Wszyscy lubimy ładne kolory. Tabletki są kolorowe, bo nam się czerwone i niebieskie dobrze kojarzy. Ale te kolorki na tabletkach to złudzenie zdrowia, a  żółty kolor kurkumy już jest jego zapowiedzią.

Kurkuma, w formie żółtego proszku zaczyna wchodzić na salony i prawie każdy już coś o niej wie. Czuję się w pełni upełnomocniona do zabrania głosu w dyskusji, ponieważ od lat jestem wielbicielką tego cuda. Ponadto przyświeca mi wyższy cel wyzwolenia uciemiężonych mas ze szponów leków.

Po pierwsze jestem za  używaniem  kurkumy  i to w dużej ilości, żeby naród się odtruł. Po drugie jestem za propagowaniem jej właściwości leczniczych i dorzucaniem pomysłów,  jak z tych właściwości korzystać. Czyli jestem za tworzeniem nowego stylu w gotowaniu, leczeniu i –  tu coś nie tylko dla kobiet – w kosmetyce.

Niniejszym upraszam męską widownię o pozostanie ze mną i doczytanie do końca, ponieważ wpis dotyczy zalet kurkumy nie tylko w kontekście farbowania wąsów.

W Polsce kupimy kurkumę pod nazwą „kurkuma” lub „turmerik” . Czyli jedno zamieszanie mamy już z głowy. Kolejne problemy dotyczą zastosowania, bo pokolenie naszych rodziców znało kurkumę co najwyżej jako sztuczny barwnik do wypieków i jeden ze składników curry. Tymczasem kurkuma jest potężną substancją leczniczą i lepiej używać ją częściej i w większej ilości, jeśli chcemy mieć takie dobre statystyki zdrowotne jak kraje azjatyckie.

Co  w kurkumie jest niezwykłego? Według naukowców za jej niezwykłe właściwości odpowiedzialna jest kurkumina, ten sam składnik, który np. zawarty jest  np. w płatkach nagietka (również bardzo leczniczych). Osobiście jestem przeciwna wydłubywaniu jakiegoś składnika ze środka danej substancji i skupianiu się tylko na nim, bo rośliny są cenne w całym swoim uroczym zestawie. Wyciąganie cząstek kurkuminy z ostryżu i pakowanie go w żelatynowe kapsułki nie jest najlepszym sposobem na jej dostarczanie, choć dość korzystnym dla farmacji.

Teraz popiszę się paroma fachowymi pojęciami, żeby było bardziej naukowo, ale śmiało możecie pominąć ten akapit bo i tak  dane spisałam z internetu.

Kurkuma jest niezwykłym przeciwutleniaczem, ma właściwości przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwzapalne. Pobudza wydzielanie żółci, zapobiega wzdęciom, zawiera witaminę C, sole mineralne (kto by się spodziewał), przyspiesza procesy naprawcze mózgu, niszczy białka winne chorobie Alzheimera, wspomaga pracę wątroby, wzmacnia odporność (niszczy bakterie chorobotwórcze i ropotwórcze), chroni serce i powstrzymuje rozwój nowotworu.

Mogłabym tak wymieniać i wymieniać cudowne właściwości tej skądinąd ślicznej rośliny, ale to już robią inni. Świat nauki wziął się dość ostro do weryfikowania tych danych i jak na razie pozostaje ogromnie zdziwiony.

Mnie jak zwykle mało bawią takie długie elaboraty i wyliczenia, ale żądam konkretnych i praktycznych porad.

Gdzie można by tego żółtego sypnąć, żeby mi się miało poprawić?

Ja osobiście sypię prawie wszędzie do potraw (słonych, słodkich, do koktajli).  Zanim naczytałam się tych wszystkich mądrości o kurkumie wiedziałam jedno: kurkuma odkwasza organizm i oczyszcza krew, więc kiedy brało mnie coś na kształt przeziębienia czy grypy to natychmiast wytaczałam  silniejsze działa i robiłam sobie pastę z kurkumy.

