Słyszałeś kiedyś o gęsiach Lorentza? Konrad Lorentz, austriacki przyrodnik badający zachowanie zwierząt, odkrył, że w przypadku  wielu gatunków, np. gęsi zachodzi swoiste prawo „wdrukowania”, albo inaczej okazywania przywiązania pierwszej ruchomej rzeczy, jaką zobaczą.

Pierwszą ruchomą rzeczą, jaką w przypadku tych badań zobaczyły gęsi po opuszczeniu wnętrza jaja był sam Lorentz, wobec tego adoptowały go jako swoją matkę. A spojrzenie innych padło najpierw na duży żółty balon, więc podążyły za nim. Dopóki nie pękł. To musiało być przerażające – zobaczyć, jak eksploduje własna matka. Gdzieś w Austrii musi żyć parę niezwykłych, kompletnie zobojętniałych gęsi.

Oczywiście zjawisko wdrukowywania zachodzi tylko w ściśle określonym czasie (np. do jednej doby po urodzeniu) i podlegają mu nie tylko nowo narodzone zwierzęta, ale też ich rodzice. Przykładowo u owiec istnieje zasada, że jeśli matka nie wyliże bezpośrednio po urodzeniu swojego dziecka, to nigdy nie rozwinie do niego swojej matczynej miłości. Natomiast, kiedy w krytycznym momencie pojawi się dziecko zastępcze, to może być ono zaakceptowane przez samicę, która będzie się nim opiekować, jak własnym. Przytoczyć można wiele przykładów kotek opiekujących się małymi psami i odwrotnie, czy indyczek opiekujących się kłębkiem włóczki (bo i na takie głupie pomysły wpadli naukowcy), albo małp wychowujących tygrysy. Znany jest też przypadek pewnej orlicy, która przyjęła jako swoje dzieci maleńkie kurczęta. Co ciekawe – zrezygnowała później ze zjadania kurcząt, mimo że wcześniej były podstawą jej diety.

Oczywiście, że zjawisko tzw. „wdrukowania” spotkało się z najprzeróżniejszymi reakcjami ogółu – od zachwytu i bezkrytycznego przeniesienia jego zasad na człowieka po całkowitą krytykę i zaprzeczenie. Bo skoro ludzie nie muszą zaraz po urodzeniu stawać na nogi i podążać za matką więc natura nie musiała dać nam tego samego mechanizmu przetrwania. Tego samego może i nie, ale zjawisko robienia zdjęć i wszelkich innych nagrań  natychmiast po urodzeniu, a nawet i wcześniej, obowiązuje wszystkie stworzenia. W każdej sekundzie życia robimy sobie zestaw nagrań, których ważność i zrozumienie podlega naszej ocenie. No i tu bym się zatrzymała. O ile zmiany zachowań w przypadku pewnych zwierząt są bardzo trudne, bo raczej trudno ławicę ryb albo stadko gęsi poddać psychoterapii,  o tyle zmiany w przypadku ludzi są możliwe do przeprowadzenia.

Przede wszystkim musimy zaakceptować, że u człowieka reakcja piętna też występuje, lecz jej powstawanie jest bardziej rozciągnięte w czasie i okresy wzmożonej na nie reakcji nie są ograniczone tylko do jednego konkretnego wydarzenia, jak np. przyjście na świat. Jednak wszelkie możliwe dane są przez nas rejestrowane i tworzą subtelny film, według którego później działamy. Nie wszystkie nagrania są traumatyczne, albo niezwykle przełomowe, ale wszystkie sumują się klatka po klatce w film, kolekcję slajdów, do których wciąż powracamy. Zbieramy różne zdjęcia: z miłej imprezy, z wakacji, do paszportu i z fotoradarów. Tych ostatnich to może nie zbieramy, ale z całą pewnością nie zawsze możemy uniknąć ich czułości względem nas. No, chyba że jeździmy bardzo ostrożnie, ale ja dzisiaj nie o tym. Fotoradary dają nam jednak zdjęcia, które pomimo wyrzucenia ich z szafki zapadają na długo w pamięć i do tego nam jeszcze grożą. I o takich wydrukach chciałabym dzisiaj powiedzieć słów kilka. Tzn. chciałabym bardziej powiedzieć, jak się tych zdjęć  pozbyć nie tylko z szafki, ale i z głowy. Sam fakt, że nie trzymamy takich niezbyt przyjemnych nagrań na wierzchu nie znaczy, że o nich nie pamiętamy. Sztuka polega na tym, żeby o nich pamiętać, ale bez większych emocji.  Groził ci ktoś kiedyś mandatem, albo ujawnieniem nagrania jakiejś twojej rozmowy? Nie musisz być szpiegiem, żeby natknąć się w życiu na przywoływanie niechcianych danych. W każdym takim przypadku dochodzi do erupcji ukrytego strachu. Pod jakim tytułem jest ten strach to już jest sprawa indywidualna, ale każde tego typu grożenie mandatem – udokumentowane konkretnym zdjęciem twojej winy – nie jest znów taką katastrofą. Nadajmy temu zjawisku milszą nazwę np. „czyszczenie archiwów”. Bo taka przesłanka kryje się za zdjęciami, które jak te zrobione przez fotoradary, wracają do nas z żądaniem zapłaty. A co będzie, gdy nie zapłacisz? To będą cię prześladować w coraz bardziej natarczywej formie. Udawanie, że tego zdjęcia nie dostałeś nic nie da.

