Kiedy czytasz ten tekst to pewnie zauważasz, że literki  zajmują w nim znacznie mniej miejsca, niż tło wokół nich. Rozejrzyj się po pomieszczeniu, w którym jesteś i sprawdź, jak dużo miejsca zajmują rzeczy np. meble, komputer, kwiaty, telewizor  i wszystko to, co jesteś w stanie spostrzec.  Aby te rzeczy mogły  zaistnieć potrzebna jest przestrzeń, będąca dla nich tłem. Właściwie przestrzeni musi być więcej niż rzeczy, bo inaczej by się nie pomieściły. A chociaż rzeczy w jakimś momencie z niej znikną, przestrzeń, którą teraz zajmują, jest stała niezmienna i zawsze obecna. Pobawmy się dalej. Czy słyszysz w twoim otoczeniu dźwięki? To może być muzyka, śpiew ptaków, szum przejeżdżających samochodów, odgłosy rozmów itp. I znowu nie może ujść twojej uwadze fakt, choć zwykle uchodzi, że tłem dla jakichkolwiek dźwięków jest po prostu cisza. Gdyby nie istniała, nie bylibyśmy w stanie wyróżniać dźwięków. Oznacza to, że cisza trwa, a dźwięki pojawiają się w niej tylko na chwilę.

Gdybyśmy chcieli zgłębić ten temat tła i jego zawartości, to odkrylibyśmy coś niewiarygodnie prostego i jednocześnie zupełnie niedostrzegalnego – że nasze życie jest stworzone przez rzeczy, dźwięki, ruch, myśli, doświadczenie bólu i cierpienia (bo radości jakoś nie dostrzegamy) –  a wszystko to dzieje się w cichej, niezmiennej, nieporuszonej  i spokojnej, pozbawionej doświadczeń bólu, za to pogrążonej w wiecznej radości naszej świadomości. Nie chcę cię tu straszyć jakimś wielkim oświeceniem, ale właśnie stoisz na jego progu, jeśli tylko zdasz sobie sprawę z tego, że wszystko to, czym tak  gorliwie starasz się wypełnić zawartość swojego życia, jest i tak tylko bardzo niewielką, wręcz maciupeńką częścią tła, w którym one się mieszczą. W tym modelu postrzegania świata zauważysz, że twoje ciało, przekonania, osądy, opór i negatywne emocje są po stronie zawartości życia, czyli są literami, które widzisz na kartce. W takim razie co może stanowić dla nich tło jeśli nie ich odwrotność? Konsekwencje takiego wglądu w rzeczywistość są ogromne – dopóki jesteś świadomy tła, swojej świadomości, nie musisz cierpieć nawet wtedy, kiedy twoje ciało odczuwa dyskomfort, lub jest niezdrowe. Większość cierpienia wynika z myślenia o problemach, o tych bazgrołach wypisanych na czystej kartce. Kiedy więc przestaniesz rozmyślać o swoim schorzeniu, cierpienie w naturalny sposób się zmniejszy. Co więcej, ponieważ odczuwasz to na czym się koncentrujesz, to jeśli skupisz uwagę na swojej świadomości, która jest nieskończenie wielkim tłem dla niewielkiego fragmentu twojej rzeczywistości, doświadczysz większego spokoju.

Nasze myśli i przekonania są tylko niewielką zawartością ogromnej przestrzeni świadomości. Są jak literki, które zajmują malutki fragment kartki. Choćbyśmy nie wiem ile literek chcieli wyłuskać z nieskończonej przestrzeni, to i tak dysponujemy tylko okrojoną wersją rzeczywistości. Każdy z nas ma swój własny zestaw myśli i osądów, które są całkowicie prawdziwe, a jednak sprzeczne z innym, również prawdziwym zestawem myśli. A to dlatego, że nigdy nie będą one kompletną całością. Całość zna nasza świadomość i nie ma co się jej bać, bo to my w pełni. Podobnież rządzi nasza podświadomość, ale mam lepszą wiadomość – świadomość dopuszczona do sterów zrobi to lepiej. W końcu kto ma dostęp do całości obrazu?

Świadomość jest całym tłem naszego życia i robi co może, żeby ją zauważyć. Niestety podświadomość twierdzi, że będziemy nikim, jeśli pozbędziemy się dźwiganych w niej  pamiątek. Ona jest pewna, że wszystkie zachowane w niej obrazy stanowią naszą tożsamość. Z punktu widzenia świadomości nasze marzenia, przekonania i decyzje często nie są nasze i wypadałoby się im przyjrzeć z jej perspektywy, bo tylko ona wie, co od kogo kupiliśmy i czy działamy zgodnie z własnym planem. Ba, tylko jak?