Tę pastę robię sobie co jakiś czas w kryzysowych sytuacjach, ponieważ dla mnie wyjścia do apteki kończą się na dojściu do szafki z przyprawami i ziołami. Sama kurkuma jest dość gorzką przyprawą, więc żebym mogła ją zjeść w większych ilościach rozrabiam 1 łyżeczkę proszku z taką samą ilością miodu i odrobiną masła klarowanego. Miód osładza gorycz kurkumy, a tłuszcz jest potrzebny do jej dobrego przyswojenia. Więc jeśli używamy kurkumy poza potrawami warto pamiętać o tym drobnym szczególe  – o odrobinie tłuszczu.

Spotkałam się też z jeszcze jednym, rzekomo absolutnym zaleceniem jej stosowania, czyli z koniecznością dodawania do niej pieprzu albo papryki.

Tylko, że z tym zalecenie spotykam się od niedawna, odkąd naukowcy wsadzili kurkumę pod mikroskop. Zauważyli wtedy, że możliwości jej rozprzestrzeniania się po ciele wzrastają po połączeniu jej np. z pieprzem. Wysnuli z tego dalekosiężny wniosek, że kurkuma działa tylko w zestawieniu z pieprzem. No i tu mi się włączył system weryfikujący, bo przecież w ajurwedzie nigdzie się z czymś takim nie spotkałam. W celu wykluczenia moich wątpliwości zasięgnęłam porady u znajomej konsultantki z ajurwedy, która mi jasno wyklarowała, że ajurweda głupia nie jest i dobrze wie, jak tę kurkumę należy po ciele roznieść. Jedną  z substancji o takich właściwościach jest proszę państwa miód i stosując go nie trzeba dodawać pieprzu. Tym bardziej, że na ten temat naukowcy dalej się kłócą.

Czyli zalecenie picia mleka z miodem i kurkumą w przypadku wyczuwania pierwszych symptomów grypy zostaje odkodowane – miód rozprzestrzenia kurkumę w organizmie, a tłuszcz rozpuszcza w niej pewne składniki.

Kurkuma to dla mnie temat rzeka, ale dzisiaj po prostu  podam wam przykład z obszaru zastosowania jej w dermatologii domowej.

Osobiście namówiłam bowiem parę znajomych mi osób, łącznie z rodziną, a tę podobnież najtrudniej, do wysmarowania sobie  twarzy kurkumą. Pewnie myślicie, że chodziło mi tylko o jej właściwości nawilżające i wygładzające, ale wcale nie. Kurkuma ma tak lecznicze cechy, że można nią smarować rany, stany ropne na skórze i… trądzik, który jest stanem ropnym w spotęgowanej formie. I otóż niniejszym oznajmiam, że wszystkie osoby, które się tej farbującej kuracji nie bały, zostały przez  Boga wynagrodzone.

Przyznam, że sama do niedawna nie odważyłam się tej żółtej papki stosować. Nie dlatego, że nie mam trądziku (bo nie mam), ale dlatego, że bałam się upaćkania nią domu. W gruncie rzeczy to kiepska wymówka, biorąc pod uwagę korzyści zdrowotne kuracji. Ostatnio jednak wątek kurkumy powrócił do mnie w innym wydaniu, mianowicie – odżywienia skóry i pozbycia się plam.

To niezły paradoks, że substancja, która ma tak silne możliwości barwienia, równie mocno usuwa przebarwienia na skórze.  W celu osiągnięcia pięknej skóry nie musimy korzystać z drogich usług kosmetycznych w salonach a jedynie zorganizować sobie mały gabinecik w domu.

Ponieważ przeszłam właśnie mały chrzest bojowy w zastosowaniu tej żółtej mazi zewnętrznie, więc chętnie udzielę wskazówek tym, którzy też chcą zaryzykować.

Najpierw szykujemy stanowisko – z dala od mebli tapicerowanych. Nawet plastikowe krzesełko radzę obłożyć folią, żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Następnie zakładamy na siebie strój roboczy, w którym malujemy mieszkanie, albo które już będzie się tylko w tym celu nadawać i kręcimy papkę z łyżeczki kurkumy i 2 łyżek jogurtu naturalnego. To jest przepis na wersję podstawową, czyli na wersję najtańszego zabiegu w naszym domowym spa.