Tak samo nic nie da udawanie, że w twoim polu świadomości nie ma informacji ściągającej takie  a nie inne sytuacje. Zapłacenie mandatu równa się święty spokój, plus pamiętanie o zachowaniu prędkości, plus ocalenie ci życia w późniejszych okolicznościach, na które ty wjechałbyś z prędkością światła. Ale już tego nie zrobisz, bo twoje archiwum podświadomości przysłało odpowiednie upomnienie. I trzeba było je zaakceptować, a nie wrzucać na dno szuflady.

Ty tu pewnie czekasz, że nauczę cię zamykać oczy i mówić sobie magiczną formułę „Nie ma zdjęcia, nie ma mandatu, jest plaża i słońce”.  Pokażę ci sposób zabierania się do „kasowania” tego typu wydruków w typowo kwantowy sposób.

Najpierw zamknij oczy (albo nie zamykaj, bo musisz doczytać do końca) i pomyśl, jak reagujesz na zdjęcie z jakiejś przyjemnej sytuacji. Słońce, plaża, wiszenie na linie, łażenie nad urwiskiem, holowanie cię na dwóch deskach za motorówką (kiedyś to była kara dla złoczyńców, dzisiaj to forma rozrywki, nie mnie oceniać). Każdy ma inne ulubione slajdy w głowie. Przyjemnie jest, prawda? Nawet jak wisisz na linie, albo jak ciągną cię motorówką. Ale to twoja lina i twój świat przyjemności.

Teraz pomyśl o zdjęciu z fotoradaru, albo wyświetl sobie filmik ciebie, jak dostajesz np. bankowe wezwanie do zapłaty. Z tym, myślę nie będzie problemu. I co? Czym to się różni? Tu zdjęcie i tu zdjęcie. Tu emocje i tu emocje. Fakt, trochę inne, ale emocje są.

Jak już poczułeś te emocje to może poczułeś to aż do kości co znaczy – zbieranie nagrań przez umysł tzw. podświadomy (w sanskrycie czitta). Ten subtelny odpowiednik ciebie stara się jak może, żeby odciążyć cię od roboty. On czuje się emocjonalnie związany z każdym najmniejszym nagraniem i wszystko, dosłownie wszystko wkłada sobie do albumów z odpowiednim opisem. Zwróć uwagę, że to nie ty wszystko zbierasz, dźwigasz i segregujesz, tylko twój podświadomy przyjaciel. Nawet gdy ty idziesz spać on ciągle robi porządki. Być może nie wgrywasz kolejnych danych, ale umysł i tak ma pełne ręce roboty, bo czas twojego snu wykorzystuje na archiwizację danych i na rozwiązywanie problemów, które ty kiedyś sformułowałeś będąc całkiem przytomny. Ty może dawno się poddałeś widząc, że nie ma rozwiązania na coś, z czym się zmagasz, ale twój przyjaciel umysł nadal przeszukuje albumy z nagraniami i szuka odpowiednika, który pomógłby to naprawić.

