Co takiego magicznego jest w hooponopono? Dlaczego miliony ludzi na całym świecie zachwyciło się jego niezwykłą skutecznością w usuwaniu życiowych problemów tylko za pomocą czterech, wydawałoby się banalnych, słów? Technika wydaje się być prosta i polega na wypowiadaniu  fraz:

  • wybacz mi
  • przepraszam
  • kocham cię
  • dziękuję

Tylko tyle. Wystarczy, że to powiemy i w życiu dzieje się magia. Czy aby na pewno?

Hooponopono działa, o ile uchwycimy sedno tego procesu. Zanim go jednak wytłumaczę, chcę was o coś zapytać:

  1. Czy zauważacie, że pomimo swej prostoty hooponopono wymaga zagłębienia się w cztery bardzo silne stany emocjonalne i to do takiego stopnia, aż ulegną transformacji?
  2. I czy przypadkiem już gdzieś nie zetknęliście się z czymś podobnym?

Oczywiście, że się zetknęliście.

Jak dotąd życie wielu osób uległo transformacji, jeśli zastosowały one choćby tylko jedną ze składowych części tego procesu.

Np. wybaczenie przyniosło uleczenie życia tym, którzy potrafili uwolnić nagromadzone urazy i żal.

Nierzadkie są też przypadki ludzi, którzy doznali poprawy życia pielęgnując w sobie nastrój wdzięczności, nie tylko za rzeczy ewidentnie pozytywne, ale również za te, w przebraniu trudnych życiowych lekcji.

Na lepsze zmieniło się też życie osób, które z fazy wyparcia przeszły przynajmniej do poziomu świadomej akceptacji obiektywnych wydarzeń.

Czyli każda z osobnych części tego zadziwiającego procesu ma już terapeutyczną moc, ale w zestawie ich magia się wzmacnia.

Jednak mimo licznych dowodów na skuteczność psychoterapii, naszym racjonalnym, technicznie nastawionym umysłom trudno jest zaakceptować fakt, że w naszym życiu może rządzić aż taka magia.

Jeśli jest to proces aż tak skuteczny, to dlaczego do niedawna nikt o  im nie słyszał?

Najlepiej odpowiedzieć na te pytania sięgając do nauk, które dokładnie wyjaśniają wszystkie sprawy związane ze świadomością, czyli do pism wedyjskich.

W świetle jogi pomiędzy nami a światem zewnętrznym gromadzi się całkiem sporo naszych własnych wypaczeń, przywiązań, awersji, bólu i zamieszania. Wszystkie te dodatkowe, wytworzone przez nas filtry nie tylko kreują kolejne problemy, ale też utrudniają nam dostęp do znacznie prostszych życiowych rozwiązań.

To właśnie nasze emocjonalne przywiązanie do wszelkich doświadczeń zgromadzonych w podświadomości powoduje ich ciągłe manifestowanie się jako nasze obecne – niby zewnętrzne problemy.

Dopóki nie uwolnimy emocji związanych z tymi obrazami i dopóki ich nie zneutralizujemy, to stworzone przez nas samych programy będą skutecznie zakłócały pracę naszego umysłowego komputera.

Joga nazywa ten proces  uciszaniem, wygaszaniem zawirowań w umyśle i oczyszczaniem zwierciadła umysłu.

To właśnie kasowanie programów w umyśle, a nie tworzenie nowych, ma w jodze kluczowe znaczenie.

Wyobraź sobie, że w zawirusowanym systemie komputerowym próbujesz tworzyć kolejne projekty. Bez względu na wysiłki nic nie będzie wychodzić po twojej myśli, ponieważ to nie ty masz teraz większy wpływ na program, a wirus w systemie.

Analogicznie działa nasz umysł – im bardziej zanieczyszczony, tym więcej wokół nas niechcianych sytuacji, które umysł nie tylko postrzega, ale przede wszystkim stwarza.