Koszt zabiegu 50 groszy.

Jeśli nas stać na zabieg z wyższej półki to możemy zaszaleć i wydać w naszym centrum wellness aż 2 złote i dodać do wersji podstawowej  parę kropel oliwy z oliwek, cytryny i coś tak skomplikowanego, jak mąka z cieciorki.

Ale nie dajmy się zwieść reklamie: tanie zabiegi też są  dobre.

Ponadto szykujemy akcesoria pocieszające, np. książkę (ryzykowne), lub puszczamy sobie muzykę. Teraz już możemy spokojnie poddać się kojącej terapii i wysmarować na żółto twarz, albo ręce, albo jedno i drugie.

Jeśli uważacie, że mocno przesadziłam z przygotowaniami to zróbcie po swojemu. Może wam  nic nie kapnie, o ile nie prześladuje was prawo Murphy’ego.

Czy warto się tak poświęcić? Warto! Rezultat jednego zabiegu przerósł nawet moje całkiem spore oczekiwania.

Jak ktoś odważy się na kurkumowe spa to proszę o relacje z wydarzenia.

P.S. Koszty zabiegu obliczone są na podstawie użycia kurkumy zakupionej w hurtowych ilościach, która w kilogramowych opakowaniach kosztuje taniej niż 10 opakowań tej samej przyprawy zapakowanej w torebeczki 15g.

 

 

 


5 Comments

Sobczyk · 14 kwietnia 2017 o 19:31

Siedzę z tym czymś żółtym na twarzy jak długo i czym to zmyć pozdrawiam

    Ida Smela · 14 kwietnia 2017 o 19:55

    O Boże! Długo tak z tym siedzisz. To będzie kuracja uderzeniowa. Wystarczy pół godzinki. Będziesz jutro żółta/y jak pisanka wielkanocna, czyli kolorystycznie się dopasujesz. Ale efekty zdrowotne murowane! Pozdrawiam

      Sobczyk · 15 kwietnia 2017 o 10:51

      Nie jestem żółta skóra gładka ale przebarwienia nie ruszone jestem uparta przez miesiąc będę stosować i dam znać co i jak ?

Ida Smela · 14 kwietnia 2017 o 19:59

Ach zapomniałam o zmywaniu. Zwyczajnie wodą a potem np. mleczkiem kosmetycznym. Rano powtórzyć zmywanie i powinno już zejść to żółte.

Ida Smela · 19 kwietnia 2017 o 10:27

Lubię upartych. Ja robię na to samo. Na trądzik pomogło kliku moim znajomym, a na plamy znam tylko jedną osobę, która akurat na to robiła i zarzeka się, że działa. Dopytałam ją niedawno o szczegóły i twierdzi, że czasem dodawała też oleju kokosowego – i teraz już zgłupiałam, bo może powinnam dorzucić ten szczegół apropos plam. pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Zdrowie

Poskładaj się do kupy, zanim się rozłożysz

Zbliża się czas napięć i bardzo dużej gonitwy, którą uskuteczniają prawie wszyscy w tzw. okresie przedświątecznym. Zdarza się, że po tak burzliwych przygotowaniach niejeden zalega w święta w łóżku rozłożony na części pierwsze i już Czytaj więcej…

Zdrowie

Porozmawiaj z wątrobą!

Mój znajomy mieszkał w wieżowcu, w którym winda, z racji podeszłego wieku, często niedomagała. A już definitywnie odmawiała chęci współpracy, kiedy ktoś rzucił pod jej adresem jakąś niepochlebną opinię. Wtedy, z powodu wmontowanej złośliwości, stawała Czytaj więcej…

Zdrowie

Kwas mlekowy – dawny lek w nowej odsłonie

Postanowiłam przywrócić wpis o kwasie mlekowym sprzed paru miesięcy. Uważam, że właśnie teraz przyszedł na niego najlepszy czas. Bo kiedy, jak nie latem pijemy orzeźwiające lemoniadki? Kwas mlekowy co prawda lemoniadką nie jest, ale da się Czytaj więcej…