Kilka osób zadało mi pytanie, czym niby różni się uzdrawianie kwantowe od każdej innej terapii alternatywnej. Niektóre z nich sugerują, że chyba tylko nazwą.

Pod określeniem „kwantowe” chodzi o coś więcej niż uleczenie bolących pleców, relacji rodzinnych, czy problemów finansowych. Gdyby terapie tego typu naprawiały tylko konkretne schorzenia czy sytuacje to moglibyśmy śmiało mówić, że wróciliśmy z wizyty u masażysty, psychologa lub doradcy finansowego. Wiemy jednak, że w wypadku kwantowych terapii zachodzi zjawisko niewytłumaczalnej, skomasowanej interwencji czegoś, co w niezamierzony przez nas zupełnie sposób zmienia kolejność punktów w planie naszego całkowitego uzdrowienia.

Gdybym najprościej miała określić, czym wyróżnia się podejście kwantowe to ujęłabym to w zwrocie „puszczenia kontroli” i błyskawicznej rekonfiguracji całości zdarzeń, nie tylko dotyczących elementu, z którym wydawało nam się, że mamy problem. Puszczenie kontroli dotyczy tutaj nawet tego, co według nas ma zostać uleczone. Bo według nas problemem jest np. skrzywienie w biodrze, podczas gdy po terapii tracimy pracę i w niewytłumaczalny sposób dostajemy możliwość zatrudnienia w innej. Co naprawdę zadziało się w tej sytuacji?

Prawdopodobnie osoba ta nie znosiła swojej pracy, ale też nie widziała możliwości jej zmiany. Z jakiegoś powodu trzymała się kurczowo tej znienawidzonej sytuacji, a będąc ciągle w negatywnych emocjach i ciągle się poganiając, zwyczajnie skręciła sobie kostkę u nogi. Czując ból w stopie zaczęła inaczej chodzić. Na początku wydawało jej się, że kontroluje swoje chodzenie, ale później proces ten stał się zautomatyzowany. Po jakimś czasie cała postawa ciała tej osoby dostosowała się do wyjątkowych okoliczności, kręgi w kręgosłupie uległy przesunięciu i utykanie stało się mniej uciążliwe. Kostka u nogi przestała już boleć, ale minimalne przesunięcie biodra, wzmocnione kilkutygodniowym raportem, utrwaliło się. Z czasem ta nienaturalna postawa ciała stała się już normą, ale niestety niezbyt dobrą dla kręgosłupa.

I kto jest na tyle uczciwy wobec siebie, że zobaczy wyraźnie każde najdrobniejsze powiązanie swoich kłopotów? Skąd mamy wiedzieć, że przyczyną bólu biodra jest skręcenie kostki u nogi sprzed roku? Co wspólnego mają ze sobą zwichnięcie kostki i strach przed zmianą?

Jak załatwiamy swoje problemy działając w klasyczny sposób? Gdy chcemy jakiejś pomocy, to szukamy jej na dolegliwość, która wydaje nam się być tą dominującą na liście naszych potrzeb. W tym przypadku może to być biodro.  W tym celu udajemy się do specjalisty od bioder. I to właśnie ten odcinek naszego życia zostaje ewentualnie naprawiony.

Kwantowa terapia załatwia najpierw biodro, a później rozprawia się z ukrytymi dla naszym oczu niezałatwionymi sprawami. A wszystko po to, żeby nie doszło do nawrotu choroby. Najpierw więc ustawia się nasze skrzywienie, a potem zwalniają nas z pracy, tylko po to, żebyśmy nabrali odwagi i motywacji do kolejnej zmiany. Albo wszystko dzieje się w zupełnie innej kolejności, czyli najpierw tracimy pracę, żeby znaleźć w sobie odwagę i bramę do wszelkich zmian. Biodro ostatecznie też się samo naprawia.