A teraz zdradzę ci sekret. Rozwiązanie dla umysłu pogrążonego na bieżąco w dobrej  świadomości, w dobrych emocjach jest natychmiast znajdowane, bo umysł szuka od razu na odpowiednim regale. Taki lekki, radosny umysł w ogóle nie kręci się przy regałach z napisem „straszne, okropne, a on mi zrobił”- czyli w dziale z mandatami i zdjęciami z fotoradarów.

Natomiast rzecz ma się całkiem inaczej, kiedy twój umysł świadomy jest cały dzień bardzo zajęty rozpamiętywaniem. Pod hasłem „rozpamiętywanie” nie kryje się nic dobrego, ale już nie będę pisała co. W nocy, kiedy ty śpisz umysł zajęty jest bieganiem między tymi półkami i nawet nie ma czasu, żeby zajrzeć do albumów ze zdjęciami z wakacji. Zarzuć go taką robotą przez parę kolejnych dni z rzędu, a już nigdy nie usłyszysz radosnego śpiewu swojego współpracownika. Co najwyżej dobiegną cię cichutkie skargi i prośby o podwyżkę.

Świat zewnętrzny odbija dokładnie to, nad czym obecnie pochyla się twój umysł i dobrze byłoby uwzględnić jego lepszy nastrój. Nastroju nie przywołasz zwykłym hasłem „radość, chodź no tu!” Dobre emocje przywołasz dobrymi myślami pozbawionymi ciężaru – a o jaki ciężar chodzi, to już sam wiesz najlepiej.

Z kolei dobre myśli nie pojawiają się na długo (jeśli w ogóle się pojawią) na poziomie poniżej wybaczenia i poczucia wdzięczności. Więc jeśli kursy kwantowych terapii nie działają wiesz, gdzie masz szukać przyczyny. Z niższych poziomów nawet dobre zdjęcia nagrane przez podświadomość są tłumaczone jako straszne i przykre. No przykro mi to powiedzieć, ale kwantowe ujęcie huny zakłada, że właśnie to na czym się skupiasz będzie twoim kolejnym slajdem.

Spójrz na zdjęcie skaczących na bungee. Sam fakt spadania z mostu może być odebrany jako straszny, albo całkiem przyjemny. Oceń tą samą scenę z kilku poziomów, czyli z punktu widzenia osoby strachliwej, żądnej przygód, albo ciekawskiej.

Dokładnie to samo robi z kolekcją naszych slajdów nasz podświadomy umysł. On nie jest zainteresowany gadaniem i filozofią, jaką wygłasza jego kolega intelekt. Zawsze i wszędzie doszukuje się emocji, które zrobią ci dobrze. Z tym, że dobrze dla niego oznacza: co ty lubisz oglądać czy odsłuchiwać najczęściej. Czyli rozumiesz – może i skakać wiecznie z mostu, jeśli tak się przy tym upierasz.

Jeśli w momencie twojego przygnębienia usłyszysz zdanie o sobie „ Nie znasz się na liczeniu”, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że twój umysł natychmiast poleci z tym nagraniem do działu „Ważne! To zapamiętać!”, ponieważ w smutnych stanach długo coś rozpamiętujemy i nadajemy temu dużą ważność. Ta sama uwaga rzucona pod naszym adresem w chwili radości prawdopodobnie w ogóle nie zostanie odnotowana w dziale „Ważne!”, tylko w dziale „Takie tam głupie odzywki szefa. Do skasowania”.

Jeśli czujesz się przygnieciony myślą, że dużo nagrań zrobił twój radar, kiedy nie miałeś nad czymś kontroli, np w dzieciństwie (tam raczej wszystko było archiwizowane jako niezwykle ważne), albo w niezbyt przyjemnym kontekście emocjonalnym to przede wszystkim się nie martw. Pamiętaj, że każdy spłacony mandat przestaje nad tobą ciążyć jak klątwa. Spłacenie mandatów z podświadomości polega na ich zaakceptowaniu, wyciągnięciu z czeluści szuflady i świadomym zmienieniu działu, do którego nasz umysł ma go teraz zanieść. A więc już samo przeniesienie z szuflady „do zapłaty” do działu „spłacone” jest ogromną ulgą emocjonalną. Umysł od tego momentu pamięta, że dla ciebie lepsze są emocje ulgi, niż strachu. On się szybko uczy. Ale skoro do tej pory wolałeś latami coś chować i do czegoś się nie przyznawać to umysł, wierny pracownik czuł twoje emocje i wyciągał wniosek: „To mu sprawia przyjemność. Dajmy tego więcej!” I na horyzoncie pojawiało się więcej czegoś, co tak bardzo lubisz przeżywać.

