Postanowiłam przywrócić wpis o kwasie mlekowym sprzed paru miesięcy. Uważam, że właśnie teraz przyszedł na niego najlepszy czas. Bo kiedy, jak nie latem pijemy orzeźwiające lemoniadki? Kwas mlekowy co prawda lemoniadką nie jest, ale da się z niego takowąż zrobić. Może ten prozdrowotny wątek nie klei się za bardzo z wątkiem przewodnim mojego bloga, ale z jego ogólnym przesłaniem jak najbardziej. W założeniu chciałam pisać o nowym spojrzeniu na życie, łącznie z  jego częścią spożywczą. Jestem za wdrażaniem całkowicie nowych, a może starych, tylko wyglądających młodo zasad, żeby otworzyć się na jak największe nieznane. I – dorabiając sprytnie teorię pod fakt, że chce mi się pisać o kulinariach – czymże jest myślenie kwantowe, jeśli nie otwarciem się na nieskończenie wielkie nieznane i pójście za głosem serca?

Skąd mi się dzisiaj wziął ten wątek? Właśnie wróciłam z wizyty u rodziny, gdzie, jak wiadomo, nie ma to jak tradycja. A tradycja kuchni polskiej opiera się na occie i to spirytusowym. Nie mówię o tradycji naszych praprababć tylko o epoce peerelowskiej, która temat zakwaszania, doprawiania i konserwowania czegokolwiek załatwiała jednym niezawodnym składnikiem – octem. Moja rodzina nie dopuszcza do wiadomości faktu istnienia innej, wspaniałej i całkiem zdrowej odmiany kwasu. Im nie nagadam, ale od czego mam ten swój kawałek internetu? Dzisiaj więc trochę o boskiej i zdrowej substancji,  o której w Polsce, pokiereszowanej epoką komunizmu, zupełnie zapomniano. Wszyscy Polacy znają ocet i to ten najbardziej ordynarny, w wersji spirytusowej. Inne octy, te łagodniejsze i zdrowsze przywędrowały do nas stosunkowo niedawno, jako wykwit burżuazji Zachodu. Jednak nadal na polskim codziennym stole króluje ten peerelowski wybryk natury, czyli ocet – spiryt.  Ocet zakwasza, rozwala wątrobę i wszyscy Polacy go bardzo kochają. Bo oni lubią mieć rozwaloną wątrobę, zakwaszone ciało i skwaszone miny. Jak zabraknie octu, to jeszcze, nie daj boże, wyzdrowieją i nie będzie powodu do narzekania.

A przecież istnieje coś innego, zdrowego, może niezgodnego z polską tradycją kulinarną ostatniego półwiecza, ale nie bójmy się odwołać do wykopalisk archeologicznych. Otóż , proszę szanownej publiczności, przedstawiam wszystkim produkt naturalny o nazwie – kwas mlekowy. Ten tajemniczy preparat nic nie uszkadza, wręcz regeneruje, odtruwa wątrobę, odkwasza ciało, leczy skórę. Ale, pomimo tych leczniczych właściwości niewiele osób w Polsce o nim wie.

Wiem, wiem, to wygląda jak lokowanie produktu, ale z czystym sercem mogę pisać na dowolne interesujące mnie tematy i nie wiązać ich z banerami reklamującymi. Możesz spokojnie czytać dalej.

Jakieś ćwierć wieku temu spotkałam się z tym produktem w tajemniczych okolicznościach i od razu wdrożyłam w życie plan zamiany octu na kwas mlekowy. Nauczyłam się robić przetwory na bazie kwasu mlekowego i w ogóle polubiłam się z produktem. Niestety musiałam przerwać na jakiś czas moją przygodę z kwasem z różnych powodów…nazwijmy to wyjazdowych.

Kiedy po kilku latach pojawiłam się w sklepie spożywczym dużego polskiego miasta i zapytałam niewinnie o kwas mlekowy dostałam odpowiedź, że taki produkt sprzedają tylko apteki, gdyż jest to produkt leczniczy. Nigdy nie wątpiłam w walory zdrowotne kwasu mlekowego, więc wiedziona zwykłą naiwnością, udałam się do apteki.

W aptece pani z wizytówką „magister” w klapie lekarskiego fartucha, co już robi wrażenie na maluczkich, poinformowała mnie bardzo uczenie, bo tytuł zobowiązuje, że – tu cytuję – „jest to bardzo niebezpieczna substancja, dodawana w bardzo niewielkich ilościach do maści leczniczych i to wyłącznie na receptę lekarską. Doustnie kwas mlekowy nie może być podawany”.