Zwykle zmiatamy pod dywan wszelkie sygnały wzywające nas do odwrotu, bo to coś, choć niewygodne, wydaje się nas przerastać. Jeśli traktujemy siebie jako istotę ograniczoną tylko do ciała, to wiele drobnych, z pozoru błahych spraw, które przerastają naszą zdefiniowaną fizyczność, zaczyna się kumulować. Te odłożone na bok, nierozwiązane problemy zbierają się jako fala jakichś bliżej nienazwanych energii utykają w cichym zakątku zamkniętego na przepływ ciała. Z dnia na dzień zaczynamy się czuć coraz gorzej, aż w końcu chorujemy już na poważnie. Chodzimy po specjalistach od oka, od ręki i od wątroby. Jeden, w porę nieruszony problem, kiełkuje w kilku problematycznych obszarach. Żeby tylko w tych dotyczących zdrowia. Nam się jeszcze nie chce chodzić do pracy i tracimy możliwość odczuwania zwykłej satysfakcji z robienia czegokolwiek. Czujemy się rozgoryczenie i wypaleni. I co robimy z tak absolutnie dołującą rzeczywistością? Firmy np. zatrudniają czarodzieja od motywacji. Nie idzie ci sprzedaż? To my ci pokażemy, jak się nakręcić. Wyślemy cię na szkolenia sprzedaży, obozy integrujące z zespołem, a odłączające od rodziny. Wszystko po to, żebyś poczuł, jak motywujące do życia są korzenie zapuszczone w firmie, a nie te w domu.  Rodzina, kapcie, ogródek…to wszystko przeżytek i więzienie dla twoich marzeń. My nauczymy cię rozmachu w myśleniu o sukcesie i fortunie, który pozwoli ci zakupić jacht i trzy mercedesy. Co z tego, że wcześniej nie tak to widziałeś. Widać za bardzo się ograniczałeś. Magia prawa przyciągania polega na wielkich marzeniach, a nie na drobnicy.

No i co się dzieje z osobą, która w pogoni za jachtem traci rodzinę i zdrowie ale pomocy szuka u specjalistów od kwantów? Otóż ona idzie tam z listą rzeczy do naprawienia. Zwykle ujmuje swój problem w sposób bardzo precyzyjny, czyli np. jako problem „pieniądza”. Ale ona pod hasłem „pieniądze” ma milion linków. Każdy z nich prowadzi ją do obszarów, które wiodą na bezkresnych wód oceany, jakby to ujął nasz wieszcz. Ostatecznie, gdyby sprawę ująć prosto, ten jacht nigdy jej nie był potrzebny, ale po siódmym zebraniu motywacyjnym uwierzyła w swoją moc przyciągania.

Tymczasem terapia kwantowa burzy całą zewnętrzną strukturę rzekomo twoich motywacji i pragnień. Zabiera się do naprawiania przyczyny twoich chorób i niepowodzeń, dając w zamian nie to, co napisałeś w punktach, a to, co jest ci teraz najbardziej potrzebne. Ostatecznie możesz dostać ten swój jacht, jeśli po oczyszczeniu ścieżki dalej będzie to twoim pragnieniem, ale często okazuje się, że w pogoni tracimy życiowy węch i niuchamy nieswoje cele. Poddanie się kwantowej magii jest w pewnym sensie dość niebezpieczne. Ten  proces toczy się w sposób wysoce niekontrolowany. Przede wszystkim dąży on do rozwiązania pierwotnego problemu, a nie tego, który wydaje się być tym naglącym.

Wracając do przykładu z nielubianą pracą – zróbmy założenie, że dotyczy on ciebie. Powiedzmy, że utknąłeś w znienawidzonym miejscu, z powodu którego twoje ciało, a nawet inne obszary życia powiedziały ci głośne: Stop! W celu wyjścia z impasu wydałeś już fortunę na lekarzy, książki, szkolenia i ostatecznie stanąłeś oko w oko z czymś, co nosi modną nazwę: kwantowy. Jedyne, co tu jest od ciebie wymagane to zaniechanie wszelkiej kontroli.

– Ale że jak? – pytasz – Że niby mam się nie zastanawiać, jak dostanę awans?

Nie mój drogi! Tu spodziewaj się większych niespodzianek. Tu nie idziesz do rejestracji po numerek do konkretnego lekarza. Tu udajesz się do nieznanej przestrzeni, w której nie widać żadnych drzwi. Ale one się wkrótce znajdą.

Po zabiegu kwantowym, czyli po porzuceniu lejców kontroli karuzela zdarzeń zaczyna się kręcić. Zamiast podwyżki dostajesz obniżkę pensji, co szef tłumaczy redukcją kosztów.