Wchodzenie ile się da w pole serca, zawieszanie rozgadanego umysłu, kwestionowanie swoich myśli i zadawanie otwartych pytań odnośnie wszelkich przekonań to tylko kilka z pomysłów na odinstalowanie umysłu i przeskoczenie na tryb działania świadomości. Chodzi o to, żeby wpuścić siebie (tego SIEBIE z dużej litery) do siebie, czyli zauważenie całego tła naszego życia, bo tylko ono jest w stanie podać nam końcówkę każdej naszej ograniczonej, bo wyrwanej z kontekstu, myśli.

Jednym ze sposobów na zauważenie siebie i swojej świadomości jest zwykłe kwestionowanie wszystkiego, co podrzuca nam nasz umysł. On to robi automatycznie i na to się wszyscy skarżymy. Często narzekamy, jakie to straszne, że takie coś nami rządzi, a my może byśmy już chcieli inaczej. Ale czy na pewno chcemy inaczej to może się okazać dopiero wtedy, gdy zaczniemy te podsuwane nam myśli kwestionować. Jest wiele pytań, które nas upełnomocniają i zostawiają w otwartości. Jednym z takich pytań jest proste  „Czy to prawda?” albo „Czy to jest absolutna prawda?” i spróbuj pobawić się tak z każdą myślą, jaką masz odnośnie wszystkiego, co akurat  podrzuci ci umysł.

Byron Katie, która jest twórcą tej wspaniałej, kwestionującej świętość naszych przekonań metody, podaje nam mnóstwo ciekawych podpowiedzi, jak dostać się z umysłu do świadomej obecności.

Podam jeden z przykładowych dialogów, jakie Byron Katie prowadziła z jedną z kobiet, która przyszła z całą listą oskarżeń wobec swojego męża. To jest zapis fragmentu rozmowy z filmiku pt.”Operacja na otwartym sercu. Związki międzyludzkie”.

Klientka – Potrzebuję, aby mój partner otworzył swoje serce.

Byron – Potrzebujesz, aby on otworzył serce. Czy to prawda? Jak reagujesz, kiedy ta myśl się pojawia, a on nie otwiera serca?

K – Zamykam swoje, denerwuję się i czuję, że to błąd tkwić w tym związku, i że on nie jest dla mnie wystarczająco dobry.

B – A więc emocjonalnie opuszczasz ten związek? I wtedy co robisz? Czy odkładasz kubek z kawą odrobinę za głośno?

K – Robię smutne spojrzenie.

B – O, to jest niezłe. W końcu chcemy mieć udany związek. Podajcie jakiś niestresujący powód, aby wierzyć, że ktokolwiek na tej planecie powinien otworzyć swoje serce. Za kogo się uważacie mówiąc, że ktoś powinien otworzyć serce? Moje jest trochę zamknięte, ale ty powinieneś otworzyć swoje. Moje serce się otworzy dopiero jak ty otworzysz swoje, ale ty pierwszy. A więc cała planeta czeka, aby ktoś zrobił to pierwszy.

Pewnego dnia pomyślałam, że  może zacznę od siebie i przestanę czekać  w tych wszystkich związkach z mężem, dziećmi. Co by było, gdyby na tej planecie nikt nie wierzył myśli, że ktoś inny powinien otworzyć serce? Kim byłabyś bez tego przekonania?

K – Myślę, że mogłabym zobaczyć naprawdę, kogo mam przed sobą.

B – „On powinien otworzyć swoje serce” – odwróć to!

K – Ja powinnam otworzyć swoje serce.

B – Zobacz, dla kogo on teraz może otworzyć swoje serce, patrząc na ciebie z otwartym sercem. A jeżeli wasze serca są otwarte, czy obchodzi nas w ogóle to, jak czyjeś serca są otwarte?

Do dalszej części terapii zapraszam już na youtube’a. Mnie osobiście kwestionowanie i odwracanie każdej myśli, której się kiedyś uczepiłam dało dużo rozluźnienia. To uczucie ulgi, jaką odczuwamy w takiej kochającej komunikacji może sprawić, że osoba, z którą rozmawiamy zrozumie siebie. Ale najważniejsze, że my zaczynamy dostrzegać prawdziwego siebie. Jeśli jesteśmy świadomymi słuchaczami nie wywołujemy wojny.

Tego typu techniki pozwalają nam wpuścić więcej przestrzeni do siebie, rozwiać naszą pewność co do prawdziwości naszych poglądów i otworzyć na zobaczenie tła, na którym te myśli powstały. A z perspektywy większej od umysłu świadomości wszystko wydaje się być proste i nieskomplikowane. Nawet największe problemy oglądane w jej obecności i przy jej udziale stają się rozwiązaniem. Żeby uchwycić różnicę pomiędzy możliwościami podświadomości i naszej prawdziwej jaźni odpowiedz sobie na pytanie: „Co jest cięższe – kilogram pierza, czy kilogram betonu?”

