąż coś dzieje się nie po naszej myśli może nam tylko pomóc w staniu się bardziej świadomym, jak wiele ukrytych zmiennych, programów nieodnotowywalnych przez nasze zmysły (choć czasami niektóre rzeczy są odczuwalne i stają się widzialne) wchodzi nam w drogę, w nasze aktualne działanie i zmusza do korekty naszych planów.

 

Kategorie: Karma

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Karma

Co da się zmienić?

Czy nie zastanawiasz się czasem, co w naszym życiu nie podlega żadnej zmianie choćbyśmy nie wiem jak bardzo byli przekonani, że jesteśmy panami istnienia? Podpowiem ci szybciutko, że to co się już wydarzyło, a więc Czytaj więcej…

Karma

Zapisane na twarzy

Mówi się, że z twarzy niektórych osób można czytać jak z otwartej księgi. Ale to tylko część prawdy.  Z twarzy wszystkich osób można wyczytać bardzo wiele informacji, które opisują przebieg  życia, stan zdrowia, emocje i Czytaj więcej…

Karma

Quo vadis, człowieku?

Temat karmy budzi dzisiaj wielkie emocje, ponieważ myślimy, że jest to zjawisko, które dotyka nas być może od czasu do czasu. Tymczasem esencją tego prawa jest to, że podlegamy mu cały czas. Każda sekunda naszego Czytaj więcej…