Niektórzy mają ciekawe sny i mówiąc o snach mam na myśli życie. Może ja też bym sobie takie lepsze wyśniła? Tacy szamani np. często wyskakiwali na wycieczkę po swojej krainie snu i przynosili stamtąd całkiem sensowne rozwiązania na problemy powstałe na jawie. Dla nich takie wypady nie były niczym niezwykłym. Ot, mały wypad na tyły sceny, na której rozgrywa się poważny dramat.
Czasy zmieniły się na tyle, że szamanem może być już każdy, jeśli tylko przejdzie odpowiednie przeszkolenie. Myślę, że oswoiliście się już z moim osobliwym spojrzeniem na rzeczywistość na tyle, że mogę odsłonić kolejne karty.
Też krążę pomiędzy sceną główną a kulisami, chociaż może z mniejszą skutecznością, niż prawdziwi szamani. Ale uczę się i robię postępy. Pewnie myślicie, że się przechwalam swoimi magicznymi podróżami ? Skądże znowu! Wszyscy to robimy. Tylko na razie w błogiej nieświadomości.
Otóż zgodnie z nauką vedanty wszyscy cały czas znajdujemy się, póki co, w 3 stanach świadomości:

  • Szuszupti czetana – stan głębokiego snu.
  • Swapna – stan marzeń.
  • Dżagrat czetana – stan jawy.

I teraz niespodzianka: wszystkie z powyżej wymienionych stanów należą według tej klasyfikacji do fazy śnienia. Czyli nazywając rzecz po imieniu – na razie jesteśmy w transie.
Podobno dopiero kolejne etapy oczyszczonej świadomości (pierwszy z nich zwany – turija) należą do poziomów, z których stajemy się obserwatorami tych poniższych etapów i może czegoś więcej.
Na naszych zwykłych poziomach egzystencji wszystko, co obserwujemy i przeżywamy jako coś realnego jest całkowicie nietrwałe. To jest dobra i zła wiadomość.

Zła dla kogoś, kto właśnie zarobił dużo pieniędzy we śnie, których nijak nie może znaleźć teraz pod łóżkiem, ewentualnie dla tych, którzy próbują użyć swojej karty bankowej ze stanu jawy w swoich marzeniach sennych. Ten numer nie przejdzie, ale zważcie, że ulotność tych stanów ma dla nas też dobrą stronę. Jeśli są to zjawiska obecne tylko na danych poziomach, to znaczy, że rzeczywistość naprawdę przestaje być czymś tak trwałym i oczywistym, jak upieramy się ją postrzegać.