A nienazwane i nieodkryte nagrania z dzieciństwa, czy innych bliżej nieokreślonych stanów dążą cały czas do odkrycia. Co jakiś czas umysł odpala nam taką bombę, że na naszych oczach pęka kolejny balon, z którego wysypują się zdjęcia z konkretnym przekonaniem.

Nie ma co płakać z rozczarowania, bo jak samo słowo  „roz – czarowanie” wskazuje doszło do kolejnego od- czarowania naszego źle zarchiwizowanego zdjęcia. Jeśli nie pamiętamy, że nasz rodzony tatuś w dzieciństwie nam przekazał, że on to by wolał chłopczyka (albo dziewczynkę), to na bank mamy pewność, że nasz współpracownik umysł przyniesie nam ten przekaz w całkiem czytelny sposób w zupełnie innych okolicznościach życia i powie „weź coś z tym zrób!”. Medycyna germańska odkrywa nam ten sam przekaz w terapii pod wyżej wymienioną nazwą, dając do zrozumienia, że każde takie nagranie przynosi w konsekwencji kolejne odbitki zdjęcia pt. „trauma” albo choroba. Ale czy musimy odwoływać się do medycyny germańskiej? Dawno temu, na naszych słowiańskich ziemiach też o tym wiedzieliśmy. Nasi przodkowie (bardzo dawni przodkowie) znali zasady życia mówiące o symbolice i istocie każdego naszego słowa i czynu, które niesie ze sobą jakiegoś rodzaju wdrukowanie do naszej podświadomości.

Wdrukowaniu podlegają nie tylko wygląd rodziców, ale każdy ich sposób zachowania. Ten proces rzeczywiście warunkuje, że nasze zachowanie w przyszłości jest skazane na pewnego rodzaju błądzenie i ciągłe oglądanie podobnych filmów. Ale nie przesadzajmy. Jako ludzie podlegamy trochę innym prawom, niż gęsi. Mamy do dyspozycji wolną wolę, która pozwala nam podjąć inne decyzje. Niektórzy z rozpędu nazywają to zasadą kontroli, ale tu bym się nie wychylała.  Na pewno mamy możliwość dużego wyboru.

Pionierem w nowym pojmowaniu zagadnienia zmiany wydruków  w dziale medycznym jest Bruce Lipton. Większość opinii publicznej nadal ostrzy sobie ząbki na jego wypowiedziach popartych rzetelnymi badaniami, że geny nie są w całości odpowiedzialne za nasze choroby. Tzn. według jego badań –  odpowiedzialni to jesteśmy też my wdrukowując kolejne informacje w ich struktury. Geny według epigenetyki ulegają ciągłemu przeobrażeniu i restrukturyzacji. Owszem, zawierają pewne informacje, których  zmienić się nie da, ale jest ich niewielki procent. Czyli wciąż mamy szansę na zmiany w wydruku.  Chcesz być skuteczny w kwantowym uzdrawianiu? To weź pod lupę szersze spektrum rzeczywistości, chociażby naukę o genach i pomyśl, jak się do tego odnosisz. Nie może być tak, że w jednym albumie – tym od wakacji  – podmienisz z powodzeniem slajdy, bo tutaj się według ciebie da, podczas gdy w archiwum genów uznajesz, że zdjęcia wkleił ktoś inny i ty już z tym nic nie zrobisz.  Geny to też są tylko nagrania. I nie zrzucaj tego na innych. Nazywaj to kolekcją po przodkach, ale tak naprawdę nie dostajesz nic, co nie rezonowałoby z twoim programem. Lepsze byłoby nazwanie genów kolejnym zdjęciem z fotoradaru, za które musisz zapłacić i zmienić styl jazdy. Geny, to też takie ostrzeżenie na przyszłość, ale nie absolutna wyrocznia. Informacje w nich zapisane mogą być w większej części zmienione.