Co poszło nie tak? Wszystko poszło bardzo na tak, ale nikt nie obiecał, że będzie zgodnie z twoim planem.

Zanim ci wytłumaczę, na czym polega nieprzewidywalność kwantowej terapii, opowiem ci historię.

Był sobie jednonogi szewc, który miał dość przezywania go przez dzieci „kuternogą”. Większość ludzi próbowałaby postraszyć dzieci rodzicami, policją, albo groźnym psem. Inni obiecaliby nagrodę za zostawienie ich w spokoju. Nasz szewc zaproponował dzieciom po pięć złotych za to, że będą krzyczały „kuternoga” najgłośniej jak potrafią. Dzieciom bardzo się to zadanie spodobało i podjęły się go z zapałem. Dotąd robiły to dla przyjemności, a teraz dostaną jeszcze pięć złotych.

Nazajutrz szewc powiedział, że nie ma wystarczających ilości pieniędzy, ale może im dać za okrzyki po złotówce. Dzieci krzyczały już z mniejszym entuzjazmem. Następnego dnia szewc zaproponował im po pięćdziesiąt groszy. Dzieci orzekły, że to za mało, aby zdzierać sobie gardła i poszukały sobie innej zabawy.

A przecież wcześniej darły się za darmo! Co tutaj zaszło?

Działanie dzieci oparte dotąd na motywacji wewnętrznej (bo to fajnie tak kogoś wyśmiać) zaczęło być motywowane zewnętrznie (bo się opłaca). Teraz dzieci poczuły, że robią to za pieniądze, a kiedy to wzmocnienie zmalało, motywacja zanikła. Nie lubisz już swojej pracy? To czemu liczysz właśnie w niej na awans i na podwyżkę? Bo nie wyobrażasz sobie, że w takim kryzysie i z takimi kwalifikacjami mógłbyś dostać coś innego?

Widzisz, to jest właśnie ten punkt, który wyróżnia terapie kwantową od wszystkich innych, że ona sobie to wyobraża. Ona, czyli ta niedostrzegalna przez ciebie przestrzeń wszystkich możliwych wariantów łączy w ułamku sekundy wszystkie nazwane i niewyrażone przez ciebie problemy i robi natychmiastowe obliczenia, które przeorganizowują całą przestrzeń. Ona widzi coś, co dla ciebie jest w ogóle niedostrzegalne i już to dla ciebie taszczy, ale gdybyś pozostał w starym układzie odniesień, nigdy byś tego nie zauważył. Twój szloch i zmęczenie przesłaniają ci za bardzo widoczność. Tak bardzo, że wydaje ci się, że lubisz zajmować się darciem gardła. No więc ona ci tę przyjemność osłabi.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak wysoce niekonstruktywne, nierozwojowe i często już nielubiane przez nas zajęcia kontynuujemy z tzw. rozpędu, bezrefleksyjnie i tylko dlatego, że strach ogranicza nam pole widzenia. Czasami nawet i znaleźlibyśmy jakąś alternatywę, ale przecież my myślimy, że jedyną sprawiającą nam satysfakcję czynność jest robienie czegoś, co nam wcale nie służy. I za nic nie damy się tej jedynej nas utrzymującej przy życiu czynności pozbawić.

W zwykłym, klasycznym ujęciu tak zagmatwany, jak chaotycznie ustawiona kostka Rubika przypadek, musiałby być naprawiany przez kilku niezależnych specjalistów, ponieważ w naszym społeczeństwie mamy niezwykle wyspecjalizowanych pomagaczy – każdy jest od innej ścianki tej kostki. Jeden jest od strony czerwonej, drugi od żółtej i na dodatek tylko od kafelka A5 I A9, bo od reszty jest już ktoś inny. Specjalizacje w pewnym sensie nie są złe, ale kiedy sprawy podziału zadań idą już tak daleko, że każdy zawodnik w turnieju dostaje już nie po kostce, ale po jej kawałku, to czas na wkroczenie terapii, która ten trend dzielenia odwróci.

