Zaczniemy od początku składać tę matrioszkę, którą rozebraliśmy w poprzednim odcinku.

1.Jeśli ktoś potraktuje to ciało jako wszystko, co jest możliwe, to zamyka się w pudełku (lub raczej w koszu), które ma wprawdzie nieograniczoną, ale bardzo jednowymiarową procedurę postępowania, co sprawia, że nawet  ilość  tzw. form działania nie jest w stanie rozwiązać problemu.

Dajmy na to terapie ciała: na poziomie czysto fizycznym, uwzględniającym tylko chemiczny wymiar ciała możemy wymyślić  naprawdę bardzo dużo form postępowania. Możemy wymyślić  tysiące, setki tysięcy substancji do połknięcia, metod pocięcia ciała, a każda z tych technik będzie miała i tak inny szkodliwy wpływ na ciało, ponieważ w jednowymiarowym, tzw.  liniowym postrzeganiu ciała czynność A  prowadzi do punktu B, ale nie uwzględnia ona nachodzących innych punktów z innych wymiarów, których wpływ nadal pozostaje widoczny być może nawet w znacznie większym stopniu i którego tak wąsko traktowana metoda nie potrafi wyeliminować.

2.  Kiedy problemy się nasilają (mówimy tylko o małym przykładzie medycznym) do gry wkracza cały obszar tzw. medycyny naturalnej, która mówi, że rozpatruje ona problem całościowo, bo – uwaga- jej atutem jest to, że dostrzegła ona drugi kosz, czyli Prana maya kosza. Homeopatia, akupunktura, ćwiczenia energetyczne z jogi, qui qong, tai chi itp. to jest strefa wpływu energetycznego. Dostrzeżenie tego obszaru jako bardzo realnego to niebagatelna rzecz bo i możliwość wpływu z tego poziomu jest wielokrotnie większa. Prana maya kosza jest pierwszą subtelną strefą ciała ale z o wiele intensywniejszym wpływem na ciało. To, co nie mogło być poruszone na poziomie fizycznym ciała tysiącami sposobów często znika jako problem tylko po zastosowaniu drobnego zabiegu energetycznego. Dla wielu to magia, ale w rzeczywistości to taki sam rodzaj magii jak wyłącznik światła w ścianie dla osoby z buszu.

Na szczęście dla nas ten poziom ciała staje się coraz bardziej widoczny, ale przecież, jeszcze do niedawna lekarze i naukowcy palili na stosach wszystkich, którzy choć ośmieliliby się wspomnieć o akupunkturze czy homeopatii. Homeopatia jest nawet dalej otoczona mitem medycyny placebo, bo przecież chemicznie tam nic nie ma!

Meridianów, czy inaczej w sanskrycie kanałów energetycznych nadi też nie ma i nigdy ich nie znajdziemy . W fizycznym ciele nie ma żadnych szlaków energetycznych, które by można zmierzyć i zobaczyć. Zarówno homeopatia, jak i akupunktura musiały zrobić duży ukłon w stronę twardogłowych naukowców i dopasować się do ich istniejących i już wytyczonych szlaków nerwowych, enzymów, itp. zjawisk, byleby tylko móc zaistnieć w kulturze Zachodu.

3.  Czasem jednak nasze problemy sięgają coraz głębszych pokładów, a skłonni jesteśmy sądzić, że tu się właściwie zaczynają, tylko tego nie dostrzegamy, że zwykłe połknięcie tabletek nie rozwiązało tego co nam w sercu gra. Chcemy czuć się dobrze, oszukujemy się więc, łykamy coś i wmawiamy sobie, że problem był tylko w łokciu. Ale skąd on się wziął w łokciu?

