Jakiś czas temu mój osobisty brat postanowił zbudować sobie porządną bibliotekę zdolną pomieścić i utrzymać jego ogromny księgozbiór.

W tym celu zatrudnił stolarza, który z solidnych, dębowych desek miał mu zmontować regały. Pierwszego dnia z rana stolarz rozpoczął wnoszenie ciężkich dech do klatki schodowej i ustawianie ich na półpiętrach. Mój brat, uspokojony dobrą organizacją zajęć poleconego mu fachowca, zupełnie nie zwrócił uwagi, że jakoś nikt przez dłuższy czas nie wnosi tych desek do domu. Pod wieczór, kiedy już zaniepokojony sprawdzał postępy w poczynionych pracach, zrozumiał, że tych postępów nie ma. Stolarza zresztą też. Ale trzeba przyznać, że coś już było, bo na korytarzu od parteru po czwarte piętro kamienicy stały gotowe do montażu piękne dębowe deski. Wydzwanianie do zaginionego majstra kończyło się zawsze głuchym sygnałem, a poszukiwanie go u poinformowanych o jego ewentualnym pobycie osób nie przyniosło żadnego skutku. A deski stały. Można je było wprawdzie wnosić do domu, ale po pierwsze były bardzo ciężkie, po drugie raczej nie stanowiły jeszcze własności brata, który wprawdzie rozważał możliwość targania ich samemu po schodach, ale niby po co? I tak mijały dni, a brat mijał codziennie deski stojące opuszczone na korytarzu.

Po 28 dniach, kiedy już wszyscy mieszkańcy kamienicy zdążyli przywyknąć do arcyciekawego wystroju wnętrz w postaci dech wspierających ściany na całej klatce schodowej, drzwi do mieszkania mojego brata otworzyły się i pan majster, bez zwyczajowego dzień dobry, jak gdyby nigdy nic rozpoczął wnoszenie desek. Rodzinka brata zamarła z wrażenia, bo scena była zbyt surrealistyczna. Wszyscy pochylali się właśnie nad talerzami z zupą pomidorową i widok pogwizdującego przy pracy majstra nie byłby może niczym niezwykłym, gdyby nie fakt, że między porankiem, kiedy zaczął a popołudniem, kiedy skończył wnosić deski do mieszkania minęły nie godziny a miesiąc. Dziwnym zbiegiem okoliczności stolarz w ogóle tego nie zauważył, bo nawet nie czuł potrzeby ponownego witania się, czy jakiegokolwiek usprawiedliwiania. Po prostu zmontował co trzeba i udał się do kolejnej, a może do kolejnych  robót, bo widząc skalę odstępu w jego pracach, przeczuwam, że jest to majster podróżujący w wielu wymiarach. Zapewne wyjaśnienie jego długiej nieobecności może być bardzo banalne. Wielu fachowców po prostu nagle znika i nawet nie zauważa, że są już w innym odcinku nie tylko pracy, ale i czasoprzestrzeni, a wszystko za sprawą odpowiednich trunków. Mój brat nie wierzy w światy równoległe i możliwość zaplanowanych lub nieoczekiwanych przeskoków do innych rzeczywistości, a szkoda. Może gdyby tak przesłuchał na tę okoliczność stolarza, to dowiedziałby się paru fenomenalnych rzeczy…

Tego się już niestety nie dowiem, aczkolwiek lubię takie historie, bo życie, jak to życie, pisze lepsze scenariusze, niż niejeden film z Hollywood. I podczas, gdy naukowcy jak np. profesor Hans Peter Dürr, Hugh Everest, czy John Wheeler, dopiero cichutko i skromniutko  zastanawiają się nad teorią  światów równoległych – to w tym czasie zwykli ludzie pracują już ciężko na etatach w wielu wymiarach.