Czy ktoś pamięta siebie ze stanu jawy będąc pogrążonym we śnie? Tam często potrafimy robić rzeczy, których nigdy nie udało nam się wykonać tutaj np. latać sobie bez samolotu. A czasem we śnie nas i świata w ogóle nie ma. Jak się tak mocno zastanowić to zaczyna robić się ciekawie.
Czyżby więc szamani i mistycy mieli rację, próbując znaleźć coś poza znanym jako jedyny realny – stanem czuwania?
Myślę, że oni wiedzieli, co robią. W przeciwieństwie do nas niedowiarków, którzy koniecznie trzymamy się jedynej znanej nam opcji. Takie usilne pilnowanie zastanych tutaj zjawisk ma jedną poważną wadę: nie wierzymy w możliwość ich dematerializacji (np. w przypadku kłopotów i chorób), albo ich nagłej manifestacji (kiedy odczuwamy np. brak pieniędzy).
Ostatnio do arsenału technik zmiany stanu postrzegania przybyło sporo ciekawych opcji, które przybrały wprawdzie dziwne nazwy, ale wciąż chodzi tu o możliwość zmiany perspektywy widzenia czegoś jako bardzo trwałego w wersję jak najbardziej ulotną.
Do takich technik zalicza się m.in. hipnozę, którą czasami porównuje się do transu medytacyjnego w jodze.
Wprawdzie z hipnozą mam coś do czynienia, ale trudno mi się tu wypowiadać w imieniu przedstawicieli towarzystwa hipnotyzerów i joginów. Pokażę tylko pewną odczuwalną różnicę pomiędzy tymi stanami, o której wspominają niektórzy jogini.
Podobnież stan transu, który możemy osiągnąć w hipnozie nie zabiera świadomości ponad stan, który jest ona w stanie zrozumieć. Jest to w pewnym sensie jak pozostawanie w małym pudełku dostępnych nam opcji, w którym ktoś zwraca szczególną uwagę na jedną z nich. Nawet tzw. wędrówki do świata zwierząt, duchów czy zmarłych, które wydają się poszerzać nasze zrozumienie nie jest czymś, co wznosi naszą świadomość do świata transcendentalnego, aczkolwiek może nam pomóc w wyrwaniu się z poziomów iluzji, na których utknęliśmy. Taka krótka wędrówka do innych wymiarów pozwala na dostrzeżenie możliwości, jakie one ze sobą niosą. Szaman może np. zrelacjonować wydarzenia, które nijak nie mogły się wydarzyć w naszym świecie, bo przecież kto ląduje sobie dla zabawy na dachu swojego domu i wita się tam ze zmarłą babcią, która przemienia nasze mieszkanie w pałac? Nie mówię o relacji z wypadu po środkach halucynogennych. Takie dziwne historie przytrafiają się każdemu, ale w snach, czyli na innym poziomie świadomości. Po obudzeniu nic z tego z reguły nie wpływa na nasze obecne okoliczności. Tymczasem szamani nie lubią tracić okazji nadarzających się na różnych etapach  snu. Oni doskonale zdają sobie sprawę, że zasłona, która oddziela różne  stany świadomości, choć jest  niezwykle cienka to bardzo mocno utrzymuje nas w stanie dezinformacji.
Bo musimy przyznać, że mistyfikacja tego świata, który uważamy za bardzo trwały jest niezwykle przekonująca. No ale to wszystko po to, żebyśmy mieli lepszą zabawę. Wszyscy wiedzą, że w ciemności sala kinowa może przeobrazić się w najlepsze kino akcji, włącznie z poruszaniem się krzesełek, odczuwaniem zapachów itp. Chociaż nad tą techniką w wersji kinowej specjaliści wciąż jeszcze pracują, bo nie jest jeszcze w pełni satysfakcjonująca, to prawdziwy specjalista od efektów specjalnych zwany przez pisma wschodnie Mają, a przez zachodnie Matriksem (zauważcie jaki mamy patriarchalny punkt widzenia – nawet tutaj wcisnęliśmy pana zamiast pani) już tą energię iluzoryczną wobec nas skutecznie stosuje. Maja jest w tym tak skuteczna, że nawet nie myślimy o sobie jak o widzach w kinie.
Brawa dla niej, bo jest tak dobra, że nikt nie wierzy nawet w jej istnienie, chociaż wszyscy korzystamy z jej cudownych udogodnień.
Co by się jednak stało, gdybyśmy tak choć przez chwilę posłuchali mędrców, którzy udali się za zasłonkę, obejrzeli, że za nią jest jeszcze fajniej i teraz próbują przekonać pozostałych, żeby wyszli z tego ciemnego kina? I o tym właśnie mówi joga – te gry komputerowe to nie wszystko. Czasem wystarczy się zastanowić, kto ten komputer stworzył.
Ktoś musi nas nieźle przekonać, żebyśmy się za bardzo nie pogrążyli w graniu. Chociaż sama hipnoza nie rozwiązuje wielu spraw to moim zdaniem bardzo pomaga w rozpoznaniu, że gadżety, które przyjmujemy za rzeczywistość, jako część siebie są tylko kombinezonem, który pozwala nam się poczuć jak w kinie ze specjalnymi efektami. Ale to wszystko, jakkolwiek uroczo, lub groźnie by nie wyglądało jest tylko ciągle zmieniającą się scenerią, na którą mamy mniejszy lub większy wpływ, w zależności od uświadomienia sobie tego. Czy nie zdziwił was kiedyś fakt, że będąc w stanie hipnozy osoby, które zwykle cierpią na jakieś dolegliwości, np. alergię, przestają ją odczuwać? Albo zaczynają przejawiać cechy i zachowanie, których nigdy dotąd nie przejawiały? Niektórzy nie potrzebują do tego celu klasycznej hipnozy – sami znajdują się w takim rozdwojeniu osobowości, że bez pomocy osób postronnych wpadają w stan funkcjonowania dwóch całkiem odmiennych osobowości, które nie tylko, że inaczej myślą, to nawet mają inne choroby. Znane są całkiem liczne przypadki osób, które będąc pod wpływem jednej ze swoich osobowości zachowują się jak intelektualista: potrafią się całkiem elokwentnie wypowiadać, nie piją, nie palą i mają określone zainteresowania, ale wchodząc pod wpływ swojego drugiego „ja” zaczynają pić, palić, używać zupełnie innego słownictwa i np. mają alergię na cytrusy, której ich poprzednie „ja” nie miało.
Na pewno sami znacie mnóstwo takich ciekawostek o osobach, które pod wpływem sugestii hipnotycznej wychodziły z wielu, wydawałoby się nieuleczalnych chorób czy zaczynały sobie dobrze radzić w czymś dotąd dla nich bardzo trudnym. Dzisiaj rynek opanowały w dużej mierze techniki, które wprawdzie noszą różne nazwy, ale pomagają nam tak czy siak wyrwać się z transów, w których się zaklinowaliśmy. Jednym słowem opanował nas trend poznania mocy umysłu.
Całkiem niedawno temu nikt poważnie nie mówił o czymś takim jak umysł. Psychologia jako taka to całkiem młoda dziedzina badań. I wcale jeszcze nie odkryła mnóstwa rzeczy. Może dlatego, że zabiera się do roboty od dziwnej strony: bada zjawiska, zauważa przypadki i dopiero próbuje dopasować do tego teorie i definicje. To jest jak badanie milionów liści na drzewach. Gatunków drzew jest całkiem sporo, liści na nich też mamy dużo, więc roboty mamy do końca świata albo i jeszcze dalej. Tymczasem riszi (jogini mistycy) wzięli się do roboty zupełnie inaczej. Zajęli się badaniem wnętrza siebie, zajrzeli w głąb umysłu, rozłożyli go na części, zobaczyli do czego on jest zdolny, jakie możliwości ma ten komputer i wiedzą, że efektów specjalnych może wykonać całą masę. Nie są zainteresowani tą całą masą, bo przy okazji zaglądania do umysłu, kiedy zapalili światło tam od środka, to odkryli, że jest coś poza komputerem, który badają. Zorientowali się, że są oni, ten, który ten komputer stworzył, ta pani Maja, która pilnuje, żeby nikt nie chciał nawet oderwać się od zabawy przy nim i cała masa innych osób, które o wiele lepiej bawią się poza salą kinową, więc co my tutaj robimy?