Odpowiedź, że z klamki, która nas uderzyła nie jest dobrą odpowiedzią. Bo dlaczego ta klamka stanęła na naszej drodze, a czasem wiele innych złośliwych przedmiotów, tego już nie chcemy wiedzieć. Wszystko co złego nas spotyka jest przecież spowodowane przez zły świat- to mąż/ żona, rząd, gospodarka i klamka w drzwiach są przyczyną naszych nieszczęść i nie wiadomo dlaczego nie pomagają nam już tabletki, operacje, zioła i akupunktury. Ale kiedy do problemu zabieramy się od strony emocji, przekonań to wtedy o dziwo zaczynają się dziać dziwne rzeczy –  nagle zdrowiejemy.

Właściwe jest to najbardziej mistyczny poziom, do którego możemy dojść i osiągnąć niewyobrażalne rezultaty, ponieważ  manomaya kosza – czyli strefa myśli , emocji i przekonań jest właściwie obszarem bez granic. Proszę nie mylić tego poziomu ze strefą wpływów  psychiatrów. Psychologowie coś z tej strefy rozumieją i tylko tyle na ile ich granice pojmowania im pozwalają na tyle są w stanie pomóc. Psychiatrzy w ogóle są lekarzami od leków i zastrzyków – oni działają tylko na pierwszą warstwę anna maya kosza – a warstwy umysłowej to raczej się boją. Działają z pozycji strachu i dlatego ich wpływ na poprawę zdrowia jest niewielki.

O wiele lepiej z umysłem radzą sobie wszyscy, których dziś określamy jako terapeutów duchowych. Bez względu na to, jak oni sami siebie nazywają (bo wielu uważa się za lekarzy dusz) jako wyzwalających nas z iluzji materialnej i mających dostęp do pola kwantowego (to teraz takie modne określenie na manomaya kosza), nikt z nich nie wychodzi poza poziom umysłu. Ale. Powiecie. Sam widziałem, ta ręka to mu na miejscu odrosła. To był cud. I on to w imię Jezusa/ Allaha, w imię najświętszej Huny i NLP zrobił! I to jest na Youtubie więc to jest prawda absolutna. Że wyleczył to prawda, ale nie upierajmy się, że to jest duchowy poziom, proszę. To jest poziom umysłu –  naprawdę mistyczny, przeogromny kosz energii, w której jest wszystko, w co wierzymy my i oni. Tylko, że my sięgamy po coś, w co sami chcemy wierzyć.

Na rynku istnieje obecnie spora ilość pism wedyjskich spisanych kilka tysięcy lat przed naszą erą w języku sanskryckim. Tzn. w takim języku były pierwotnie spisane. Obecnie możesz przeczytać je nawet po polsku, chociaż większość z tych pism jest na razie po angielsku lub niemiecku. Warto jednak sięgnąć po niektóre z nich, ponieważ otwierają oczy na świat, a raczej na ten świat, który też może być twój. Osoba, która wyczarowuje złoty pył z rękawa, albo czyta twoje myśli lub uzdrawia twoją złamaną nogę na miejscu nie jest Bogiem. Dobry jogin może mieć niezwykłe moce (siddhi) – np. może stworzyć planetę taką porządną z pałacami i bogactwami, może funkcjonować w kilkunastu postaciach jednocześnie, może tworzyć sobie bardzo różne fajne rzeczy i w ogóle być całkiem szczęśliwy. I to wszystko,  jakkolwiek bajkowo i kwantowo by  nie brzmiało, jest tylko poziomem umysłu (tzn. to co tworzy jest realne, ale rodzaj energii jakiej używa nie wykracza poza umysł).

Generalnie strefa umysłu jest polem przenoszenia nas w ułamku sekundy w najbardziej odległe zakątki wszechświata i jeśli poszerzymy jego możliwość widzenia i akceptowania to otwierają nam się drzwi do praktycznie wszystkiego co chcemy w tym świecie materialnym. Ale tylko w tym świecie materialnym. Pokój na świecie, miłość między narodami i uzdrowienie wszystkich chorych to wszystko jest możliwe dla umysłu – ale to nic nadzwyczajnego i duchowego i to należy zrozumieć.