Najtrudniej nam jest pojąć, że umysł pełni rolę nie tylko czytnika ale i kreatora tego co widzi. Ale dopiero, gdy to uchwycimy pojmiemy magię jogi czy huny. Dopiero wtedy zauważymy tak prosty fakt, że gdy w umyśle jest wirus horroru, każdy świadomy wysiłek w celu poprawy sytuacji i tak będzie przyciągał wydarzenia o posmaku grozy.

Słynna maksyma, że próby rozwiązania problemu nie mogą się udać na poziomie, na którym zostały stworzone, powinna być rozumiana nie w kategorii zmiany jednego rodzaju działania na drugie, ale w kategorii oczyszczenia lustra umysłu.

Pomijając fakt, że cel jogi był ustawiony znacznie dalej niż huny, bo wybiegał poza sprawy spokojnej i wygodnej egzystencji, to w jodze również chodziło o spełnione i radosne życie.

Aby to było możliwe joga częściej radzi wyciszyć i oczyścić umysł, niż tworzyć w zamieszaniu coś nowego. Bo co dobrego może stworzyć wariat?

Wiem, że uważamy się za całkiem rozsądnych i normalnych ludzi, ale wobec tego skąd tyle zamieszania wokół nas?

Właśnie te cztery banalne wydawałoby się słowa: kocham, wybacz mi przepraszam i dziękuję są też pewnym tylko etapem w jodze, która zaleca stanąć w życiu twarzą w twarz z własną odpowiedzialnością za stworzone przez siebie kreacje.

To jest to proste słówko „ kocham cię”, które po prostu wszystko akceptuje i „dziękuję”, które dziękuje za każdą z lekcji udzielanych przez świadomość, oraz „wybacz mi” i „przepraszam” które pozwalają nam wybaczyć nie tylko innym, że coś nam zrobili, ale przede wszystkim sobie, że swoim wewnętrznym programem to doświadczenie do siebie dopuściliśmy.

Dalej się będę upierać, że w jodze chodzi o coś więcej, niż wieczne mycie podłogi i okien umysłu, ale niektórym z nas to na razie wystarcza. W gruncie rzeczy to bardzo przyjemne mieć wreszcie jako taki porządek wokół. W czystej kuchni łatwiej nam będzie myśleć, czy kuchnia służy tylko do lśnienia czystością.

Hooponopono jest dlatego skuteczne, ale też tylko wtedy skuteczne, gdy dostaniemy szczegółowe wyjaśnienie zasad działania umysłu, oraz gdy weźmiemy je głęboko do serca. W innym wypadku proces pozostanie dla nas kolejną techniką do wyuczenia, która wydaje się mieć magiczną moc tylko i wyłącznie w formie jakiegoś unikatowego, regionalnego rytuału. Stąd biorą się później  wojny obozów stricte formalnych optujących za jedyną i słuszną linią nauczania tradycyjnej formy rytuału, oraz obozu liberałów, który czasami zbyt mocno podkreśla mechanikę działania słów z pominięciem głębszego znaczenia procesu.

Jeśli strony się kłócą, tzn. że nikt nie zrozumiał o co w tym chodzi. Tu nie chodzi o drobiazgowe przestrzeganie procedury rytuału w wersji hawajskiej, a  o transformowanie emocji w sercu. Niektórym to się udaje pomimo odejścia od ścisłej tradycji a niektórym to się nie udaje, pomimo jej idealnego przestrzegania.

Hooponopono nie jest  jeszcze jedną techniką dołączoną do naszego zabieganego życia. To jest jeden z kroków do zrozumienia, że nie naprawimy świata na zewnątrz, o ile najpierw nie naprawimy własnego wewnętrznego świata.

Nadal zdziwieni, że ta magia działa? A co magicznego jest w dekorowaniu siebie, zamiast odbicia w lustrze?