Tym właśnie różni się ta terapia od klasycznej interwencji. Zwracając się do kwantowej magii musisz liczyć się z tym, że przed nią nic nie ukryjesz. Jest gorzej niż w konfesjonale. Tu nie liczy się twoje słowo, bo informacje sięgają głębiej. Twoja prośba o pieniądze została dobrze odczytana i pierwsze, co te energie ci zrobią, to wyrwą spod nóg dywanik. Potraktuj to jak życzliwy gest, bo taki on jest w swej istocie. W ten sposób zostajesz natychmiast wprowadzony w tryb „czuwania”, który to tryb ułatwi ci dojrzenie nowych opcji na horyzoncie.

Bawiłeś się kiedyś kostką Rubika? Wiesz, że rzecz nie polega wcale na tym, żeby ustawić po kolei każdą ściankę? Proces ustawiania jej zaburzonego układu do uporządkowanego nie przebiega nigdy według wzorca linearnego. Kostka nie jest linią, tylko złożonym systemem przestrzennym, który wymaga zupełnie innego rodzaju przetasowania jej elementów składowych. W naszym społeczeństwie podzieliliśmy życie na tak małe części, że straciliśmy już wizję większej całości. Stąd kłótnie i rozżalenia na innych, że są przeszkadzaczami na naszym podwórku, podczas gdy każdy z nas stara się czyścić kafelek, w którym się wyspecjalizował. I stąd pretensje i utyskiwania na tych, którzy zrobili naszym zdaniem nie to, co trzeba. Idź do jednego mechanika samochodowego, a potem do drugiego to uchwycisz motyw przewodni dzisiejszych czasów. W pozornym pytaniu: „Kto panu to wcześniej robił?” nie kryje się życzliwa ciekawość, ale pretensja o to,  że poprzednik wszystko zepsuł. Bo my oczywiście robimy wszystko dobrze, to ten drugi jest niewykwalifikowany. Życie jest jeszcze bardziej złożone niż najbardziej skomplikowana kostka Rubika i naprawa jednego segmentu często nie współgra z poprawą innego obszaru.

Chodząc do fryzjera od lewej strony głowy i kosmetyczki od manicure palców dłoni, ale tylko wskazujących i kciuków, skazujemy się na coraz większą frustrację i chaos. A do tego to wszystko dzisiaj zmierza. Jeśli czytałeś mój krótki przegląd sił natury, to wiesz, że tak działa siła pasji. Kawałkuje nam rzeczywistość coraz bardziej i bardziej tak, że już nic nie czuje się w związku z czymkolwiek. I co z tego, że pójdziesz do terapeuty, który naprawi ci oko, skoro błąd powróci w kolanie? Nie neguję pracy poszczególnych specjalistów, bo w tym procesie nie chodzi o utyskiwanie. Chodzi o to, że na dzisiejszym etapie trudno nam docenić moc terapii kwantowych, które kompletnie przeorganizowują nam przestrzeń. Wygląda to na duży chaos, ale tak właśnie się dzieje, kiedy w życie wkraczają nowe porządki.

Istnieje duża różnica pomiędzy rozwiązaniami klasycznymi, należącymi tylko do intelektu, czyli mocno ograniczonych możliwości, a tymi, leżącymi w polu serca, czyli praktycznie nieograniczonymi i łączącymi wszystko ze wszystkim. Jest jednak jeden, absolutnie konieczny warunek, żeby móc z niego korzystać – przestać czepiać się starych, walących się struktur i narzekać, jak wszystko się strasznie rozpada. No, rozpada się i co? Jak chcesz zbudować pałac, kiedy pod spodem są piaski? Trzeba najpierw postarać się o solidne fundamenty, a nie zbudujesz ich robiąc podkop pod swoją chatkę. Jeśli rzeczywistość zdaje się burzyć, to znaczy, że powstaje miejsce na nowe – i albo pazurami uczepisz się ruin, albo spokojnie powitasz nowe.