4. Vigjana – maja kosza to poziom intelektu i fałszywego ego (nie mylić z prawdziwym ego, czyli jaźnią). To z tego poziomu dokonujemy decyzji, w co nasz umysł ma się zaangażować, co wybrać z nieograniczonego zbioru przekonań i programów informacyjnych dookoła. Wbrew pozorom nie jest to łatwe stanowisko dowodzenia. Nieoczyszczona inteligencja i tak wybiera głupoty, będąc przekonana, że postępuje właściwie. Dajmy na to sposób rozumowania złodzieja. Każdy złodziej ma swoisty zestaw zasad moralnych, których się trzyma i za które jest gotów oddać życie. On nie umie wybrać inaczej, bo tak nauczyły go okoliczności i osoby go otaczające. Są oczywiście też osoby, które działają znacznie lepiej niż taki złodziej i oczywiście my, którzy działamy najlepiej. Przynajmniej tak sądzi o nas nasze fałszywe ego, bo już fałszywe ego innych ludzi myśli inaczej. Ale oni przecież nie mają racji. Generalnie ten poziom inteligencji i fałszywego ego i tak utrzymuje nas stabilnie na bardzo podobnym poziomie, dopóki nie zrobimy tzw. transcendentalnego skoku.

5.  Jak uda nam się trafić na transcendentalny przekaz i zaangażować w proces duchowy to jest szansa, że poznamy się oko w oko z samymi sobą na tym planie ananda maya kosza. Ten poziom jest poziomem duszy, a dusza jak wiadomo jest wieczna, szczęśliwa i pełna wiedzy. Jeśli ktoś mówi, że leczy chorą duszę, poprawia jej stan rozumienia to nie wie o czym mówi. Choć nazywa to procesem wpływania na duszę jest to proces wpływania na umysł. Jedyna manipulacja, jaka jest nam dozwolona z wymiaru materialnego to zabawa z energią umysłu. A i to w bardzo malutkim zakresie. Tak naprawdę to umysł dalej steruje nami tak, że jesteśmy przekonani, że to my kontrolujemy jego.

Atman czyli dusza jest wiecznie szczęśliwa i nie choruje. Jest pełna  wiedzy i wie co się wokół niej  dzieje bez uczenia jej czegokolwiek. Jedyny problem jest taki, że dusza właściwe  śpi. Zasadniczo to nie podobają jej się te zabawki wokół i poszła spać. Całą tzw. robotę wokół robi umysł, inteligencja, fałszywe ego i zmysły. Zaangażowane są też siły natury materialnej. Całkiem sporo osób robi zamieszanie, tylko nie dusza. Ona ma tylko pragnienie chwilowo skierowane na materię i jest to jej jedyny problem. W momencie, gdy tylko dusza zauważa, że skierowała pragnienie w niewłaściwą stronę i decyduje się na skierowanie uwagi na świat duchowy – zaczyna się proces odwrotu. I to jest teraz bardzo szybki  proces, w którym palone są wszystkie okrywy duszy, czyli niszczone są wszystkie przesłaniające nam prawdziwą widoczność koszyki.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Umysł

Głową w dół

Moje dzieci, skądinąd dorosłe, słyszą nietoperze. Netopyrki, po czesku. Czeski jest fajniejszy od łaciny, dlatego podaję po czesku. Podobno słychać je już tuż po zmierzchu i tam gdzie mieszkam lata ich całkiem sporo, bynajmniej nie Czytaj więcej…

Umysł

Światy równoległe

Jakiś czas temu mój osobisty brat postanowił zbudować sobie porządną bibliotekę zdolną pomieścić i utrzymać jego ogromny księgozbiór. W tym celu zatrudnił stolarza, który z solidnych, dębowych desek miał mu zmontować regały. Pierwszego dnia z Czytaj więcej…

Umysł

Nie wszystko naraz

Dzisiaj będzie o jedzeniu i transie. Albo o transie i o jedzeniu przy okazji. O hipnozie pisałam już jakiś czas temu więc, żeby się przekonać, że w transie jesteśmy prawie cały czas, sprawdź, czym jest Czytaj więcej…