Wielu naukowców głowi się nad zagadką chorób tzw. dziedzicznych, które dzieci adoptowane w ogóle nie przejęły od rodziców biologicznych, ale tych zastępczych. Nawet, jeśli w rodzinie biologicznej cały sznureczek przodków chorował na cukrzycę, to jak magiczne prawo subtelnego wpływu wykazało – ich potomek wcale na nią nie zachorował, bo nikt mu do głowy nie walił młotkiem „zobaczysz, że ciebie też to spotka” no i dodatkowo nie zapewniał tak cudownie wspomagającej tą chorobę diety i stylu życia. Za to zdarzały się przypadki, że nasz adoptowany przez zupełnie odmienną w stylu myślenia rodzinę lądował w szpitalu na zawał serca, co było typowym programem genów  zastępczej rodziny. Jakim cudem geny zaraziły kogoś, kto nie był ich biologicznym dziedzicem?  Okazuje się, że plan wpływania na geny jest znacznie subtelniejszy, niż tylko poprzez fizjologię. Jeśli wirtualny zapis w  genach rodziców zastępczych zakłada pracę ponad wszystko to przejawi się on i w genach ich doszytego potomka. Już wszyscy się o ten program mocno postarają.

Fakt, że coś nam się już nie podoba może popchnąć nas do refleksji nad zmianą slajdów do wyświetlenia. No i w pewnym sensie robimy to niezauważalnie przez całe życie, ale są miejsca – ściany przy których sobie mówimy, że dalej to już się nie da. Nie mówię, że z  punktu, w którym obecnie jesteś możesz zrobić wszystko i zaraz. Powiedzenie sobie, że zaczniesz latać, nie stworzy ci zaraz skrzydeł. Nie ma takiej możliwości, żebyś uwierzył w taki slajd przed swoimi oczami. To są sprawy do stopniowego przeorganizowania struktury, którą już dysponujesz. Jeśli masz ciało człowieka, to dzisiaj trudno będzie ci chodzić po wodzie w sposób, który zakładasz jako magiczny.  Ale jeśli będzie ci na tym bardzo zależeć i zasilisz to pragnienie dostatecznie mocną uwagą, to nawet nie mając ciała ważki, która zdecydowanie może uprawiać wodne spacery, znajdziesz możliwie bliski dla twoich opcji sposób wędrówki po wodzie. Każde nasze pragnienie może się ostatecznie spełnić, a kwestia – jak to się stanie zależy od najbardziej akceptowanej przez nas obecnie struktury informacyjnej. Jeszcze 80 lat temu nikt nie uwierzyłby w internet chociaż istniała już jakaś forma nagrywania ruchomych obrazów. Dzisiaj nie wierzysz, że można chodzić po wodzie. Ale rusz głową! Naprawdę uważasz, że to jest niemożliwe? Chodzenie po wodzie jest proste. To tylko kwestia stanu skupienia wody.

Życie potrafi nami potrząsnąć, byleby zmusić nas do zmiany toru. Niejeden raz pękną na naszych oczach długo żywione przekonania, ale pamiętaj– nie jesteś gęsią, której już nic nie może pomóc, bo pomóc możesz sobie ty sam, zmieniając wdrukowanie, że to jest niemożliwe.

 

 

 

 


2 Comments

Krzysztof · 2 lipca 2017 o 11:01

Fajny i ciekawy tekst. Daje do myślenia 🙂 Dzięki!

    Ida Smela · 2 lipca 2017 o 16:04

    Cieszę się, że wpis skłonił do refleksji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Sukces w życiu

Ile waży śnieg? Czyli co się składa na nasze wielkie noworoczne postanowienia

Nadchodzi Nowy Rok. Nie mam pojęcia jak wygląda rok, więc różnica między starym a nowym jest dla mnie zwykła abstrakcją, taką malarską. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że wraz ze  zmianą starego niewyobrażalnego roku w Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Przyszłość może nam nie pasować

Co czujesz, gdy zadajesz sobie pytanie dotyczące czegoś w przyszłości? Żeby się przekonać, że w ogóle coś czujesz przerwij na chwilę czytanie tekstu i zadaj sobie pytanie o cokolwiek np. „Czy dostanę tę pracę?” „Czy Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Złoty wiek – czy jesteśmy na niego gotowi?

Ostatnimi czasy rośnie zainteresowanie duchowością, a przynajmniej aspektem naszych duchowych możliwości kreacji. Coraz więcej osób przekonuje się, że na poziom naszego życia, zadowolenia, zdrowia i stan konta wpływa coś tak niewidzialnego jak świadomość i zdaje Czytaj więcej…