To jest oczywiście mała, niepotwierdzona niczym historyjka, ale jestem pewna, że wiele osób przeżywa coś bardziej niewytłumaczalnego i bardziej fascynującego, niż zakłada nasza przestrzeń trójwymiarowa. Zastanawiałam się, czy mogę sobie pozwolić na ujawnianie swoich niewytłumaczalnych przeżyć, ale kierując się zdrowym rozsądkiem osoby, która dopiero przedziera się przez gąszcz hejterowskich komentarzy, uznałam, że mi się nie chce. Podałam historyjkę bardziej bezpieczną i może dla potwierdzenia, że jak najbardziej wierzę w wielowymiarowość i możliwość podróży w nieograniczenie wielkiej przestrzeni, podam, że w starożytnych tekstach wedyjskich jest mnóstwo bardzo ciekawych przykładów osób, które potrafiły przemieszczać się na bardzo odległe planety, albo przeżywać życie, które rozgrywało się w jednej sekundzie, ale dla osób z jednej czasoprzestrzeni, bo dla przeżywającego trwało ono  całe długie lata. Pewien król, zwany Rewata wybrał się np. kiedyś bardzo świadomie ze swoją córką na Brahmalokę, jedną z najwyższych planet usytuowanych w naszej widocznej galaktyce, ale choć wrócił po krótkim czasie (załapał się tam tylko na króciutki koncert muzyczny) to po powrocie na naszą planetę zorientował się, że tutaj minęło już miliony lat. Tego typu historie są tak często podawane w wedach, że aż warto się zastanowić, dlaczego sami nie potrafimy przeniknąć przez cienkie warstwy czasu i przejść do innej przestrzeni. Ale może potrafimy, tylko na razie w bardzo niekontrolowany sposób i nawet tego nie zauważamy? Zamiast odnosić korzyść jak król Rewata, który załatwił ważną sprawę wizytując pana Brahmę, harujemy jak wół, a raczej jak stolarz na kilku etatach przenosząc się z jednej pilnej pracy do kolejnej bo nie jesteśmy tych przeskoków świadomi?

Richard Bartlett opisuje bardzo dziwne zjawiska, jakie przydarzyły się np. jego asystentowi, który wpadł kiedyś w dziurę w czasoprzestrzeni i przeżył życie dosyć podobne do tego dotychczas mu znanego, ale z pewnymi wyjątkami. Wiele szczegółów po prostu się nie zgadzało. Po jakimś czasie wszystko wróciło do normy, tzn. dr Mark Dunn wrócił niejako na swoje dotychczasowe tory. Czy ta historia jest tylko zabawna, czy ma poważniejsze implikacje? Zależy jak na nią spojrzeć. Biorąc pod uwagę fakt, że możemy w życiu dokonywać wyborów i świadomie wybrać świat, w którym nie mamy jakiejś dręczącej nas choroby, za to mamy coś, o czym tutaj dopiero marzymy, to teoria wielu światów staje się po prostu bardzo praktyczna. W pewnym sensie już dzisiaj można nauczyć się korzystać z możliwości dostępu do nowych opcji, bo jak to stwierdza Vadim Zeland w nauce transerfingu: my nie tworzymy, my tylko wybieramy, przeskakujemy na inną ścieżkę. Jeśli nie zechcemy zauważyć zmiany, to nawet to inne ześlizgnie się z powrotem do starego, okiełznanego. I zamiast zauważalnego przeskoku w życie, w którym wszystko może być inne, wybieramy ciągle to samo, bo tu czy tam wciąż budujemy regał.

 

 


2 Comments

robertcb · 28 lutego 2018 o 18:33

Ida, znasz jakieś ciekawe książki na ten temat?
Chciałbym o tym pogadać a nie mam z kim 🙁

Ida Smela · 1 marca 2018 o 18:23

wydaje mi się, że najwięcej porozmawiasz sobie z ludźmi, którzy interesują się transerfingiem. Dołącz do grupy transerfing psychologiczny, bo tam znajdziesz całe grono osób, którym temat jest bardzo bliski. Co do mnie to przeszukuję w tym celu stare jak świat pisma wedyjskie, jak np. Śrimad Bhagavatam i tam znajduje perełki tej wiedzy. Niekoniecznie jednak każdego może interesować tego typu spojrzenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Umysł

Głową w dół

Moje dzieci, skądinąd dorosłe, słyszą nietoperze. Netopyrki, po czesku. Czeski jest fajniejszy od łaciny, dlatego podaję po czesku. Podobno słychać je już tuż po zmierzchu i tam gdzie mieszkam lata ich całkiem sporo, bynajmniej nie Czytaj więcej…

Umysł

Nie wszystko naraz

Dzisiaj będzie o jedzeniu i transie. Albo o transie i o jedzeniu przy okazji. O hipnozie pisałam już jakiś czas temu więc, żeby się przekonać, że w transie jesteśmy prawie cały czas, sprawdź, czym jest Czytaj więcej…

Umysł

Jak rozmawiać z podświadomością? Zabawy część druga

Jak wychodzi zabawa w ujawnianie ukrytych sił sterująch twoim życiowym statkiem, a którą zaproponowałam ci tutaj  http://kwantowyzapis.pl/2017/06/08/wywiad-z-podswiadomoscia/ wczoraj? Jeśli się w nią jeszcze nie pobawiłeś, to zawsze możesz do tego wpisu wrócić, ale teraz koniecznie Czytaj więcej…