Powiesz pewnie, że przecież to tyle samo. Tu jest kilogram i tu jest kilogram. Różnica jest jednak w gęstości.

W momencie gdy siebie nie widzimy, gdy nie dostrzegamy tła jako takiego, potrzebujemy mocnych kontrastów. Żeby dostrzec swoje myśli podświadomość dostarcza je nam  w zewnętrznej rzeczywistości. A jeśli dalej ich sobie nie uświadamiamy to formy te muszą stać się dla nas bardzo wyraźne i mocno zagęszczone, żebyśmy byli w stanie je rozróżnić od tła. Jednym słowem stwarzamy sobie mocny kontrast, czyli odlewamy betonowe bloczki. A jak już taki beton jeden i drugi stanie nam na drodze to zastanawiamy się, jak w ogóle możemy go teraz zlikwidować. Świadomość potrafi  rozrzedzić najgęstszy beton i choć wydaje się, że kilogram czegoś pozostał, to jednak zostaje on zmieniony. Nawet, jeśli mamy oberwać w głowę jakimś kilogramem, to po dotknięciu go przez świadomość nie będzie to kilo betonu, ale kilogram pierza.

Kiedy ktoś bije cię po plecach, albo je masuje, to siła nacisku, choć bardzo podobna, może wywołać uczucie przyjemnego, rozluźniającego bólu, albo ogromny dyskomfort. Odczuwanie przyjemności i bólu zależy w dużej mierze od kontekstu. Dopuszczenie świadomości do wymasowania naszych bolących obszarów życia oznacza, że sytuacje, które byłyby zwykłym bólem, zamieniają się w pewien rodzaj masażu. Akceptowanie tej formy bólu zamienia coś przykrego w pewien rodzaj miłego doświadczenia, bo przecież masaż jest ostatecznie dosyć przyjemny.

Zamiast więc doszukiwać się w każdej myśli betonowej przeszkody można zrobić sobie mentalny masaż i dzięki czułym rączkom naszej świadomości zakwestionować je i patrzeć  z podekscytowaniem na malejący ból. A to wymaga zaprzestania oczekiwania, aż inni zaczną się zachowywać tak jakbyśmy chcieli. Przecież my też nie chcemy zachowywać się pod czyjeś dyktando. Mamy wiele list zapełnionych osądami, jak wiele rzeczy jest nie w porządku u innych.  I czekamy, aż ci inni to zmienią.  Czekamy, aż inni przestaną być niezgodni z naszymi wymaganiami.

Gdyby inni umieli zachować się lepiej to by to zrobili, czyż nie? Sobie na pewno dajemy to prawo. Widziałam kiedyś dowcip, w którym psychoanalityk pyta leżącą na kanapie pacjentkę: „A próbowała już pani nie być głupia?”

Rzeczywistość, nasza prawdziwa tożsamość, czyli świadomość jest dobra i nic na to nie poradzimy. Każda myśl, która temu zaprzecza, wszystkie te literki, które próbujemy widzieć jako jedyną obecną rzeczywistość, są jej zaprzeczeniem i wywołują w nas konflikt. Ten konflikt wyświetla się wciąż przed naszymi oczami i za każdym razem, gdy czujemy, że to, co słyszymy lub widzimy wzbudza w nas stres pamiętajmy, że jest to tylko dzwoneczek, który dzwoni i mówi: „ Kochanie czas na masaż! Czas zakwestionować  przekonanie na temat świata, bo to świat ma rację.”

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Sukces w życiu

Przyszłość może nam nie pasować

Co czujesz, gdy zadajesz sobie pytanie dotyczące czegoś w przyszłości? Żeby się przekonać, że w ogóle coś czujesz przerwij na chwilę czytanie tekstu i zadaj sobie pytanie o cokolwiek np. „Czy dostanę tę pracę?” „Czy Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Złoty wiek – czy jesteśmy na niego gotowi?

Ostatnimi czasy rośnie zainteresowanie duchowością, a przynajmniej aspektem naszych duchowych możliwości kreacji. Coraz więcej osób przekonuje się, że na poziom naszego życia, zadowolenia, zdrowia i stan konta wpływa coś tak niewidzialnego jak świadomość i zdaje Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Wyjście z głowy – lepszy sposób na spełnienie pragnień

Nadchodzi jesień i zanim przyjdzie ci ochota wyłożyć się do łóżka z powodu przeziębienia, które cię dopadło, przeczytaj ten tekst, bo może tym razem znajdziesz lepszy sposób na wyzwolenie się z niechcianych chorób. Zacznę od Czytaj więcej…