 

 

 


6 Comments

Kocio · 13 kwietnia 2017 o 19:37

Metoda ciekawa, ale nie jest częścią tradycji Ho’oponopono. Jako pierwszy powyższą metodę nazwał jako Ho’oponoponno Joe Vitale w swych książkach wydanych kilkanaście lat temu. Natomiast praktyka Ho’oponopono jest duuużo starsza.

    gosia. · 2 sierpnia 2021 o 11:26

    Nie ma żadnych dowodów ta istnienie ” tradycji Hooponopono” poza opisem rytuału rodzinnego hooponopono podanego przez Mary Kawena Pukui, która chyba jako pierwsza użyła tej nazwy i chyba po prostu ochrzciła swój proces.To były lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte ubiegłego wieku znane jako lata renesansu kultury hawajskiej.Pukui była swego rodzaju hawajskim O. Kolbergiem .Potem dopiero Morrnah Simeona, prawdopodobnie pod wpływem publikacji Pukui zainteresowała się tym procesem , a raczej nazwą i na tej bazie i na wielu zapożyczeniach stworzyła metodę, którą propagowała na kursach w USA i w po świecie, Morrnah Simeona wcześniej zajmowała się masażem lomi lomi oraz jak podają była kahuną zielarzem Jeszcze bardziej uprościł Hooponpono Stanley Hew Len, który do śmierci Morrnah Simeony współpracował z nią zgodnie przy prowadzeniu kursów.Sformalizowaną procedurę oczyszczania wg zatwierdzonej rzekomo przez Morrnah Simeonę metody prowadzi się wg licencji udzielanej przez niemiecką fundację .I cóż tu kryć.Ostatnie publikacj e jej książek miały miejsce, jeśli się nie mylę w roku 1990, czyli przed jej śmiercią.I konia z rzędem temu, kto wie czy ta niemiecka fundacja ” na Europę” naprawdę ściśle wzoruje się na Morrnah Simeony czy tylko ” według”, bo to jest jednak różnica.Chciałabym jednak poczytać ksiązki Morrfnah Simeony bez cenzury.

Michał Kidziński · 13 kwietnia 2017 o 21:50

Przeważnie staramy się zrozumieć wszystko w sposób logiczny, wykorzystując do tego celu umysł pełen danych.

Nie jest to ani dobre, ani złe ale zwyczajnie trudno jest w tak ograniczony sposób zaakceptować ho’oponopono.

Będąc jednak upartym i starając się zrozumieć „o co w tym chodzi”, zwyczajnie dobrze jest poświęcić czas na zagłębienie tego jak działa nasz umysł a wtedy ta metoda zaczyna mieć sens 🙂

To naturalnie moje zrozumienie oparte o moje … dane w umyśle 🙂

Świetny artykuł.

gosia. · 2 sierpnia 2021 o 12:47

Też uważam,że to dobry artykuł.Jeden z pierwszych rozsądnych, jakie przeczytałam na temat Hooponopono.Nie miałam jakiś specjalnych oczekiwań od tej metody i może moje osiągnięcia nie są jakie ” spektakularne”, ale po prostu przestałam się „opierać” i walczyć, co do tej pory miałam wrażenie, że było moją misją dziejową.Ceną jaką należy zapłacić, jest jak wszędzie osobiste zaangażowanie i bezwzględna szczerość wobec siebie samej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane Posty

Karma

Prawo przyciągania a karma

Pewnego razu schorowana staruszka uginając się pod ciężarem chrustu niesionego do skromnej wyziębionej chatki spotkała w lesie czarodzieja. Kiedy ten spytał się, czy ma pragnienie, które mógłby jej spełnić, usłyszał: ”Zanieś mi synu ten chrust do Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane

Czasami mówimy, że najważniejsze są dobre intencje. Co mamy na myśli mówiąc o dobrych intencjach? Używając ogólnych, niezrozumiałych pojęć nie wiemy co one dokładnie znaczą i dokąd nas zaprowadzą. W czymś takim jak intencja, która Czytaj więcej…

Sukces w życiu

Cierpienie uszlachetnia?

I tak i nie. Diament np. nie byłby diamentem, gdyby nie ogromne napięcia wewnątrz ziemi, którym wcześniej jako węgiel został poddany. My też, gdy tylko odzyskujemy na dłuższą chwilę wygodę i komfort to prawie zawsze Czytaj więcej…