Ponadto pani nie omieszkała pouczyć mnie przy wszystkich oczekujących, że nigdzie czegoś takiego nie dostanę, ponieważ tak żrącej substancji nigdy ni dopuszczą do spożycia.

Boże mój kochany, a jakiś czas temu zakwasiłam nim ogórki. Pewnie ten wielce niebezpieczny preparat uszkodził mi komórki mózgowe.

Nie chciałam kasować autorytetu pani magister w oczach stojących za mną kolejkowiczów. Po prostu poszłam do sklepu ze zdrową żywnością, gdzie wtedy można było nabyć ów wielce niebezpieczny dla zdrowia specyfik i zakupiłam go od razu w hurtowych ilościach. Ze strachu, że może go jutro z powodu protestów magistrów farmacji wycofają ze sprzedaży. Wtedy zostaną mi już tylko maści apteczne, z których to w drodze jakichś chemicznych procesów uda mi się odzyskać śladowe ilości kwasu mlekowego.

Na szczęście to było jakieś 20 lat temu. Dzisiaj kwas mlekowy można kupić prawie w każdym sklepie spożywczym, najczęściej w kąciku ze zdrową żywnością. Boże, jaką ja mam czasami ochotę przyprowadzić takich magistrów w białych kitlach do sklepu, gdzie na drzwiach jest szyld „spożywczy”, a na półce napis „zdrowa żywność”, żeby takiej jednej z drugą pokazać jak to się naród truje trującą substancją chemiczną.

Do czego dodaję kwas mlekowy? Wszędzie tam, gdzie zwykle dodajemy ocet spirytusowy lub cytrynę. Kwas mlekowy, jaki jest do kupienia na naszym rynku, ma zwykle stężenie dwa razy mocniejsze od zwykłego octu, więc dla ułatwienia można go sobie od razu rozcieńczyć z wodą w stosunku 1:1. Takim już zdrowym octem skrapiam, sałatki, zupy, konserwuję ogórki, paprykę itp. Jak mam czas.

Ale teraz, latem ten niezwykle prozdrowotny produkt spożywam w prostej formie, czyli popijam go z wodą i miodem. Kwas mlekowy ma właściwości najlepszych probiotyków i odbudowuje kolonię naszych bakterii zdrowotnych. Nie mylić z koloniami letnimi.  Ostatecznie nie tylko oczyszcza np. z leków, ale zwyczajnie pomaga w chudnięciu. Jeśli zajdzie taka potrzeba. W celu przekonania samej siebie do częstszego popijania kwasu mlekowego wyprodukowałam lemoniadkę oczyszczająco – orzeźwiającą i o dziwo, okazała się hitem sezonu!

Lemoniadka orzeźwiająca w moim wydaniu: na dzbanek chłodnej, przegotowanej wody wlewam ok. 2 -5 łyżek kwasu mlekowego (zależy jaki dzbanek) i 2 łyżki miodu (wspaniały jest gryczany, poprawia serducho), lub trochę innego sacharu np. ksylitolu czy stewii. Można dorzucić parę listków z mięty, ale nie o miętę tu chodzi. Taki napój można pić w ciągu dnia bez wyrzutów sumienia i bez benzoesanu sodu. Pycha! Żeby nie było, że smakuje octem! Kwas mlekowy ma smak naturalny.

To był malutki przerywnik kulinarny. Nie mogłam się powstrzymać. Czasami miewam takie skoki myślowe.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Zdrowie

Poskładaj się do kupy, zanim się rozłożysz

Zbliża się czas napięć i bardzo dużej gonitwy, którą uskuteczniają prawie wszyscy w tzw. okresie przedświątecznym. Zdarza się, że po tak burzliwych przygotowaniach niejeden zalega w święta w łóżku rozłożony na części pierwsze i już Czytaj więcej…

Zdrowie

Porozmawiaj z wątrobą!

Mój znajomy mieszkał w wieżowcu, w którym winda, z racji podeszłego wieku, często niedomagała. A już definitywnie odmawiała chęci współpracy, kiedy ktoś rzucił pod jej adresem jakąś niepochlebną opinię. Wtedy, z powodu wmontowanej złośliwości, stawała Czytaj więcej…

Zdrowie

Mniszek i stokrotka – więcej niż chemia

Wiem, wiem, cały internet jest pełen zapału do zbierania ziół i wiosennych kwiatów, więc jeśli teraz zaproponuję małą wycieczkę po mniszek, czy stokrotki pewnie pomyślicie, że się powtarzam. Ale ręka do góry, jeśli dla kogoś Czytaj więcej…