Jak to co? W naszym mniemaniu mamy tu swoje własne sprawy, swoje ciało, mieszkanie na kredyt, zasługi intelektualne, osiągnięcia w wielu dziedzinach, pełno rodziny i kupę znajomych. No mamy też wrogów i chętnie byśmy się ich pozbyli z pola widzenia, ale to oczywiście oni powinni się stąd wynieść, bo my tu pozostajemy. Czasami robi się tu troszeczkę niebezpiecznie, ktoś nam coś zabierze, coś nas zaboli, ale przy dużej dawce uporu znajdą się środki zaradcze, a ponadto ta gra o życie ma wiele poziomów. Jak stracę jedno zaczynam z pewną pulą punktów gdzie indziej i gra toczy się dalej. A w tej grze znowu zastosujemy całą masę sztuczek, których nasz umysł zna o wiele więcej niż najlepsze programy komputerowe – nawet słynną hipnozę. Prawda jest taka, że stan hipnozy jest tylko pewnego rodzaju transem, któremu sami się poddajemy i który może nam pomóc w grach rozgrywanych tutaj, ale nie jest procesem „duchowym”, jak wielu chciałoby go nazywać.
Nie chcę bynajmniej zniechęcać do hipnozy, którą sama przecież stosuję. Jeśli ktoś dobrze zrozumiał moje intencje to nawet weźmie się z jeszcze większym entuzjazmem do zabawy. Bo prawda jest taka, że wszyscy cały czas przechodzimy z jednego stanu transu do drugiego i czasami zapędzamy się w ślepą uliczkę. Techniki typu hipnoza mają nam tylko przypomnieć, że ta ślepa uliczka to też tylko iluzja i nie ma jej co brać aż tak poważnie. Człowiek czuje się pewniej, gdy wie, że w problematycznej iluzji może posiłkować się magią. W końcu na razie jesteśmy w transie – czemu by nie zamienić go na jakąś lepszą wersję?

 

Kategorie: Sukces w życiu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Sukces w życiu

Jak kwantowo obliczyć sukces?

      Czy zdarzyło ci się kiedyś wstać rano, czegoś zapragnąć i to po prostu mieć? Powiedzmy zachciało ci się pysznego śniadanka i spaceru brzegiem pięknego jeziora, a może nawet kąpieli w nim i Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Natura nie znosi próżni

„Uwierzcie a będzie wam dane!”.W tej właśnie kolejności. Czyli najpierw uwaga w stronę tego, czego się pragnie, a dopiero potem jest nam to dane. Komu dane, temu dane. Wielu z nas nie jest w stanie Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Niebezpieczne pragnienie – mieć rację

Czy wiesz, ze w każdej chwilo istnieje w zasięgu Twojej ręki 30, 40, a nawet i 60 możliwych dróg, które mogłyby dać ci fantastyczne, natychmiastowe rozwiązanie Twojego aktualnego problemu? Pewnie jest tego więcej, ale już Czytaj więcej…