Zaufanie temu, że wysłanie sygnału do pola wszelkich możliwości zostało przyjęte do realizacji wymaga jednocześnie przyjęcia z otwartymi ramionami wszelkich rekonfigurujących się wokół nas okoliczności. Nawet, jeśli nie są tymi, które mieliśmy na liście. W kwantowym ustawieniu nowego kursu zmiany idą na pewno w dobrym kierunku, chociaż czasami na początku wydaje się, że droga do celu wiedzie nas nieprzewidzianym szlakiem. Wbrew pozorom zaufanie polu serca wcale nie jest dla nas aż takie proste i niejeden zabieg zmierzający już do sukcesu został po prostu skasowany, bo wydawało się, że wywołał nie takie zmiany o jakie nam chodziło. Prosty przekaz wysłany w pole serca wymaga wiary i oddania się w ręce niezwykłych zdarzeń, które ostatecznie zaprowadzą nas do wymarzonego punktu. Każde zwątpienie i narzekanie na okoliczności jest nałożeniem programu niewiary na intencję wysłaną wcześniej. Narzekając i ściskając w umyśle idealny według nas plan, musimy pogodzić się z tym, że przegapimy pomoc, o którą prosiliśmy. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak często gubimy sygnał naprowadzający nas na właściwy tor. Zachowujemy się jak rozbitek, który siedząc na tratwie pośrodku oceanu  spotyka statek i dostaje możliwość ratunku, ale nie przyjmuje rzucanej mu przez marynarzy liny, kiedy dowiaduje się, że statek płynie do Tarify w Hiszpanii, co jest mu bardzo nie po drodze i niezgodnie z pierwotnym planem.

Pole wszelkich możliwości potrafi połączyć nieskończoną liczbę wydarzeń w czasoprzestrzeni po to, aby stworzyć zamierzony rezultat. Ale kiedy się przywiązujemy, wówczas zamykamy intencję w ciasnym pudełku upartego umysłu i tracimy szanse korzystania z płynności i plastyczności pola. Rozumiejąc to przyspieszamy cały proces i nie czujemy się zmuszani do forsowania rozwiązań. Wtedy zdarza się coś, co zupełnie pomija nasze uwarunkowane intelektualnie i środowiskowo założenia i wyłania z pola coś, na co byśmy nigdy się nie natknęli podążając śladem wspomnień świadomego umysłu. To może być chociażby natychmiastowe uzdrowienie biodra, które nie mieści się w koncepcji pola tak a nie inaczej rozumującego obecnie intelektu.

 

 


2 Comments

Bartosz · 10 sierpnia 2017 o 17:16

Jakiego specjalistę od terapii kwantowej Pani poleca? Pozdrawiam serdecznie

    Ida Smela · 10 sierpnia 2017 o 18:27

    Podejrzewam, że nie dam dobrej odpowiedzi. Na rynku jest już tylu ludzi, którzy się tego nauczyli i istnieje możliwość, że niejeden z tych uczniów przerósł już mistrza. Bo w tej terapii mistrzostwo nie polega na zdobyciu 2,3, czy pięciu certyfikatów tylko na uchwyceniu tego czegoś. Bardzo znana jest Anna Kubica, albo Katarzyna Świstelnicka, ale nie twierdzę, że to jedyne skuteczne w tym osoby. Mniej rozreklamowani też mogą być bardzo dobrzy, a nawet lepsi. Po prostu mniej naciskają na merketing. Osobiście też to robię, ale nie reklamuję się, bo na razie nie chcę z tym wychodzić na rynek. Widzę, że na rynku są jeszcze Paweł Łyszczyk, Michał Jan Bagiński i proszę się im przyjrzeć, a nóż coś zaiskrzy.Ostatecznie w tym wszystkim chodzi o to, żeby zaskoczyć to samemu i wprowadzić to pełną parą w życie. Kwantowe terapie są tak niezwykłe, że nie pozwalają za długo się uwieszać na kimś tylko zmuszają do autoterapii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Sukces w życiu

Pani Maja i pan Matrix

Podobno Jezus mówił, by tym, którzy cię uderzyli nadstawiać drugi policzek, ale może to tylko błąd w przekładzie? Nie będę robić kazania z biblii, bo wolę przytaczać mniej popularne u nas książki, ale cytat z Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Szacunek – szansa na oszacowanie zagubionego siebie

Oj jak my nie lubimy tego słowa „szacunek”. A już uczucie, jakie się nam z tym wiąże jest odpychające. Kojarzy nam się z leżeniem przed kimś plackiem, albo z postawą na kolanach. A my nie Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Jak wejść na poziom manifestacji?

W metodach kwantowych wszyscy mówią o polu serca, bez którego się nic nie zadzieje, ale niekoniecznie każdy umie wyjaśnić, jak w to pole wejść. To, że możemy tam zjechać windą wydaje się zbyt techniczne i Czytaj więcej…